Europejskie giełdy wydawały się lekko przestraszone kilkunastosekundowym przebiciem poziomu 10 000 punktów przez indeks Dow Jonesa we wtorek. Warszawska giełda zachowała się bardzo podobnie, chociaż wydaje się, że na środowy lekki spadek większy wpływ miały czynniki wewnętrzne, takie jak informacje o kolejnym miesiącu spadku produkcji przemysłowej w lutym. Wprawdzie dynamika spadku została wyhamowana, jednakże trudno coś wyrokować na podstawie jednego miesiąca, a prawda jest taka, że był to kolejny zły miesiąc dla polskiej gospodarki. Może to sugerować, jakie prawdopodobnie wyniki finansowe za luty wykażą spółki giełdowe już za parę dni.Wydaje się, że rynek jest obecnie dość niezdecydowany. Z jednej strony mamy do czynienia z pozytywnym trendem na najważniejszych giełdach światowych. Z drugiej jednak mamy wiele negatywnych sygnałów dochodzących z otoczenia makroekonomicznego Polski. Giełda dyskontuje przyszłość, a na tym polu jest, niestety, dość sporo min. Dopóki oczekiwania co do utrzymania szybkiego tempa rozwoju gospodarczego Polski nie będą pozytywne, trudno oczekiwać wygenerowania trendu wzrostowego na rynku akcji i w tej chwili mamy do czynienia właśnie z taką sytuacją. Obecnie brak jest również dużej aktywności ze strony kapitału zagranicznego, a rynek podtrzymywany jest raczej kapitałem krajowym. To paradoksalnie może być interpretowane pozytywnie, gdyż jeżeli rynek utrzymuje się na dobrym poziomie przy udziale głównie kapitału krajowego, to z pewnością będzie bardzo silny, gdy powróci kapitał zagraniczny. Pytanie tylko, na jak długo wystarczy polskich kapitałów?Warto jednak zwrócić uwagę, że premią za zwiększone ryzyko mogą być ponadprzeciętne zyski.

.