W pobliżu gospodarki

Wszystko, co dotyczy "Rzeczpospolitej" (gazety) jest mi z wielu względów bliskie. Nie tylko i nie przede wszystkim dlatego, że pracowałem tam i były to dwa dobre dla mnie lata. Dla każdego dziennikarza ekonomicznego "Rzepa" jest w jakimś sensie wzorem i punktem odniesienia. Dla nas jest też konkurencją (biorąc, oczywiście, pod uwagę wszystkie proporcje). Konkurencją szanowaną i cenioną.

"Rzepa" jest ciągle liderem w swojej kategorii, dla każdego interesującego się gospodarką stanowi najważniejsze źródło informacji. Jest więc szalenie istotne, aby była, tak jak dotychczas, wiarygodna i apolityczna (co zresztą na jedno wychodzi).Wszelkie informacje, że ta wiarygodność może być zagrożona, muszą niepokoić.Za mojej pamięci sytuacja taka zaistniała dwa razy, oba za rządów poprzedniej koalicji. Najpierw Waldemar Pawlak, a potem Józef Oleksy próbowali zdobyć wpływ na zarząd wydawnictwa. Jestem pewien, że w ślad za tym poszłaby próba upolitycznienia gazety.Premier Pawlak nie zdążył sprawy doprowadzić do końca za swojej kadencji, działania premiera Oleksego zablokował sąd na wniosek Państwowego Przedsiębiorstwa Wydawniczego.Przypomina się anegdotka sprzed stu lat, gdy chłop poszkodowany decyzją cesarza pruskiego Wilhelma stwierdził: są jeszcze na szczęście sędziowie w Berlinie, i sprawę w sądzie wygrał.W końcu marca została podjęta trzecia próba położenia łapy na wydawnictwie. Nazywa się to elegancko komercjalizacją PPW Rzeczpospolita, firmy państwowej, mającej 49 proc. udziałów w Presspublice, wydawcy gazety.Gdyby resort skarbu przedstawił jasno, że komercjalizacja PPW jest jedynie wstępnym krokiem do prywatyzacji, sprawa byłaby czysta. Pod warunkiem że owa prywatyzacja odbyłaby się w sposób gwarantujący, że żadna partia nie uzyska wpływu na skład zarządu nowej spółki. Minister skarbu mówi jednak, że nie myśli o szybkiej prywatyzacji. Po co więc komercjalizacja? Ano chyba po to, żeby móc jednoosobowo wybrać prezesa spółki. Dziś dyrektora PPW wybiera poprzez konkurs rada pracownicza i żaden minister nic do tego nie ma.Wierzę, że nie uda się zniszczyć ani nawet nadszarpnąć wiarygodności "Rzepy". Jest to jednak sytuacja, w której trzeba spytać publicznie - panie ministrze, o co chodzi, jaki jest cel tego działania?Dość jest upolitycznionych dzienników Polsce, choć na szczęście raczej nie dotyczy to poważnie zajmujących się gospodarką. I niech tak zostanie. Problem podnoszę bezinteresownie, a nawet w jakimś sensie wbrew interesom PARKIETU, ale, jako się rzekło, chodzi o najważniejsze źródło informacji ekonomicznych w kraju i jego wiarygodność.Żeby pozostać przy tematyce prasowej - dla odmiany coś nie dotyczącego gospodarki. Zaczyna się ukazywać polska edycja "National Geographic", pisma mającego najlepsze na świecie zdjęcia dotyczące przyrody i krajobrazów. W piątek otwarto w Warszawie wystawę fotografii "National Geographic". Doprawdy, było na co popatrzeć. Zorganizował ją wydawca polskiej edycji magazynu w zbożnym celu promowania nowego na naszym rynku tytułu.W tej sprawie nie jestem już tak bezinteresowny, jak w obronie "Rzeczpospolitej", gdyż nader cenię sobie NG i cieszę się z uruchomienia polskiego wydania, na co zanosiło się od kilku lat. Jestem też ciekaw, jak będzie ono robione, a przede wszystkim - na ile będzie się różnić od wersji macierzystej? Powodzenia.

Jan Bazyl Lipszyc