Nasze aktywa

Zostałemostatniokilkakroćzagadnięty na okolicznośćdługofalowych perspektywpolskiego rynku kapitałowego. Jestem jużdużymchłopcem, ale wciąż jeszcze trudno miuwierzyć, żez odpowiedzi na podobne pytania da się całkiem przyzwoicie żyć. I to pomimo osobistejznajomości kilku osób, którez przewidywania gospodarczej przyszłościzrobiłyprawdziwąsztukę. Dośćzresztą drogą.

Pytanie o dziesięcioletnią perspektywę warszawskiej giełdy wprawiło mnie więc w pewną konfuzję, której z pewnością nie poddaliby się dyżurni wróżbici Trzeciej Rzeczpospolitej.Konfuzja brała się stąd, że moi zagraniczni rozmówcy nie chcieli przeżywać eksplozji akademickich rozterek (z jednej strony, choć znowu z drugiej strony...). Spodziewali się suchej jak wiór wypowiedzi, wzorowanej na wojskowym drylu naszego kochanego wicepremiera Leszka Balcerowicza (po pierwsze, po drugie, po trzecie...).Nasz klient, nasz pan. Po błyskawicznym otrząśnięciu się z resztek akademickości, przemówiłem więc mniej więcej w ten sposób:- W najbliższych dziesięciu latach ceny aktywów finansowych i niefinansowych w Polsce będą zdecydowanie rosły. Na rzecz takiej hipotezy przemawiają następujące okoliczności:a) polityka taniejącego pieniądza, nieunikniony efekt postępującej dezinflacji;b) ciasny budżet, powodujący wycofywanie się rządu z finansowania deficytu, co zwiększy płynność, windując ceny aktywów i sprawiając, że pieniądz na rynku stanie się tańszy niż w bankach, a dobra lokata będzie dobrem rzadkim;c) pojawienie się poważnych inwestorów instytucjonalnych (funduszy emerytalnych, towarzystw ubezpieczeniowych), którzy z powodu niedostatecznej podaży długoterminowych papierów rządowych zwrócą się w stronę giełdy i rynku komercyjnych papierów dłużnych;d) duże, atrakcyjne oferty publiczne, kończące prywatyzację wykreują nowych inwestorów, debiutujących na giełdzie;e) zmiany w systemie podatkowym, generalnie sprzyjające zwiększeniu stopy oszczędności, sprawią, że coraz więcej osób będzie starało się inwestować poza systemem bankowym;f) aprecjacja złotego i napływ portfelowego kapitału zagranicznego szukającego dochodowych, płynnych inwestycji, przede wszystkim giełdowych;g) konsolidacja z rynkiem unijnym;h) echo z giełd europejskich, kwitnących po wprowadzeniu euro, dotrze też do Polski, aspirującej do udziału w EMU.- Generalnie widzę więc przyszłość polskich aktywów w mocno różowych barwach. Z pewnością się nie mylę - zakończyłem.Dokonując tego propaństwowego dzieła, miałem ciągle w głowie bardzo nieprzyzwoitą myśl. Otóż, równie łatwo przyszłoby mi przecież rozwinąć wykład oparty na następujących założeniach:- W najbliższych dziesięciu latach ceny aktywów finansowych i niefinansowych w Polsce będą relatywnie spadały. Na rzecz takiej hipotezy przemawiają następujące okoliczności:a) polityka drogiego pieniądza, związana z wciąż jeszcze wysoką inflacją i szybko rosnącymi, nawet w warunkach spadku produkcji, płacami realnymi;b) nie domknięty budżet i deficyt, wypychający z rynku prywatne oszczędności;c) omijanie krajowej giełdy przez poważnych inwestorów instytucjonalnych z uwagi na duże ryzyko i wysoką dochodowość papierów rządowych;d) brak dużych ofert publicznych w związku z faktycznym zakończeniem prywatyzacji do 2001 roku spowoduje praktyczne zamknięcie giełdy przed nowymi inwestorami;e) niska stopa oszczędności krajowych, wynik dużego fiskalizmu i niereformowalnej restrykcyjności systemu podatkowego;f) wyciekanie kapitału krajowego za granicę i rozrost szarej strefy;g) balansowanie przez kraj na granicy kryzysu walutowego, efekt bliźniaczych deficytów i groźby dewaluacji;h) wykluczenie rynku kapitałowego z europejskiego "efektu euro" z powodu braku jasności co do terminu przyłączenia Polski do EMU.- Generalnie widzę więc przyszłość polskich aktywów w mocno czarnych barwach. Chciałbym się mylić, ale mam rację - zakończyłem.Ekonomista to naprawdę ohydna profesja. Taka podejrzana.

JANUSZ JANKOWIAK