Okiem sceptyka
Od zawsze popierałem premiera Balcerowicza. Wszystkim jego oponentom starałem się tłumaczyć, że to właśnie dzięki niemu jest nam bliżej do zjednoczonej Europy niż do Białorusi prezydenta Łukaszenki. Propozycje opodatkowania od 2000 roku dochodów z lokat bankowych i w następstwie pewnie dochodów z transakcji giełdowych zachwiały moją wiarą.Opodatkowanie lokat bankowych jest z technicznego punktu widzenia dziecinnie proste. Stan rachunku na koniec terminu lokaty jest wyższy niż na początku, obliczenie uzyskanego zysku i wyliczenie podatku nie jest problemem, zwłaszcza że nie uwzględnia się inflacji.W przypadku inwestycji giełdowych strona techniczna wyliczenia podatku jest dużo bardziej skomplikowana. Wartość środków na rachunku inwestycyjnym zmienia się wraz ze zmieniającymi się notowaniami złożonych na nim papierów wartościowych. Czy w takim razie opodatkowaniu podlegałaby różnica wartości portfela na koniec i na początku roku? A może zobowiązać inwestora do prowadzenia szczegółowej księgowości, odnotowywania każdej transakcji i zapłacenia stosownego podatku po zamknięciu pozycji? Czy w takim razie inwestor miałby prawo do traktowania prowizji maklerskiej jako kosztu? Skrzętnie odnotowuję wszystkie przeprowadzone transakcje, a ponieważ zwykle mam w portfelu około 10 spółek, używam do tego nawet arkusza kalkulacyjnego. Niektóre aspekty techniczne przerastają jednak i moje możliwości. Co zrobić z kredytem i kosztami jego obsługi? Przeliczać, która z transakcji była finansowana z linii kredytowej, i wliczać w jej koszty koszt kredytu? Jak to zrobić, skoro w przypadku papierów, które lubię, i spółek, do których mam zaufanie, dokupuję akcje, gdy ich cena spada i sprzedaję część pakietu, gdy cena rośnie lub gdy po prostu potrzebuję gotówki? Czy będę mógł odliczać poniesione straty, bo na GPW inwestowanie wcale nie musi nieprzerwanie przynosić zysków? W jakim okresie będę mógł odliczać straty, skoro np. dwuletni spadek koniunktury jest na GPW zjawiskiem normalnym? Pewnie będzie mi przykro, że w okresie, w którym będę mógł dokonać odliczeń, nadal będę na minusie, a gdy pojawią się zyski, nie będzie mi już wolno odliczyć poniesionych strat. Jeszcze jedno: środki, którymi obracam na giełdzie, już raz były opodatkowane.Wątpliwości jest dużo, nawet zbyt dużo. W dodatku przez ostatnich kilka lat GPW nie dusi się z powodu gwałtownego napływu kapitału. Wielu analityków upatruje przyczyn wolniejszego rozwoju ekonomicznego w zbyt niskim poziomie oszczędności i niewielkim zaangażowaniu obywateli w polski rynek kapitałowy. Zgadza się z tym i prezes GPW, i premier. Czy, uwzględniając to wszystko, warto jeść tę żabę? Kłopoty będą ogromne, koszty ściągnięcia podatku wysokie, a wpływy budżetowe niewielkie. Uzyskany efekt będzie miał tylko znaczenie propagandowe.Może lepiej dać z tym spokój, panie premierze?
ALEKSANDER WEKSLER