Dla tych, którzy z gotówką oczekiwali na korektę jako okazję do długoterminowego zakupu, miniony tydzień mógł należeć do udanych, pozostałym z pewnością nie będzie kojarzył się najlepiej. Korekta na rynkach światowych nabrała rozmachu, choć do skali, z jaką mieliśmy do czynienia rok temu, na szczęście jest daleko. Podobieństwa z poprzednim rokiem nie kończą się w tym punkcie - podobnie jak w 1998 r., ale tym razem bardziej stanowczo wypowiada się szef Fedu. Jednak główny czynnik zeszłorocznego krachu - kryzys rosyjski - tym razem nie ma swojego odpowiednika. Chiny, którym ostatnio obniżono rating, czy Argentyna nie powinny popaść w tarapaty porównywalne z rosyjskimi. Zainteresowanie naszym rynkiem na razie nie słabnie - utrzymujący się wysoki kurs złotego pokazuje kierunek przepływu kapitału. Jeśli prawdziwe okażą się szacunki ministra finansów, dotyczące PKB za II kwartał, zainteresowanie to powinno się utrzymać. Nie będzie to jednak dobre dla eksporterów i bilansu handlowego. Mocny złoty już dał o sobie znać - deficyt był znacznie wyższy niż szacowany wcześniej przez RPP. Stanowiąca poniekąd reakcję na rozbieżność tych szacunków z rzeczywistością wypowiedź prezes NBP może ostudzić rynek, ale wcześniejszy błąd prognozy stwarza możliwość, że nie wystąpi zagrożenie ze strony salda obrotów. Obecnie większym zagrożeniem od podwyżki oficjalnych stóp jest polityka fiskalna, prowadząca do wzrostu stóp rynkowych. Sprzedaż papierów dłużnych SP napotyka ostatnio coraz większe opory i rosnąca z tego tytułu rentowność papierów skarbowych może odciągnąć na jakiś czas bardziej nerwowych inwestorów z rynku akcji. Na razie nie ma powodów do poważnego niepokoju, szczególnie że do dolnego ograniczenia kanału trendowego zostało jeszcze sporo miejsca, a na tle innych rynków nasz zachowuje się całkiem spokojnie.
.