USA i reszta
Znam kilku wesołków, którzy nie mają nic wspólnego ani z ekonomią, ani z gospodarką, a pomimo to są fanami Alana Greenspana. Właściwie nie tyle samego szefa amerykańskiego banku centralnego (który Jasiem Fasolą raczej nie jest), co Greenspanowej frazy. Faktycznie, trudno w dzisiejszych ciężkich czasach usłyszeć rzeczy bardziej komiczne niż wywód prezesa Fed. Weźmy pierwszy z brzegu, sławny przykład. Greenspan w Kongresie: "Jeśli wydałem się panu niezbyt jasny, to najwyraźniej dlatego, że nie zrozumiał pan, co powiedziałem". Albo: "Wiem, ufa pan, że rozumie to, co - wydaje się panu - powiedziałem, ale nie jestem pewien, czy zdaje pan sobie sprawę, że to, co pan usłyszał, wcale nie jest tym, co naprawdę myślę".Rzeczy, które Greenspan mówi i to, jak mówi, stały się przedmiotem powszechnego zainteresowania na całym świecie. Nieszczęśliwi specjaliści biedzą się, żeby wyłowić z tych pokładów stylistycznych i myślowych wygibasów chociaż okruszek jednoznacznego komunikatu. A szczęśliwi zbieracze anegdot kolekcjonują piętrowe Greenspanowskie frazy, które tarzając się ze śmiechu, powtarzają później na imieninach u cioci.Nie znam, niestety, nikogo, kto zbierałby kalambury członków naszej Rady Polityki Pieniężnej. Albo nasi centralni bankierzy nie są tak zabawni, jak Greenspan (z wyjątkiem prof. Józefiaka, bo ten jest), albo mają trudniej, bo wciąż muszą występować kolektywnie, nawet jeśli kolektywem nie są (prof. Dąbrowski, sądząc po wynikach głosowań, nie jest). Wreszcie mamy pod ręką jeszcze jedno, wcale niezgorsze, uniwersalne wytłumaczenie: Ameryka nie Polska.Ameryka rzeczywiście nie Polska, bo Polska strach budzi tylko w Polakach. I to na dodatek nie we wszystkich. Kiedy nasza Rada Polityki Pieniężnej podniesie taką stopę referencyjną, informując, że już niebawem zacznie wreszcie działać w Polsce także stopa lombardowa, to strach blady pada na tubylczych bankierów w Warszawie. Ale już w takiej Łomży, żeby nie wspomnieć o Suwałkach nic się w ogóle nie boją, bo groźby przemiany nadpłynności w niedopłynność nie łapią. Biedna ta nasza Rada.Greenspan to ma dobrze. Ledwie kichnie, a zaraz cały świat drży w posadach. W takich warunkach można sobie spokojnie pozwolić na pewną dozę niezrozumiałości. Ale pozbawiony tego komfortu pan Bogusław Grabowski musi być zawsze kryształowo przejrzysty. A pani Wiesława Ziółkowska prościutko jak strzała niechybnie zdąża do wytkniętego celu. Dlatego pani prezes Hanna Gronkiewicz-Waltz, jeśli tylko wierzy, że złoty nie powinien się umacniać, nie owija niczego w bawełnę i wali w Reutersie tego złotego po głowie, aż miło.Tak, Polska - nie Ameryka. O Amerykę wielu się teraz boi. Świat trzęsie się wprost ze strachu. I z tej bojaźni wszyscy tak bardzo są ostrożni. Im kto bardziej ostrożny, tym mniej musi być jasny. Nikt nie chce wziąć na siebie ciężaru odpowiedzialności za wykrakanie wielkiego bum amerykańskiej gospodarki. A przecież wszystkie makroekonomiczne wskaźniki, z wyjątkiem CPI, PPI i stopy bezrobocia, nie pozostawiają cienia wątpliwości: Fed po raz kolejny powinien podnieść stopy procentowe. Na czerwono świecą już między innymi: indeks kosztów zatrudnienia, godzinowa stawka płacy, dolar i ceny surowców, wskaźnik bazowych cen pośrednich producentów (core intermediate producer prices), wydatki konsumpcyjne, przerośnięty giełdowy mięśniak, deficyt obrotów bieżących, deficyt finansowy sektora prywatnego i poziom jego zadłużenia. Słowem: wszystko wygląda naprawdę kiepsko. Dobrze wygląda tylko to, co Fed ma wpisane w zakres swoich statutowych obowiązków: stabilność rynkowych cen, wzrost gospodarczy i bezrobocie. Dlatego nikt nic nie rozumie i wszyscy się trzęsą.Polska nie jest Ameryką. Bo gdyby nią była, mielibyśmy wreszcie i u nas całą kupę ekscytujących niejasności. A teraz nudno jest niepomiernie: nie dość, że nikt się nie boi, to jeszcze wszyscy wszystko wiedzą. Jak na jakimś cholernym kongresie ekonomistów. Wprost nie do wytrzymania.
JANUSZ JANKOWIAK