Reklama

Budżet 2000 przyjęty

Aktualizacja: 06.02.2017 02:45 Publikacja: 24.12.1999 09:50

Sejm w czwartek uchwalił budżet na 2000 r. Niewiele różni się od tego, co przedstawił parlamentowi rząd. Nie zmieniły się m.in. wszystkie wskaźniki makroekonomiczne - w tym prognoza inflacji. Teraz ustawa budżetowa trafi do Senatu. Izba Wyższa zajmie się nią w połowie stycznia.Nie będzie wyższych dochodów, o co wnioskował SLD, argumentując, że nie doszacowano wpływy z podatków dochodowych. Nie zwiększono wskaźnika inflacji - w ustawie pozostał zapis o 5,7-proc. średniorocznym wzroście cen. Nie zmieniono też założeń dotyczących tempa wzrostu PKB, które wyniesie 5,2%.Zgodnie z rządową wersją wyznaczono średnioroczny kurs dolara i wysokość stóp procentowych. W oparciu o tę prognozę oszacowano, że koszty obsługi krajowej części długu publicznego wyniosą w przyszłym roku ponad 13,6 mld zł. W części zagranicznej będzie to prawie 5,4 mld zł. Najważniejsze pożyczki z budżetu to 2 mld zł dla ZUS i 1 mld zł dla kas chorych. W obu przypadkach pieniądze te miałyby być przeznaczone na ratowanie płynności finansowej.Prawie 1,85 mld zł pochłonie restrukturyzacja dwóch deficytowych gałęzi przemysłu: górnictwa i hutnictwa. Upadł wart 410 mln zł "kontrakt dla Warszawy" autorstwa prezydenta miasta i posła UW Pawła Piskorskiego. W projekcie zapisano zaledwie 70 mln zł na budowę metra w stolicy. Zdaniem P. Piskorskiego, to za mało. Prezydent miasta musi zadowolić się dodatkowymi 30 mln zł, które Warszawa może otrzymać w przypadku, gdy pojawią się oszczędności w obsłudze długu publicznego.

czytaj str. 9

Sejm przyjął budżet na 2000 r.

Wątpliwości pozostały

Posłowie koalicji odrzucili prawie wszystkie opozycyjne poprawki i przyjęli budżet niemal identyczny z rządowym projektem. Upadły m.in. wszystkie propozycje zmian we wskaźnikach makroekonomicznych, w tym te dotyczące inflacji.

Reklama
Reklama

Średnio w ciągu roku wzrost cen ma wynieść 5,7%, choć SLD uważał, że bardziej prawdopodobny będzie ok. 7-procentowy wskaźnik. Podobnego zdania jest część ekonomistów - inflację na poziomie, jaki przyjął w czwartek Sejm, trudno będzie osiągnąć. Nie musi to oznaczać kłopotów budżetowych, bo wraz z większą inflacją wzrosną dochody i w ten sposób budżet zyska "cichą rezerwę". Z drugiej jednak strony, co podkreślała opozycja, straci na tym "budżetówka". Wskaźniki indeksacji płac dla tej sfery określano przy założeniu 5,7-procentowego wzrostu cen. Inni specjaliści są zdania, że wzrost inflacji będzie wyhamowany, bo nie powtórzą się negatywne czynniki, takie jak np. dziura finansowa w ZUS. Dynamika wzrostu cen będzie niższa, bo jej baza będzie wysoka po skoku inflacyjnym z początku tego roku.Opozycja uważa, że jeżeli serio potraktowane zostanie założenie inflacyjne, będzie to oznaczać zaostrzenie polityki monetarnej - czyli wysokie stopy procentowe. Efektem tego może być aprecjacja złotego, a ta przyczyną spadku opłacalności eksportu (powiększy się wówczas dziura w bilansie handlu zagranicznego). Spadek eksportu to m.in. mniejsza produkcja, a więc niższy wzrost PKB. Tymczasem to powinno być głównym celem gospodarczym rządu. Jednak do 5,2-procentowego wskaźnika wzrostu PKB nikt nie miał zastrzeżeń. Zdaniem Marka Belki, doradcy ekonomicznego prezydenta, jest to wskaźnik realny, według Stanisława Gomułki, doradzającego ministrowi finansów, wzrost może być nawet większy.

M.CH.

Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Gospodarka
Tradycyjny handel buduje więzi
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama