Symptomy nasilenia tendencji inflacyjnych

Kolejne dane statystyczne potwierdzają fakt, że gospodarka amerykańska przeżywa najdłuższy w historii okres nieprzerwanego wzrostu, który trwa już ponad 10 lat. Nie przeszkodziły w tym spadki koniunktury w Europie i na Dalekim Wschodzie, kryzysy finansowe w różnych częściach świata oraz zaburzenia na rynkach kapitałowych.W 1999 r. PKB USA zwiększył się o 4,2%, przy czym wskaźnik ten przekroczył poziom 4% już po raz trzeci z rzędu. Tak dobrej koniunktury nie pamiętano tam od lat 1976-78. Główną siłą napędową był popyt konsumpcyjny, który odgrywa w USA decydującą rolę. Początek br. przyniósł utrwalenie tempa wzrostu gospodarczego. W I kwartale PKB wzrósł o 5,4% w skali rocznej, znów pod wpływem olbrzymich wydatków konsumpcyjnych. Wzrost spożycia był w tym okresie największy od 17 lat. Zadowolenie z wysokiej koniunktury zaczęły jednak osłabiać symptomy nasilania się inflacji, która grozi zachwianiem dotychczasowej równowagi ekonomicznej.Duży niepokój wywołał marcowy wzrost cen detalicznych o 0,7%, zwłaszcza zaś ich zwyżka z pominięciem żywności i paliw o 0,4%, co było najwyższym wskaźnikiem od 5 lat. W I kwartale inflacja podniosła się do 3,2% z 2,5% w IV kwartale 1999 r., tj. najszybciej od 1995 r. Za szczególnie niebezpieczny uznano najwyższy od ponad ośmiu lat koszt zatrudnienia (wzrost o 4,3%). Zdano sobie wówczas sprawę, że presja płacowa może nasilić tendencje inflacyjne, a obawy te wzmocniła wiadomość o spadku bezrobocia w kwietniu do 3,9% czynnej zawodowo ludności. Na domiar złego zaczęła maleć rola głównego czynnika stabilizującego sytuację gospodarczą USA, tj. wydajności pracy. Wprawdzie I kwartał przyniósł jej wzrost, ale już tylko o 2,4%, podczas gdy w IV kwartale 1999 r. wskaźnik ten osiągnął 6,8%.Wszystkie te zjawiska nasuwają wątpliwości, czy amerykańska gospodarka jest w stanie zachować zdolności rozwojowe bez groźby wyższej inflacji, która podważyłaby osiągnięte w ostatnim dziesięcioleciu sukcesy.

A.K.