Silne są bowiem argumenty przemawiające za taką wyprzedażą akcji. Te argumenty to wczorajsze silne spadki na Wall Street. Indeksy S&P500 i DJIA spadły w czwartek po 3 proc., a Nasdaq Composite stracił 3,2 proc. Nocny spadek tokijskiego indeksu Nikkei o 2,75 proc., tę negatywną wymowę sesji potwierdza.
Wczorajsza przecena na Wall Street powinna otwierać amerykańskim indeksom drogę do lipcowych minimów. Jest natomiast mało prawdopodobne, żeby globalne rynki akcji, w tym polski, podążyły inną ścieżką. Można natomiast już dyskutować o tym, czy lipcowe minima zostaną w sposób zdecydowany przełamane. Zwłaszcza w przypadku warszawskiej giełdy to w tej chwili dość ryzykowana teza.
Negatywne oddziaływanie wczorajszych spadków w Stanach Zjednoczonych powinno być tak duże, że wątpliwa wydaje się na GPW gra pod odbicie. Raczej trzeba założyć, że po silnych spadkach na otwarciu, rynek rozpocznie oczekiwanie na nowe impulsy, którymi dziś będą, publikowane o 14:30, sierpniowe dane z amerykańskiego rynku pracy.
Szacuje się, że w sierpniu, podobnie jak miesiąc wcześniej, stopa bezrobocia wyniesie 5,7 proc. Jednocześnie oczekuje się spadku zatrudnienia w sektorze pozarolniczym o 75 tys., po tym jak w lipcu spadek ten wyniósł 51 tys. Ostatnie pogorszenie klimatu inwestycyjnego sprawia, że już nieco gorsze od prognoz dane mogą stać się impulsem do wyprzedaży akcji, a lepsze nie muszą zachęcać do ich kupna.
Ostatecznie indeks WIG20 zakończył sesję ze wskazaniem 2.611,37 pkt notując stratę 0,12%. WIG wzrósł o 0,27% do 41.263,03. Obroty na rynku akcji wyniosły prawie 1 mld zł.