Entuzjazm rynkowy po euforycznym debiucie SpaceX i ogłoszeniu (pozostawiającego sporo znaków zapytania) porozumienia USA–Iran nie utrzymał się wystarczająco długo, by indeks S&P 500 zdążył zaatakować szczyt z początku czerwca w okolicy 7600 pkt.
Przypomina tu o sobie znana reguła „kupuj plotki, sprzedawaj fakty”, zgodnie z którą wcześniej rynki z dużym wyprzedzeniem ochoczo dyskontowały koniec wojny w Iranie. Na to nałożyły się coraz liczniejsze oznaki bardzo silnego optymizmu wysyłane przez część wskaźników. Według ubiegłotygodniowego odczytu Bull Bear Indicator autorstwa Bank of America doszedł do 9,2 pkt w skali 0-10, co świadczy o „ekstremalnie byczych” nastrojach na rynkach. A – jak wynika z naszego szacunku – wielkość debetu na rachunkach maklerskich w USA wyrażona jako odsetek podaży pieniądza (M2) w maju przekroczyła 6,1 proc. i znalazła się o krok od rekordu z czasów bańki internetowej z 2000 r. Dołożyć można jeszcze najwęższe od stycznia 2025 r. spready na rynku obligacji „high yield”, które też świadczą o dużym apetycie inwestorów na ryzyko.
Krótkoterminowe zachowanie rynku akcji jest trudne do prognozowania i nie wykluczyłbym, że w zwykle korzystnym sezonowo lipcu zobaczymy jednak atak na szczyt sprzed trzech tygodni. Co nie oznacza, że coraz liczniejsze oznaki przegrzewania się rynków zasługują na zignorowanie. Dojrzewanie do głębszej korekty jest po prostu zwykle rozłożonym w czasie procesem.