Jeszcze niedawno świat obserwował eskalację konfliktu pomiędzy Stanami Zjednoczonymi, Izraelem i Iranem. Dziś uwaga skupia się na porozumieniu, które ma zakończyć wojnę i otworzyć drogę do negocjacji dotyczących irańskiego programu nuklearnego. Paradoks całej sytuacji polega jednak na tym, że im więcej szczegółów poznajemy, tym trudniej uznać ją za jednoznaczne zwycięstwo Donalda Trumpa.
Oczywiście rynki zareagowały entuzjastycznie. Ceny ropy spadły z okolic 100 dolarów za baryłkę do poziomów poniżej 80 dolarów, a wznowienie ruchu przez Cieśninę Ormuz oddaliło scenariusz globalnego kryzysu energetycznego. Dla inwestorów był to sygnał, że najgorsze zostało zażegnane.
Jednocześnie coraz więcej pytań pojawia się wokół samego porozumienia.
Przez lata Donald Trump przedstawiał zawarte w 2015 roku porozumienie nuklearne Baracka Obamy jako jedną z największych porażek amerykańskiej polityki zagranicznej. Krytykował skalę ustępstw wobec Teheranu, argumentował, że Iran otrzymał zbyt wiele korzyści ekonomicznych i podkreślał, że Waszyngton powinien negocjować z pozycji siły. Dziś trudno oprzeć się wrażeniu, że historia zatoczyła koło.
Po miesiącach wojny, skoku cen energii i destabilizacji jednego z najważniejszych regionów świata administracja Trumpa proponuje Iranowi złagodzenie części sankcji, uruchomienie funduszy odbudowy oraz rozpoczęcie procesu negocjacyjnego dotyczącego programu nuklearnego. Co więcej, wiele kluczowych szczegółów ma zostać dopiero ustalonych w trakcie kolejnych 60 dni rozmów.
To prowadzi do niewygodnego pytania. Skoro ostatecznie i tak konieczne okazały się negocjacje, to co właściwie przyniosła wojna?
Zwolennicy prezydenta argumentują, że Iran został zmuszony do ustępstw dzięki presji militarnej. Krytycy zwracają jednak uwagę, że obecne memorandum wydaje się mniej szczegółowe i mniej restrykcyjne od porozumienia wynegocjowanego przez administrację Obamy ponad dekadę temu. Co więcej, Obama osiągnął swój cel bez rozpoczynania konfliktu, który na wiele miesięcy sparaliżował handel w Cieśninie Ormuz i wywołał szok na rynku energii.
Można więc postawić tezę, że Obama negocjował, by uniknąć wojny, podczas gdy Trump prowadził wojnę po to, by wrócić do negocjacji.
Najciekawsze jest jednak to, co mogło faktycznie skłonić Biały Dom do kompromisu.
W publicznych wypowiedziach prezydenta regularnie powraca jeden motyw. Nie jest nim irański program nuklearny. Nie jest nim również bezpieczeństwo regionu czy względy humanitarne. Trump wielokrotnie mówił natomiast o rynku ropy, zagrożeniu dla światowej gospodarki i konsekwencjach przedłużającego się zamknięcia Cieśniny Ormuz.
To właśnie tutaj może znajdować się prawdziwe źródło obecnego porozumienia. Ostatecznie nie irański program nuklearny ani sytuacja militarna zmusiły Trumpa do kompromisu. Zrobił to rynek ropy. Przedłużający się konflikt oznaczał ryzyko dalszego wzrostu cen energii, wzrostu inflacji i osłabienia globalnej koniunktury. Dla administracji, która od miesięcy buduje narrację wokół stabilizacji gospodarki i niskich cen paliw, byłby to scenariusz niezwykle kosztowny politycznie.
Dlatego obecna ulga na rynkach może okazać się przedwczesna.
Negocjacje dotyczące programu nuklearnego zostały już opóźnione. Napięcia pomiędzy Izraelem a Hezbollahem ponownie wzrosły. Coraz bardziej widoczne stają się również różnice pomiędzy Waszyngtonem i częścią izraelskiego establishmentu, który otwarcie krytykuje warunki porozumienia. Nieprzypadkowo wiceprezydent JD Vance w ostatnich dniach publicznie przypominał izraelskim politykom, kto pozostaje ich najważniejszym sojusznikiem.
Rynek wycenił już koniec wojny. Nie jest jednak pewne, czy wycenił już polityczne koszty pokoju.
Dla inwestorów najbliższe tygodnie będą odpowiedzią na pytanie, czy obecne porozumienie rzeczywiście otwiera drogę do trwałej stabilizacji regionu, czy też jest jedynie krótkim przystankiem przed kolejną rundą napięć. Jeżeli druga z tych możliwości okaże się bliższa prawdy, obecny spadek cen ropy może okazać się nie końcem historii, lecz jedynie jej kolejnym rozdziałem.
Mikołaj Sobierajski
Analityk Rynku Akcji XTB