Chociaż oczekuje się, że Belka przygotuje przyszłoroczny budżet przy założeniu, że gospodarka będzie rosła, to jednak analitycy coraz częściej sygnalizują, że Produkt Krajowy Brutto(PKB) może się zmniejszyć w ciągu 2002 roku.
"Nie jest jasne, jak będzie się rozwijała sytuacja ze wzrostem gospodarczym. Musimy wiedzieć więcej by rozważać alternatywne rozwiązania, które mogłyby oznaczać inny poziom deficytu" - powiedział Stanisław Gomułka, doradca ekonomiczny Belki.
Przedstawiciele koalicyjnego rządu, który objął władzę w zeszłym miesiącu, jeszcze przed wyborami zapowiadali, że przyszłoroczny deficyt nie przekroczy 40 miliardów złotych, czyli pięciu procent PKB.
"Jeżeli sytuacja ekonomiczna będzie dalej zła, to minister Belka dopuszcza możliwość zwiększenia deficytu powyżej 40 miliardów w 2002 lub 2003 roku. Ale teraz celem jest 40 miliardów" - powiedziała osoba zbliżona do resortu.
Gdyby rząd nie ograniczył wydatków i nie podniósł podatków, to przyszłoroczny deficyt mógłby sięgnąć 11 procent PKB, czyli poziomu którego w polskich warunkach raczej nie da się sfinansować. Belka zamierza też utrzymać wydatki w 2002 roku na poziomie 183 miliardów złotych.