Cztery banki borykały się z zadłużeniem wartym łącznie ponad 1,5 miliarda dolarów. Początkowo rząd myślał o przekształceniu likwidowanych jednostek, jednak koszty tej operacji okazały się zbyt wysokie. "Długi okazały się zbyt duże, żeby rząd mógł je pokryć" - powiedział wicepremier Miroljub Labus. Rząd zapewnia, że na całej operacji nie ucierpią oszczędności klientów indywidualnych. Natomiast z przepadkiem pieniędzy powinni liczyć się zagraniczni finansiści, którzy udzielili zlikwidowanym bankom pożyczek, a nie mieli na nie zabezpieczeń rządowych. "Ci kredytodawcy nie mogą liczyć na rekompensatę od rządu" - powiedział serbski minister finansów i gospodarki Bozidar Djelić. Socjalitsytyczna Partia Serbii, ugrupowanie Slobodana Miloszevicia, natychmiast po decyzji rządu wystosowała oświadczenie, w którym oskarżyła władze o "systematyczne niszczenie całego systemu bankowego". Nie ma się jednak czemu dziwić, bowiem - jak informuje agencja Associated Press - najwyższe stanowiska w zlikwidowanych bankach w części były obsadzone przez przyjaciół i protegowanych Miloszevicia.
(PAP)