Reklama

Polska energia dla Francuzów, Niemców i Szwedów

Wielka trójka europejskiej elektroenergetyki - Electricite de France oraz niemieckie E. ON i RWE - podzieli między siebie ostatnie nie podbite terytoria w tym sektorze, włączając stopniowo do swoich struktur także kolejne polskie przedsiębiorstwa. W otwierającej się Europie pozostanie jeszcze miejsce dla najwyżej 3-4 mniejszych grup. Rząd zachowa jeszcze przez pewien czas kontrolę nad trzema grupami energetycznymi, które trafią na giełdę.

Publikacja: 13.04.2002 09:01

Po fali konsolidacji na niemieckim rynku w pierwszej trójce europejskich potentatów plasują się dwa tamtejsze, notowane na giełdzie koncerny - E. ON i RWE. Tylko one mogą "zagrozić" pozycji francuskiego, państwowego, giganta - Electricite de France. W energetycznej Europie jest jeszcze miejsce, przynajmniej przez jakiś czas, dla ustępujących im już znacznie potencjałem: włoskiego Enela, szwedzkiego Vattenfalla, hiszpańskich Iberdroli i Endesy oraz belgijsko-francuskiego Tractabela.

Korekta założeń polityki

energetycznej państwa

W swoich pierwszych wystąpieniach, po przejęciu władzy przez nową koalicję, Jacek Piechota, minister gospodarki, i Wiesław Kaczmarek, minister skarbu państwa, zgodnie twierdzili, że w ostatnich latach sektor ten był prywatyzowany bez docelowej koncepcji, a wszystko było podporządkowywane tylko doraźnym celom budżetowym.

Pierwsze konkretne propozycje zmian tego stanu rzeczy poznaliśmy jednak dopiero na początku kwietnia z chwilą, gdy Rada Ministrów zaakceptowała przygotowaną przez resort skarbu korektę tzw. założeń polityki energetycznej Polski do 2020 roku. Nie oznacza to jednak, że wszystkie kwestie zostały już rozstrzygnięte. Tak naprawdę jest to wstęp do kolejnej tury dyskusji, która rozpoczyna się pomiędzy ministerstwami Skarbu i Gospodarki oraz Urzędem Regulacji Energetyki w oparciu o konsultacje z przedstawicielami przedsiębiorstw energetycznych. Finalny, wiążący dokument podsumowujący ich pracę będzie opracowany najwcześniej w połowie tego roku.

Reklama
Reklama

Istotnym proponowanym obecnie novum jest określenie strategicznego zasobu energetycznego państwa, w skład którego miałyby wchodzić skonsolidowane w jednym podmiocie elektrownie w Bełchatowie i Turowie wraz z zaopatrującymi je kopalniami węgla brunatnego oraz elektrownią w Opolu i Polskie Sieci Elektroenergetyczne. Prywatyzacja tych firm nastąpiłaby poprzez publiczną ofertę akcji na GPW po 2005 roku. W przypadku PSE państwo zastrzega sobie zachowanie większościowego pakietu do 2010 roku. Już w przyszłym roku, na warszawski parkiet miałby trafić mniejszościowy pakiet walorów Południowego Koncernu Energetycznego. Dla pozostałych firm preferowanym sposobem prywatyzacji będzie publiczne zaproszenie do rokowań.

Najpierw konsolidacja, później prywatyzacja

Proces prywatyzacyjny zostanie poprzedzony wieloma działaniami konsolidacyjnymi. Nie przypadkiem w pierwszej kolejności mają one dotyczyć Elektrowni Bełchatów, jednego z największych krajowych dostawców energii, który utrzymuje jednocześnie najniższe koszty produkcji w Polsce w oparciu o węgiel brunatny. W chwili uwolnienia rynku energetycznego podaż taniej energii z tego źródła doprowadziłaby do upadku przynajmniej kilku nieefektywnych elektrowni bazujących na węglu kamiennym. Dlatego aby średni koszt produkcji nie był tak zabójczy dla konkurencji, do Bełchatowa ma zostać włączona intensywnie modernizowana obecnie Elektrownia w Turowie i najnowocześniejsza w kraju Elektrownia Opole. Obie te spółki są poważnie zadłużone. Turów z tytułu emisji 10-letnich euroobligacji o wartości 270 mln euro, a Opole w wyniku zaciągniętych kredytów bankowych, których wartość wynosi kilka miliardów złotych. Koszty obsługi zadłużenia są uznawane przez Urząd Regulacji Energetyki za tzw. koszty uzasadnione, a to determinuje wysokość zatwierdzanej taryfy. Najnowszy projekt zakłada także włączenie do struktury tej grupy współpracujących z nią kopalni węgla brunatnego. Podobne rozwiązanie Ministerstwo Skarbu sygnalizuje w przypadku Zespołu Elektrowni Pątnów-Adamów-Konin, którego inwestorem strategicznym jest Elektrim. - Dla kopalni węgla brunatnego elektrownie są jedynymi odbiorcami, co skazuje je na współpracę. Dlatego elektrownie, nie obawiając się utraty zaplecza surowcowego, wzbraniają się raczej przed przejmowaniem kopalni, które trzeba restrukturyzować i które obarczone są zwykle problemem przerostu zatrudnienia - stwierdziła osoba zbliżona do Elektrimu.

W grupy zostaną połączone także zakłady energetyczne, które są zbyt małymi jednostkami, by mogły funkcjonować samodzielnie. Dla tego podsektora ciekawą, a jednocześnie kontrowersyjną koncepcją jest rozdział organizacyjny oraz własnościowy obrotu energią i fizycznej dystrybucji (przesyłu). Druga z tych działalności jest niedochodowa, dlatego powszechnie stosowanym zabiegiem jest próba rekompensowania jej zyskiem z handlu ze szkodą dla finalnych odbiorców.

Niewiele warte zakłady

energetyczne?!

Reklama
Reklama

Dotychczas częściowo zostały sprywatyzowane zaledwie cztery spośród dwunastu elektrowni (licząc PKE jako jeden podmiot), siedem spośród dziewiętnastu elektrociepłowni zawodowych i jeden (największy) spośród trzydziestu trzech zakładów - Górnośląski Zakład Energetyczny. Giełdową ścieżkę przekształceń własnościowych obrano dotychczas tylko w dwóch przypadkach - Elektrociepłowni Będzin i Zespole Elektrociepłowni Wrocławskich. Doradcy prywatyzacyjni oceniają jednoznacznie, że przyjmując jako główne kryterium optymalizację wpływów do budżetu, sprzedaż w wyniku zaproszenia do publicznych rokowań jest znacznie efektywniejsza.

Jedynym inwestorem zagranicznym, który posiada udziały zarówno w podsektorze produkcji, jak i dystrybucji energii jest szwedzki Vattenfall (EC Warszawskie i GZE). Firmy te nie współpracują jednak bezpośrednio ze sobą. - Zgodnie z obowiązującym tzw. zielonym rozporządzeniem, PSE i warszawski STOEN mają obowiązek kupowania od EC energii produkowanej w skojarzeniu (równolegle prąd i ciepło), a my wytwarzamy praktycznie tylko taką - powiedział Paweł Smoleń, dyrektor finansowy EC Warszawskich.

Przy silnie regulowanym administracyjnie rynku wycena polskich firm energetycznych jest bardzo trudna. Według standardowych metod (np. zdyskontowanych przepływów pieniężnych) stosowanych przez zagranicznych inwestorów, wartość polskich dystrybutorów energii jest bliska zera. Zatwierdzane przez Urząd Regulacji Energetyki taryfy nie dopuszczają bowiem zwrotu z kapitału własnego. Taryfa ma pokryć wszystkie uzasadnione koszty (w tym finansowe, wynikające z obsługi kredytów) i dać niewielki zysk. Na całym świecie koszt kapitału własnego jest wyższy niż koszty pożyczki bankowej i każdy inwestor w pierwszej kolejności stara się zapewnić finansowanie projektu środkami z zewnątrz.

W środowisku prowadzone są na ten temat dyskusje. Wiadomo jednak, że wkalkulowanie do taryfy kosztu kapitału własnego nie mogłoby dotyczyć tylko firm, w które zaangażowali się zagraniczni inwestorzy.

- Jeżeli przyzwoliłoby się na to wszystkim, to skutki takiej decyzji w postaci automatycznego wzrostu cen energii odczułaby cała gospodarka - twierdzi branżowy ekspert.

Inwestorów zniechęca również ryzyko polityczne i regulacyjne.

Reklama
Reklama

Dlaczego zatem zagraniczni inwestorzy interesują się polskim rynkiem, dlaczego oferują dobre ceny za akcje przedsiębiorstw dystrybucyjnych?

- Dlatego, że w liberalizującej sektor energetyczny Europie większość kart została już rozdanych i branżowi giganci są gotowi coraz dłużej czekać na zyski z inwestycji w zamian za udziały w kolejnych rynkach i dostęp do klientów, którym można w przyszłości świadczyć poprzez elektryczne gniazdko rozmaite usługi multimedialne, w tym dostęp do internetu - komentuje Paweł Smoleń.

Pokerowe

przetargiPrzetargi prywatyzacyjne mają w Polsce, jak często podkreślają ich uczestnicy i obserwatorzy, hazardowy charakter, co nie sprzyja optymalizowaniu dochodów budżetu. Kluczem do sukcesu jest wejście na krótką listę, które uprawnia nie tylko do szczegółowego due dilligence spółki, ale ułatwia także zapoznanie się z ofertami konkurentów.

W najważniejszych dotychczasowych przetargach najczęściej było tak, że miejsce na krótkiej liście z łatwością zapewniał sobie Electricite de France i sukcesywnie podwyższał poprzeczkę do poziomu, którego nie mogli zaakceptować już rywale.

Reklama
Reklama

Dlatego dużym zaskoczeniem dla rynku była informacja, że francuski gigant, nieobecny dotychczas w polskiej dystrybucji, nie przeszedł pierwszego etapu selekcji w przetargu na zakup 25-proc. pakietów akcji zakładów z północnej i centralnej Polski, tworzących tzw. Grupę G-8.

- W tym przypadku EDF wyraźnie nie docenił rywali, którzy byli bardzo zdeterminowani, by zaistnieć w wyścigu po blisko 15-proc. udział w tym segmencie rynku. Możliwe, że był to po prostu błąd w szacunkach - twierdzi ekspert branżowy.

Według innych opinii, francuski potentat po prostu nie chciał płacić więcej. Tak czy inaczej, w przyszłości może się jednak okazać, że droga do kupna udziałów w G-8 nie została francuskiemu koncernowi definitywnie zamknięta.

Niewykluczone także, że w podejściu EDF do oceny inwestycji następuje pewien zwrot. W komentarzu do wyników za ubiegły rok czytamy bowiem, że nie uczestniczył on bądź wycofywał się z przetargów, które nie dawały szans na osiągnięcie pożądanej efektywności projektu. Tak było w przypadku przetargu na zakup 67,6-proc. pakietu akcji największej czeskiej, notowanej na praskiej giełdzie, grupy energetycznej - CEZ (należy do niej m.in. elektrownia atomowa w Temelinie). Razem z nią czeski rząd oferował udziały sześciu dystrybutorów energii. Francuzi po przedstawieniu pierwszej oferty uznali, że dalsze wymagania cenowe są zdecydowanie zbyt wygórowane i nie przedstawili nowych propozycji wbrew oczekiwaniom czeskich władz. Decyzję tę poprzedziła analiza, przeprowadzona przez grono ekspertów, które liczyło...140 osób.

Wzrost poprzez ekspansję

Reklama
Reklama

Ostatni przykład wycofania się koncernu Electricite de France z przetargu w Czechach nie zmienia jednak faktu, że od momentu powstania w 1946 roku główną misją tego państwowego koncernu był wzrost poprzez ekspansję na wielu międzynarodowych rynkach. Przy czym we własnym kraju nigdy nie miał on do czynienia z konkurencją, przejmując na mocy ustawy nacjonalizującej w 1946 roku francuski sektor elektroenergetyczny i gazowy (w tym obszarze powstał koncern Gas de France) kilka tysięcy małych, prywatnych przedsiębiorstw. Podstawowym kryterium, jakim kierowano się, rozliczając skuteczność jego menedżmentu, był rozmiar pozyskiwanych terytoriów, a mniejszą wagę przykładano do zyskowności. Dlatego EDF operuje dzisiaj w 22 krajach świata w Europie, Ameryce Łacińskiej, Afryce, Azji i Środkowym Wschodzie. Szacuje się, że już w 2005 roku połowę dochodów grupy będą generowały zagraniczne oddziały (obecnie 35%).

Takie podejście do biznesu sprawia, że niemieckim i innym potentatom branżowym bardzo trudno było przelicytować EDF także w przetargach, które miały dotychczas miejsce w Polsce.

Giełdowe E.ON i RWE muszą bowiem na bieżąco informować swoich akcjonariuszy o każdych nowych planach inwestycji kapitałowych i uzyskiwać dla nich akceptacje rad nadzorczych. Nieco inaczej niż EDF swoją strategię wypełnia państwowy, szwedzki koncern - Vattenfall. Tu stawia się kryterium zysku na pierwszym miejscu, a szefów spółki rozlicza z jego wykonania mocno zaangażowana w jej sprawy opinia publiczna. Ubiegły rok był dla Vattenfalla przełomowy głównie za sprawą inwestycji w Niemczech. Dzięki nim potencjał całej grupy wzrósł blisko dwukrotnie i stała się ona trzecim co do wielkości graczem za naszą zachodnią granicą. Skok na tak głęboką wodę wyczerpał jednak, przynajmniej na jakiś czas, jej możliwFakt wyprzedaży aktywów w Szwecji przy równoczesnym angażowaniu poważnych środków w kupno akcji przedsiębiorstw niemieckich spowodował ostre reakcje szwedzkiej prasy. Przedstawiciele koncernu uspokajali jednak, że dzięki tym posunięciom majątek i zyski przypadające na każdego obywatela Szwecji są znacznie większe.

Równie wiele wyjaśnień musieli składać swoim inwestorom przedstawiciele hiszpańskiej Iberdroli (notowana na giełdzie w Madrycie), która zaskoczyła rywali, znacznie poprawiając ofertę w kolejnym etapie przetargu na G-8.

W tym roku finał przetargu

Reklama
Reklama

na G-8 i STOEN

Największym zastrzykiem środków do budżetu z tytułu prywatyzacji elektroenergetyki ma być zaplanowane na ten rok zakończenie przetargów na sprzedaż akcji zakładów z Grupy G-8 oraz warszawskiego STOEN-u. W wyścigach po udziały w tak strategicznych firmach pojawiła się praktycznie cała europejska czołówka, a w przypadku pierwszego z nich na starcie stanął także najbardziej wytrawny gracz i pośrednik w największych prywatyzacjach w Polsce Jan Kulczyk. Początkowo wspierał on wysiłki niemieckiego E.ON, po jakimś czasie pojawił się jednak w konsorcjum Elektrimu, które, obok Niemców, hiszpańskiej Iberdroli i belgijskiego Tractabela, dostało się na krótką listę.

Jako pierwsza wyłączność negocjacyjną uzyskała Iberdrola, która parafowała już nawet warunki umowy z Ministerstwem Skarbu. Transakcja nie doszła do skutku ze względu na brak porozumienia ze związkami zawodowymi. Hiszpanie, rozczarowani takim obrotem sprawy, wycofali się z przetargu. Jako drugie, pod koniec ubiegłego roku, z wyłączności negocjacyjnej skorzystało konsorcjum Elektrimu i El-Dystrybucji (spółka z 25-proc. wówczas udziałem spółek z grupy Elektrimu i 75-proc. Kulczyk Holding). Także tym razem związkowcy nie przystali na oferowane warunki.

Po wznowieniu przetargu i kolejnym uaktualnieniu oferty przez firmy z krótkiej listy, MSP zdecydowało się na równoległe negocjacje z dwoma podmiotami - konsorcjum E.ON (prowadzi obecnie due dilligence) oraz El-Dystrybucją. W tym drugim podmiocie zaangażowanie grupy Elektrimu po podwyższeniu kapitału zakładowego z 4 tys. zł do 1 mln zł zmniejszyło się do zaledwie 1% (nowe udziały objął Kulczyk Holding).

- Musieliśmy zadbać o wiarygodność naszej oferty i stąd zmiana struktury właścicielskiej - stwierdził w rozmowie z PARKIETEM Zbigniew Kędzierski, szef El-Dystrybucji, były członek zarządu PSE. Nieoficjalnie mówi się, że MSP zażądało od uczestników przetargu stosownych gwarancji bankowych i z wiadomych względów grupa Elektrimu takiego warunku nie mogła spełnić.

Według Z. Kędzierskiego, dzięki wsparciu Kulczyk Holding i możliwemu udziałowi banków w projekcie El-Dystrybucja mogłaby samodzielnie kupić udziały w G-8 (szacuje się, że za 25-proc. pakiet trzeba będzie zapłacić ok. 500 mln USD). Do kogo później miałyby one trafić? Branżowi eksperci nieoficjalnie najczęściej obstawiają, że mógłby to być wówczas EDF, wielki przegrany pierwszego etapu przetargu.

Z perturbacjami przebiega także przetarg na warszawski STOEN. Najprawdopodobniej w połowie kwietnia rozpocznie się due dilligence tej spółki, do którego zostały dopuszczone - Tractabel, EDF, RWE i amerykański PSEG. Nieoficjalnie mówi się, że najlepsze wstępne oferty zakupu 25% tej firmy opiewają na grubo ponad 500 mln zł.

- Po przegranej w przetargu na GZE, zwycięstwo w wyścigu po STOEN jest dla nas strategicznym celem - stwierdził w rozmowie z PARKIETEM Marek Palonka, członek zarządu RWE Plus Polska.

Nienasycone związki

zawodowe

Dotychczasowy brak rozstrzygnięć w przetargu na G-8 jest wynikiem przede wszystkim twardej postawy związków zawodowych, które domagają się kilkunastoletnich gwarancji zatrudnienia, bonusów prywatyzacyjnych, określenia warunków odkupienia akcji pracowniczych oraz podwyżek i ustalenia zasad indeksacji wynagrodzeń. Ich przedstawiciele powołują się przy tym na zapis ustawy o komercjalizacji i prywatyzacji przedsiębiorstw państwowych stanowiący, że pakiet socjalny jest integralną częścią umowy prywatyzacyjnej.

Doświadczenia przetargu na G-8 pokazują jednak, że w dotychczasowej formule negocjacji osiągnięcie porozumienia co do jego warunków nie jest możliwe. W imieniu pracowników każdego z zakładów rozmawiały w tej sprawie kilkunastoosobowe zespoły. Zaangażowane w nie byli także prywatni doradcy z jednej strony i renomowane kancelarie prawne oraz firmy consultingowe z drugiej. W konsekwencji w decydujących spotkaniach uczestniczyło nawet kilkaset osób.

Elektrim mógłby

liczyć się w stawce

Zarysowany przez BRE plan powrotu Elektrimu do energetycznych korzeni w przypadku ustabilizowania się jego sytuacji finansowej mógłby się powieść i dać akcjonariuszom warszawskiego holdingu pokaźną premię w stosunku do wartości księgowej posiadanych przez niego w tej branży aktywów. Elektrim jako jedyny podmiot w Polsce dysponuje bowiem komplementarną grupą. Pod jego kontrolą znajduje się giełdowe Rafako (dostawca większości kotłów dla polskiej energetyki), Elektrim Megadex (generalny wykonawca projektów inwestycyjnych), strategiczne udziały (38,46%) w produkującym relatywnie tanią energię Zespole Pątnów-Adamów-Konin, Elektrim Volt (posiada koncesję na hurtowy obrót energią) i ok. 10-proc. udział w Giełdzie Energii. Ostatnim brakującym ogniwem w tej układance są zakłady energetyczne. Do pełni sukcesu wystarczyłyby praktycznie 2-3 zakłady wchodzące w skład G-8, te które współpracują z PAK (m.in. kaliski).

Martwa Giełda Energii

Około 70% krajowego obrotu energią elektryczną odbywa się za pośrednictwem długoterminowych kontraktów zawartych z Polskimi Sieciami Elektroenergetycznymi. Dodając jeszcze udział tzw. rynku bilansującego (zapotrzebowanie-dostawa) wolnej energii praktycznie na rynku nie ma. Odwlekana restrukturyzacja kontraktów, które stanowią zabezpieczenie udzielonych przez banki wielomiliardowych kredytów, jest jedną z głównych bolączek utworzonej w grudniu 1999 roku przez zwycięskie konsorcjum Elektrimu i hiszpańskiej firmy Endesa Giełdy Energii. Głównym akcjonariuszem spółki pozostaje Skarb Państwa, a 10-proc. pakietami akcji obok Elektrimu i Endesy, dysponują Polskie Sieci Elektroenergetyczne i Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie. Na giełdzie energii zawierane są obecnie transakcje na rynku natychmiastowym (spot) i fizycznym rynku terminowym. W momencie uwolnienia spod kontraktów większej ilości energii możliwe byłoby uruchomienie finansowego rynku terminowego, który zdominował obroty np. na skandynawskiej giełdzie Nord Pool. Na zliberalizowanym rynku zmiany dobowo-godzinowe cen energii są bowiem bardzo duże (dziennie 1-3% dla ropy naftowej, 2-4% dla gazu i aż 10-50% dla energii elektrycznej) i wynikają z różnic w zapotrzebowaniu. Energia elektryczna jest bowiem szczególnym "towarem", którego praktycznie nie można magazynować. Duża zmienność cen zmusza z kolei producentów i dużych odbiorców do zabezpieczania się przed stratami, a dla instytucji finansowych stanowi doskonałą okazję do zarabiania na instrumentach pochodnych.

O klientów z branży elektroenergetycznej zabiegają renomowane kancelarie prawne i instytucje finansowe. Ostatnie seminarium "Prawne i finansowe zagadnienia sektora elektroenergetycznego w Polsce" zorganizowała kancelaria Linklaters& Alliance we współpracy z Bankiem Handlowym. Prof. Marek Wierzbowski,

szef departamentu finansów w kancelarii Linklaters & Alliance, przewodniczący rady giełdyJest to dla nas ważny obszar działania. Odpowiadaliśmy dotychczas między innymi za przygotowanie od strony prawnej emisji euroobligacji Turowa. Liczymy, że wraz z kolejnymi etapami przekształceń i prywatyzacji tego typu projektów będzie coraz więcej.

Dennis Evans,

dyrektor zarządzający pionu bankowości korporacyjnej Banku Handlowego

Energetyka jest jednym z kluczowych dla Banku Handlowego sektorów, który jest źródłem 25-30% dochodów. Nasza ekspozycja kredytowa na tę branżę wynosi obecnie około 1,3 mld zł, a największe projekty to współorganizacja finansowania dla PAK i Turowa. Dzięki jednej z największych baz kapitałowych możemy w ramach stosowanych limitów udzielić jednemu podmiotowi do 300 mln dolarów kredytu.

Jan Szczęsny,

dyrektor Departamentu Prywatyzacji MSP

Chcielibyśmy, żeby PKE i Grupie Bełchatów-Opole-Turów prywatyzacja poprzez giełdę zapewniła zróżnicowane akcjonariaty. Istotne jest, by ważną rolę odgrywali w nich krajowi inwestorzy indywidualni oraz fundusze emerytalne. Myślę, że te ostatnie instytucje z dużym zainteresowaniem przyjmą możliwość zaangażowania w sektorze elektroenergetycznym.

Marek Juraś,

analityk Commercial Union PTE BPH CU WBK

Firmy energetyczne są notowane na wszystkich kluczowych światowych parkietach. Są to typowe spółki defensywne, charakteryzujące się dużą przewidywalnością wyników finansowych i generowanych przepływów pieniężnych. Instytucjonalnych inwestorów finansowych zachęcają one przede wszystkim stabilną polityką dywidendową i często programami skupowania własnych akcji w celu umorzenia. Dlatego także my będziemy z pewnością rozważali możliwość zaangażowania środków w walory dużych polskich giełdowych grup energetycznych. Ostateczne decyzje mogłyby jednak zostać podjęte po zapoznaniu się z bardziej szczegółowymi zasadami ich prywatyzacji. Skarb Państwa zapowiada, że przez jakiś czas będzie chciał zachować nad nimi kontrolę. Niestety, jak pokazuje dotychczasowa praktyka, wprowadza to polityczne ryzyko udziału w takich projektach i niechęć inwestorów zagranicznych.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama