Reklama

Redukcja zatrudnienia, albo większa efektywność

Krajowy sektor ubezpieczeniowy, w przeciwieństwie do bankowego, na razie uchronił się przed poważniejszymi redukcjami zatrudnienia. Niektóre firmy wręcz zwiększyły w 2001 r. obsadę stanowisk. Niestety, w związku ze spadkiem tempa rozwoju rynku, prognozy na ten rok nie są już tak dobre. Pracodawcy stawiają sprawę jasno: alternatywą dla zwolnień może być wyłącznie zwiększenie efektywności.

Publikacja: 23.04.2002 09:39

W ostatnich kilku latach obserwowaliśmy gwałtowny wzrost liczby nowych zakładów ubezpieczeń - od 1995 r. działalność operacyjną rozpoczęły 34 podmioty. Wprawdzie tempo zakładania nowych spółek systematycznie maleje - w 2001 roku licencje otrzymały "tylko" trzy podmioty - jednak sytuacja jest o wiele lepsza niż w sektorze bankowym, gdzie liczba podmiotów, m. in. w wyniku fuzji, maleje. Co ciekawe, w resorcie finansów znajduje się kilka wniosków o wydanie zezwolenia na prowadzenie działalności ubezpieczeniowej, z czego przynajmniej dwa mają zostać rozpatrzone do końca tego półrocza. Ten niegasnący optymizm może nieco dziwić, zwłaszcza jeśli popatrzymy na zmniejszający się z roku na rok popyt na ubezpieczenia. Należy mieć nadzieję, że inwestorzy zdają sobie sprawę, że rzeczywisty potencjał polskiego rynku ubezpieczeń dobrowolnych to 2-3 miliony klientów indywidualnych, a ci w większości wykupili już polisy. Teraz firmy mogą rosnąć jedynie kosztem swoich konkurentów, a przecież nikt nie odda swojej pozycji bez walki.

Biznesplan czy fikcja

Inwestor składający wniosek o wydanie zezwolenia na prowadzenie działalności ubezpieczeniowej, oprócz dokumentów potwierdzających jego wiarygodność finansową, musi złożyć również dwie wersje 3-letniego planu rozwoju (optymistyczną i pesymistyczną). Plany te zawierają m.in. symulację kosztów działalności, założenia co do przypisu składki brutto i wypłacanych odszkodowań, na bazie których wyliczany jest margines wypłacalności, czy wartość aktywów na pokrycie zobowiązań. Niestety, okazało się, że większość biznesplanów nie miała oparcia w rzeczywistości i lądowała najczęściej w koszach. Nowo mianowane zarządy, chcąc najprawdopodobniej przypodobać się właścicielom czy też przestraszyć konkurentów, prześcigały się w licytacji, kiedy znajdą się w dziesiątce największych ubezpieczycieli pod względem zbieranej składki brutto. A zyski? Te miały pojawić się już po pięciu latach od rozpoczęcia działalności. I pewnie pojawiłyby się, gdyby nie krnąbrni klienci, którzy zupełnie nie przejęli się planami ubezpieczycieli. Gorzej, stali się tak wybredni, że nie wiadomo, czym można przekonać ich do swojej oferty.

Rozpoczęcie działalności jest zawsze najbardziej kosztowne. Oczywiście, inwestorzy skłonni są na początku płacić za pozyskanie miejsca na rynku. Z analizy zezwoleń wydanych w ostatnich dwóch latach wynika, że wpłacają na kapitał założycielski 20-30 mln zł, a na fundusz organizacyjny do 10 mln zł (spółka finansuje z niego m. in.: tworzenie administracji, zorganizowanie sieci przedstawicielstw, szkolenie pracowników i agentów). Co jednak się stanie, jeśli nie będzie planowanych przychodów ze sprzedaży, przez co spółka będzie generować jedynie koszty? Niestety, mamy takie przykłady na rynku, że koszty zarządu są wyższe niż wpływy ze składek.

Wróg numer jeden

Reklama
Reklama

- koszty

"Na szczęście" nie dotyczy to wszystkich firm. Załamanie koniunktury w ubezpieczeniach spowodowało, że w miejsce panującego powszechnie optymizmu na rynku ubezpieczeniowym, przejawiającego się m.in. ekspansywnym rozwojem sieci sprzedaży, zaczynają pojawiać się głosy o konieczności zwiększenia efektywności działania stworzonych już struktur. Trudno znaleźć dzisiaj firmę, która zamierza w krótkim czasie otworzyć kilkadziesiąt oddziałów w całej Polsce czy wybudować sobie okazałą siedzibę. Próżno by szukać takiej, która chce zatrudnić od razu kilkudziesięciu nowych pracowników. Optymalizacja kosztów działalności ubezpieczeniowej (głównie administracyjnych) to teraz priorytet w większości firm. Wygląda na to, że zarządy będą zmuszone do podjęcia radykalnych działań, oszczędzanie bowiem na materiałach biurowych jest oczywiście jak najbardziej uzasadnione, ale nie poprawi w znaczący sposób wyników finansowych (zużycie materiałów stanowi średnio 3,9% kosztów administracyjnych). Większość kosztów administracyjnych stanowią koszty osobowe (wynagrodzenia, obciążenia wynagrodzeń oraz inne świadczenia na rzecz pracownikówWedług zweryfikowanych danych KNUiFE, ich udział w 2000 r. wyniósł 44, 9%.

Jeżeli uwzględnimy dodatkowo część z wydatków (28% kosztów administracyjnych) na tzw. usługi obce (niektóre firmy wypłacają w ten sposób pensje pracownikom, uciekając od obowiązkowych narzutów na wynagrodzenia), to okaże się, że koszty osobowe przekraczają 50% wydatków administracyjnych. Zakłady raczej nie zdecydują się na redukcję wydatków na usługi obce. Pod tą pozycją kryją się bowiem wydatki na czynsze, reklamę i materiały promocyjne, szkolenia czy kongresy agentów, a więc koszty szczególnie wrażliwe w sytuacji zwijania się rynku. Czy zatem pracowników sektora ubezpieczeniowego czekają masowe zwolnienia?

To jeszcze nie tragedia

Krajowy sektor ubezpieczeniowy, inaczej niż bankowy, na razie uchronił się przed masowymi redukcjami. Oczywiście mieliśmy do czynienia z kilkoma znaczącymi korektami zatrudnienia, ale nie jest to powód do wylewania łez. Ubiegłorocznym rekordzistą jest Sampo Życie, które zredukowało liczbę etatów blisko o połowę, do 752. Nie ma się jednak co dziwić, bo utrzymywanie tylu pracowników przy tak niskich przychodach nie miało sensu. W tym samym czasie Compensa rozstała się z 773 osobami na 1103 zatrudnionych. Inter Polska zredukował swoje kadry z 284 do 216 etatów. TU PBK (obecnie Moje Towarzystwo Ubezpieczeniowe) po przejęciu przez Ergo Hestię zmniejszyło o 316 liczbę etatów, z tym, że wiele ze zwolnionych osób przeszło prawdopodobnie do struktur firmy przejmującej (zatrudnienie w Ergo Hestii wzrosło o 180 osób). Co ciekawe, gdy jedne firmy redukowały zatrudnienie w 2001 r., drugie zwiększały obsadę stanowisk. Najwięcej, bo ponad 250 osób, przyjęło do pracy TUW Concordia Wielkopolska. Grupa PZU wzmocniła się blisko 200 etatami. Samopomoc zwiększyła liczbę miejsc pracy o około 100. Także wiele mniejszych firm dynamicznie zwiększa zatrudnienie (wzrosty od kilkunastu do kilkudziesięciu procent). Wygląda więc na to, że zwolnieni z pracy nie mieli większych trudności ze znalezieniem nowej posady. Tym, którym ta sztuka się nie udała, przypominamy, że przynajmniej kilka nowych firm ubezpieczeniowych zamierza w najbliższym czasie rozpocząć działalność w Polsce.

Efektywność

Reklama
Reklama

albo zwolnienie

Wprawdzie dotychczasowe redukcje były niewielkie, ale pracodawcy stawiają sprawę jasno. Alternatywą dla zwolnień może być wyłącznie zwiększenie efektywności. Tylko czy jest to możliwe? Jeśli przyjmiemy stosowane przez KNUiFE kryteria oceny wskaźnika dynamiki składki przypisanej brutto, to sytuacja jest niewesoła. Tylko osiem zakładów ubezpieczeń na życie otrzymało noty "sytuacja średnia i dobra", a blisko trzydzieści - "zła". Nieco lepiej radzą sobie zakłady ubezpieczeń majątkowych, gdzie oceny "sytuacja średnia i dobra" oraz "zła" rozłożyły się mniej więcej po połowie. A prognozy dotyczące wzrostu rynku nie są zbyt różowe. O dziwo, mimo spadającej dynamiki przychodów wydajność pracowników wyraźnie rośnie. Zagregowany wskaźnik efektywności na jednego zatrudnionego wyniósł w ub.r. 0,864 mln zł, wobec 0,641 mln zł przed rokiem. Przy czym w zakładach ubezpieczeń na życie wzrósł on z 0,898 mln zł do 1,244 mln zł, w zakładach ubezpieczeń majątkowych zaś z 0,539 mln zł do 0,711 mln zł. W sektorze ubezpieczeń majątkowych liderem rankingu jest bezsprzecznie Polskie Towarzystwo Reasekuracyjne (6,142 mln zł składki brutto na zatrudnionego). Kolejne miejsca na podium zajmują: TU PZM - 3,304 mln zł składki brutto na zatrudnionego oraz Fiat Ubezpieczenia Majątkowe - 2,41 mln zł. W sektorze ubezpieczeń na życie palmę pierwszeństwa dzierży TUW Rejent z 2,601 mln zł składki na zatrudnionego. Za nim jest Commercial Union Polska - TUnŻ (2,022 mln zł), a czołówkę zamyka Nationale-Nederlanden (1,616 mln zł). Ku przestrodze pracodawców należy dodać, że redukcje personelu wcale nie muszą prowadzić do proporcjonalnego wzrostu przychodów na jednego zatrudnionego. Czasem wręcz zwiększanie zatrudnienia idzie w parze ze wzrostem efektywności. Może się więc okazać, że na redukcjach zyskają konkurenci.

Duża koncentracja

Obecnie zezwolenie ministra finansów na prowadzenie działalności ubezpieczeniowej posiadają 72 firmy. W 2001 r. licencje otrzymały trzy podmioty: oddział główny francuskiego Cardif-Assurances Risques Divers oraz spółka życiowa i majątkowa, których głównym akcjonariuszem jest niemiecka grupa ubezpieczeniowa Signal Iduna. Pomimo gwałtownego wzrostu liczby nowych zakładów ubezpieczeń w ostatnich pięciu latach, dekoncentracja krajowego rynku postępuje powoli. Jest to oczywiście wynik zaszłości historycznych. Przed 1990 r. na polskim rynku działały zaledwie dwie firmy: PZU i Warta. Dodatkowo w sektorze ubezpieczeń majątkowych proces ten jest zakłócany przez upadłość zakładów (np. w 1999 r. upadłość ogłosiły TUiR Gwarant i giełdowe TUR Polisa). Przestraszeni klienci bankrutów ubezpieczają potem swój majątek (najczęściej samochody) w największych towarzystwach. Na koniec 2001 r., według danych Komisji Nadzoru Ubezpieczeń i Funduszy Emerytalnych, udział dziesięciu największych towarzystw majątkowych w składce działu wynosił 91,13%, sprzedających polisy na życie zaś aż 96,67%. To niezbyt dobra wiadomość dla firm zamierzających dopiero rozpocząć bądź rozpoczynających działalność w Polsce. Może okazać się, że zdobycie jakiekolwiek portfela będzie słono kosztować i może zająć bardzo dużo czasu.

Wysokie wymagania nadzoru

Według analityków Komisji Nadzoru Ubezpieczeń i Funduszy Emerytalnych, wielkość prowadzonej działalności jest istotnym czynnikiem dla firm ubezpieczeniowych. Działanie na dużą skalę pozwala np. osiągać zysk przy niższych stopach składek, co jest niemożliwe w przypadku zakładu mającego niewielki udział w rynku. Swoją drogą, przyznanie oceny bardzo dobrej firmom starszym niż pięcioletnie, za to, że ich udział wynosi 87,2% (ubezpieczenia na życie) i 83,16% (ubezpieczenia majątkowe) można uznać za przesadę. Chyba że idealnym stanem jest monopol.

Reklama
Reklama

Oceniając zakład pod względem skali działalności należy również zbadać, czy w ostatnim okresie rozwijał on, czy też ograniczał działalność ubezpieczeniową (stosuje się tu najczęściej wskaźnik dynamiki pozyskiwanej składki brutto bądź składki na udziale własnym). Zbyt szybki rozwój wiąże się z koniecznością zgromadzenia wystarczających zasobów finansowych (o tym, że w niedalekiej przeszłości wiele zakładów miało z tym problemy, nikogo chyba nie trzeba przekonywać) i sprzętowych oraz posiadania odpowiedniego doświadczenia i wiedzy (przede wszystkim wykształconego menedżmentu). Analitycy podkreślają przy tym, że bardzo ważna jest właściwa polityka underwritingu (oceny ryzyka). Rozwój zakładu przez przyjmowanie ryzyk, które powinny zostać odrzucone, na pewno nie znajdzie akceptacji instytucji nadzorczych. Zakłady powinny także ostrożnie podchodzić do bardziej ryzykownych dziedzin, tj. ubezpieczeń finansowych i odpowiedzialności cywilnej. Z kolei ograniczanie skali działalności może wiązać się z występowaniem kłopotów z wystawianiem polis na preferowanych przez firmę warunkach. W następstwie takiej sytuacji mogą ujawnić się niebezpieczne tendencje do odbudowywania pozycji rynkowej kosztem bezpieczeństwa finansowego (obniżanie stóp składek poniżej p

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama