Zjawiska te zachęciły inwestorów do zakupów złota, uznawanego wciąż za jedną z najbezpieczniejszych lokat kapitałów. W efekcie cena tego kruszcu wzrosła do najwyższego poziomu od października 1999 r. i w piątek za uncję płacono w Londynie 321,25 USD, wobec 311,05 USD w końcu poprzedniego tygodnia.

Skłonność do wzrostu, chociaż z innych powodów, wykazywały również notowania miedzi. Ich zwyżce sprzyjał niski kurs dolara do euro oraz mocna pozycja jena. Ponadto zmniejszyły się zapasy miedzi, będące w dyspozycji Londyńskiej Giełdy Metali, głównie pod wpływem zakupów dokonanych przez Chiny. W ciągu tygodnia cena tego surowca w kontraktach trzymiesięcznych podniosła się w Londynie z 1589 USD do 1625 USD za tonę.

Na międzynarodowym rynku naftowym odczuwano wpływ napięć politycznych, ale także informacji o wielkości zapasów paliw płynnych w USA. Ostatecznie przeważył drugi z tych czynników, przyczyniając się do zniżki notowań. Najnowsze dane wykazały bowiem wzrost amerykańskich rezerw zarówno ropy, jak i benzyny. Dodatkowy impuls do spadku cen stanowiła zapowiedź rezygnacji przez Norwegię ze współpracy z krajami OPEC, dotyczącej ograniczenia wydobycia. Po analogicznej decyzji podjętej kilka dni wcześniej przez Rosję, limity wprowadzone przez to ugrupowanie będą miały znacznie mniejszy wpływ na notowania ropy w skali światowej. W piątek baryłka gatunku Brent z dostawą w lipcu kosztowała w Londynie 25,45 USD, wobec 26,36 USD tydzień wcześniej. Tendencji spadkowej nie zdołały zahamować kolejne incydenty w Izraelu, pożar w ambasadzie tego kraju w Paryżu ani niebezpieczeństwo wybuchu wojny indyjsko-pakistańskie.