Pożyczony i niespłacony tysiąc złotych to wielki problem klienta. Pożyczone i niespłacone sto milionów to już zdecydowanie problem banku. Miliard - to nawet kłopot ogólnonarodowy.
Wniosek jest prosty - grunt to pożyczyć za dużo. A potem zgrywać głupa i odkręcać kota ogonem.
Wielu z nas na własnej skórze poczuło, co oznacza niespłacenie na czas kredytu. Ba, nawet kilkudniowe opóźnienie raty albo niespełnienie warunków wymaganych przy korzystaniu z jakiegoś tam lepszego pakietu w ramach konta osobistego. Lub - nie daj Boże - przekroczenie kilkusetzłotowego debetu. Jaka chryja - prawie kryminał. Blokowanie kart, wchodzenie na inne rachunki, opryskliwe rozmowy z paniami w banku. Stres i przekonanie, że jest się Wielkim Przestępcą Bankowym. Jak reaguje Normalny Człowiek? - denerwuje się, przejmuje, czasem panikuje. Dzwoni i żebrze po znajomych, by pożyczyć brakującą kasę i oddać Jaśnie Wielmożnemu Bankowi, żeby się tylko nie dąsał i nam nie dokopał. Bo się nie pozbieramy.
Kochani! Nie tędy droga. Po prostu trzeba pożyczać za dużo. I iść na bezczelnego - choćby tak jak wielkie firmy państwowe czy te, które zostały w dziwaczny sposób sprywatyzowane. I nic nie oddawać. A potem żądać pomocy państwa - czyli podatników. I się zupełnie wyluzować. Zakładać w biznesplanie np. budowanie statków, na których się traci. A co tam. Potem przecież można wciskać kit, a pomogą w tym żerujący na aferach politycy idący w stronę coraz większego populizmu i ciemniactwa. Zawsze można wszystko zalać sosem narodowo-patriotycznym i pleść dyrdymały o interesie narodowym. Tak, żeby się ludziska nie połapali, o co naprawdę chodzi. A że się nie połapią, to pewne - przecież chyba już kompletnie nie rozumieją, jak takie cuda mogą się wokół nich dziać. I dlaczego tracą pracę, pieniądze z podatków i nadzieję na życie we w miarę normalnym kraju.
Bo przecież Normalnemu Człowiekowi, któremu bank wydaje się instytucją mocarną (bo taką jest!), nie mieści się chyba w głowie, jak można w biały dzień przekręcić profesjonalne ponoć instytucje finansowe na dziesiątki czy setki milionów złotych. Ba, na miliardy nawet. Jak to wszystko, do cholery, może hulać? Ktoś, kto pożycza dużo, musi zachęcić bankowca do przekazania mu tej kasy. Teoretycznie musi się to wszystko opłacać bankowi, który powinien mieć jeszcze gwarancje zwrotu kapitału i odsetek (czyli zabezpieczenie). Teoretycznie, bo w praktyce może być tak, że wystarczy, jak się opłaci bankowcowi... W ten sposób z kredytu, byle dużego, może wyżywić się całkiem spore grono znajomych królika. Jak się dobrze złoży, to skorzysta z tego nawet i firma, która ten kredyt zaciągała. Może nawet kontrahenci. No, ale przecież nie o to tak naprawdę chodzi.