Ropa naftowa zdrożała wczoraj rano w Londynie na wieść o zamachu bombowym w stolicy Arabii Saudyjskiej, w którym zginął obywatel Wielkiej Brytanii pracujący w jednym z tamtejszych banków.
Cena ropy wzrosła o 2% w wyniku obaw o wzrost napięcia w rejonie Zatoki Perskiej. Arabia Saudyjska jest największym na świecie eksporterem ropy naftowej, ale też ojczyzną 15 z 19 terrorystów, którzy 11 września dokonali ataków na Stany Zjednoczone.
Do wczorajszego zamachu doszło wkrótce po opublikowaniu komunikatu o zatrzymaniu przez saudyjskie władze siedmiu członków al-Kaidy po przeprowadzeniu przez nich nieudanego ataku rakietowego na amerykańską bazę wojskową w tym kraju. Sześciu Saudyjczyków i jeden Sudańczyk odpaliło rakietę w pobliżu bazy lotniczej Prince Sultan i planowało ataki na inne ważne miejsca w całym kraju.
Wszystko to spowodowało u inwestorów większą nerwowość i niepewność co do rytmiczności dostaw ropy z Bliskiego Wschodu. Natomiast uspokajająco na rynek wpłynęła wypowiedź norweskiego ministra do spraw ropy. Wyraził on zadowolenie z tegorocznych ograniczeń wydobycia wprowadzonych przez OPEC, do których przyłączyła się również Norwegia. Zmniejszenie produkcji zapobiegło bowiem nadpodaży tego surowca i przyczyniło się do wzrostu jego ceny do "zadowalającego" poziomu z punktu widzenia eksporterów. Od początku roku ropa zdrożała o 26%.
W rezultacie ropa typu Brent w dostawach na sierpień zdrożała wczoraj po południu w Londynie o 0,9%, wobec środowego zamknięcia, do 24,78 USD za baryłkę.