Nie ulega wątpliwości, iż wydarzenia z początku br. nie przyniosły przełomu w spojrzeniu na rynek tego papieru w długim terminie. Chodzi przede wszystkim o próbę wybicia z kilkuletniego trendu bocznego, która ostatecznie zakończyła się fiaskiem. Pozostawiło to niemiłe wrażenie fałszywego ruchu, które może negatywnie oddziaływać na wysokość kursu w średnim okresie.
Jednocześnie warto zwrócić uwagę na przełamanie w ramach tego horyzontu linii trendu spadkowego, prowadzonej po lokalnych szczytach z lat 1999, 2000 i 2001. Sygnał ten zaowocował później chwilowym pokonaniem oporu na poziomie 3,30 zł, czyli górnego ograniczenia ponadtrzyletniej konsolidacji o szerokości ok. 1 zł albo 50%.
Szybko okazało się, iż sygnał kupna z początku roku jest nieprawidłowy, więc traktowanie trwających spadków jako naturalnej korekty i czasu zbierania sił przez byczo nastawionych uczestników rynku przed dalszą szarżą jest nieuzasadnione. Choć nie można tu pominąć kilku pozytywnych czynników (przede wszystkim chodzi o znacznie niższą, niż podczas wcześniejszych wzrostów, aktywność inwestorów, znajdującą odbicie w pozytywnym przebiegu wskaźnika akumulacja-dystrybucja), to jednak trzeba się liczyć, że po raz kolejny dojdzie do ruchu w kierunku dolnego ograniczenia trendu.
W zasadzie mamy jeden ważny poziom, zlokalizowany wokół 2,80 zł. Tutaj wypadł wiosenny dołek, a także przebiega wspominana spadkowa linia trendu. Przełamanie tego poziomu w dół zaneguje znaczenie tej prostej i otworzy drogę do bezpośredniego ataku na minima z poprzednich lat. Można jeszcze wspomnieć o znajdującej się na poziomie 2,65 zł wzrostowej linii, wyprowadzonej z dołka z marca ub.r. Pokonanie jej będzie kolejnym złym wskazaniem na przyszłość i znacznie ograniczy szanse byków na wcześniejsze silniejsze odbicie niż z okolic 2,2 zł.
Dopóki jednak wsparcie w pobliżu 2,8 zł nie zostanie przełamane, posiadacze tych akcji mogą spać spokojnie i liczyć na poprawę koniunktury w najbliższej przyszłości. Nie przewiduję jednak, aby zasięg zwyżek mógł obecnie przekroczyć 3,1 zł, gdzie przebiega linia trendu spadkowego prowadzona po wierzchołkach z lutego i maja tego roku. Oznacza to ok. 10-proc. potencjał wzrostu, co nie jest satysfakcjonującą nagrodą za podjęcie ryzyka w coraz bardziej niesprzyjających warunkach na całym rynku.