Babcock, którego udziałowcami są m.in. Deutsche Bank, Westdeutsche Landesbank Girozentrale, firma turystyczna TUI oraz amerykański inwestor Guy Wyser-Pratte, uzgodnił z władzami niemieckiego landu, iż będą kontynuować negocjacje, by uchronić liczącą sobie już 111 lat firmę przed upadkiem. Nie zmienia to jednak faktu, że na mocy niemieckiego prawa spółka złożyła wniosek o upadłość. Jeśli ostatecznie dojdzie do tego, wówczas będzie to jedno z największych bankructw na rynku niemieckim w tym roku. W tym niechlubnym rankingu przewodzi na razie grupa medialna Kirch. W 2002 r. upadły też - spółka budowlana Philipp Holzmann i producent samolotów Fairchild Dornier.
W sprawę ewentualnego upadku koncernu, który zatrudnia 22 tys. osób, poza władzami landu zaangażował się też kanclerz - Gerhard Schroeder. - Babcock jest jednym z największych pracodawców w regionie i jego upadek doprowadziłby do silnego wzrostu stopy bezrobocia - stwierdził szef niemieckiego rządu. W maju liczba osób bez pracy rosła w Niemczech najszybciej od pięciu lat.
Babcock, który specjalizuje się przede wszystkim w produkcji turbin parowych, wyposażenia elektrowni i kotłów przemysłowych, w roku finansowym 2001 miał pierwszą od czterech lat stratę. Według prognoz, w roku obrachunkowym 2002 może się spodziewać straty w wysokości 500 mln euro.
Informacja o złożeniu przez spółkę wniosku o upadłość spowodowała, że już na początku piątkowej sesji walory Babcock staniały prawie o 40%, co dało kapitalizację firmy na poziomie zaledwie 40 mln USD. Od początku roku jej notowania spadły aż o 80% i jest to najgorszy wynik wśród spółek z branży przemysłowej w Niemczech.