Zysk, z wyłączeniem pozycji nadzwyczajnych, wzrośnie w tym roku o 3-5% - podał Philip Morris. Poprzednia prognoza, opublikowana w lipcu, zakładała zwyżkę przynajmniej o 9%. Niewielkim pocieszeniem była natomiast informacja, że w bieżącym kwartale zysk na jedną akcję powinien wynieść 1,26 USD, a więc będzie o 1 cent wyższy od prognozowanego przez analityków.
Dyrektor generalny amerykańskiego koncernu - Louis Camilleri - jako główny powód obniżenia prognozy wskazuje spadek popytu na droższe produkty firmy, co wiąże się z ogólnym pogorszeniem koniunktury gospodarczej na świecie. Nie bez wpływu na to pozostawało też podniesienie podatku dotyczącego wyrobów tytoniowych, w związku z czym w niektórych stanach USA paczka papierosów kosztuje już nawet 7,5 USD. Dlatego właśnie szef PM zapowiedział, że firma przeznaczy dodatkowo 650 mln USD na promocję najbardziej znanych produktów, takich jak Marlboro czy Virginia Slims.
Kolejnym problemem Philipa Morrisa są procesy sądowe. Ostatnio sąd w Los Angeles nakazał koncernowi wypłacić kobiecie chorej na raka płuc odszkodowanie w wysokości 850 tys. USD. Sędziowie uznali, że PM niedostatecznie informował o chorobach grożących w wyniku palenia papierosów.
Niekorzystną prognozę Philip Morris opublikował w czwartek już po zakończeniu sesji w Nowym Jorku. W piątek rano akcje spółki staniały już we Frankfurcie aż o 13% w stosunku do czwartkowego zamknięcia na NYSE. Mimo to PM wygląda wciąż dość dobrze na tle innych amerykańskich blue chipsów. Od początku roku walory tytoniowego potentata spadły o niecałe 7%, podczas gdy Dow Jones stracił w tym samym okresie 20%.