Jeszcze na początku września największymi akcjonariuszami Beef-Sanu, który jest w trudnej sytuacji finansowej, byli trzej inwestorzy: Jerzy Gabrielczyk, Marcin Biernacki oraz Tadeusz Buksowicz. Posiadali łącznie 1,55 mln akcji mięsnej spółki z Sanoka, reprezentujących 50% kapitału i głosów (każdy po około 16,6% udziałów). Do końca października sprzedali łącznie około 30% papierów, nie informując, komu i po ile. Korzystali z przepisu, który zezwala na dokonanie transakcji poza rynkiem regulowanym, pod warunkiem, że przeprowadzają ją wyłącznie osoby fizyczne.
Okazało się, że większość akcji odkupili od nich pracownicy grupy ZM Mysław. Na walnym Beef--Sanu, które odbyło się 8 listopada Teresa Jochemczyk, wiceprezes śląskiej spółki mięsnej, oraz dyrektor ds. finansowych Marcin Kołtun zarejestrowali po 5% akcji. Pakiet 10% walorów należał do Marcina Wojciechowskiego, prezesa firmy Abakus - zależnej od ZM Mysław. Jeżeli okaże się, że nie przypadkiem kupili oni akcje Beef-Sanu w tym samym czasie, tylko działają w porozumieniu, będzie to oznaczać, że złamali prawo. Pakiet akcji dający co najmniej 10% głosów na walnym spółki w okresie krótszym niż 90 dni można nabyć tylko w drodze wezwania.
- Komisja zainteresowała się już nowymi akcjonariuszami Beef-Sanu. Będziemy analizować informacje na ich temat i zakres powiązań między nimi. Chcę jednak podkreślić, że udowodnienie istnienia porozumienia między akcjonariuszami jest bardzo trudne - powiedział Michał Stępniewski, rzecznik prasowy KPWiG.
Lucjan Pilśniak, prezes i głów-ny udziałowiec ZM Mysław, twierdzi, że jego pracownicy inwestowali w Beef-San własne środki na własne ryzyko. Nie ukrywa jednak, że ZM Mysław interesują się giełdową spółką. Akcje Beef-Sanu mogą kupić jednak dopiero wtedy, gdy wyjdzie on na prostą i zredukuje zadłużenie (spółka czeka na zawarcie układu z wierzycielami i ugody z bankami).