Friedman piastował stanowisko prezesa Goldman Sachs razem z Robertem Rubinem. Rubin odszedł z banku w 1993 r. i zatrudnił się u prezydenta Billa Clintona, najpierw jako jego główny doradca ekonomiczny, a później jako sekretarz skarbu.
Dawni udziałowcy i szefowie Goldmana, np. Sidney Weinberg, John Whitehead i Rubin służyli w administracjach prezydentów Franklina Roosevelta, Ronalda Reagana i Clintona, a były prezes banku Jon Corzine jest teraz senatorem. Goldman aż do przeprowadzenia publicznej oferty swoich akcji w 1999 r. przez 130 lat był prywatną spółką. Może dlatego lepiej przygotowywał do pracy w Waszyngtonie niż inne firmy, gdzie szefowie raczej zwykli wydawać polecenia niż uzgadniać decyzje.
Solidna firma
Corzine, który zastąpił Friedmana, gdy ten w 1994 r. odszedł na emeryturę, opuścił Goldmana po publicznej ofercie, a później wydał ponad 60 mln USD z majątku zgromadzonego w czasie pracy w banku na wygranie wyborów senatorskich w stanie New Jersey. Gdy w czasie kampanii zarzucano mu brak doświadczenia politycznego, powiedział: - Ja jestem nowicjuszem w polityce? Przecież pracowałem w Goldman Sachs!
Prezydenci USA zwracają się też do szefów Goldman Sachs o pomoc w uzyskaniu poparcia ze strony Wall Street, bo bank postrzegany jest przez to środowisko jako dobra inwestycja i solidna firma. Jej obecny prezes Henry Paulson w czerwcu zadziwił wielu ludzi z Wall Street, gdy surowo ocenił etykę czołowych amerykańskich biznesmenów, wśród których było wielu klientów banku.