Niedawno przedstawiciele amerykańskiej centrali związków zawodowych AFL-CIO zażądali od największego na świecie funduszu powierniczego Fidelity, by ujawnił, jak jego przedstawiciele głosowali na walnych zgromadzeniach. Czyli jak wykonywali pełnomocnictwa inwestorów w ponad 5 tysiącach spółek, których akcje kupił fundusz, a które są warte ponad 732 mld USD.
Wygląda na to, że Fidelity i inne fundusze powiernicze na dłuższą metę nie będą mogły odrzucać takich postulatów liczącej 13 milionów członków federacji pracowniczej. Amerykańska komisja papierów wartościowych i giełd (SEC) opracowała już propozycję nowego przepisu, który wymagałby od 8160 działających w USA funduszy powierniczych zarządzających 6,28 bln USD ujawniania jak głosowały na walnych zgromadzeniach.
- Fundusze powiernicze są najważniejszą instytucją, która wiąże miliony Amerykanów z rynkiem papierów wartościowych i dlatego poprawienie ich polityki informacyjnej jest istotnym elementem wysiłków SEC, zmierzających do przywrócenia zaufania do naszych rynków - powiedział na niedawnej konferencji w Waszyngtonie Paul Roye, dyrektor departamentu SEC, zajmującego się zarządzaniem inwestycjami.
Konflikt interesów
Krytycy zarzucają też funduszom, że nie ujawniają w pełni lub w odpowiednim czasie wysokości opłat pobieranych od inwestorów ani wielkości udziałów w poszczególnych spółkach. Sarah Taslik, dyrektor wykonawczy w Council of Institutional Investors, uważa, że fundusze są tak tajemnicze, bo nie chcą zwracać uwagi na powszechne w nich konflikty interesów. Fundusze zarządzają ponad 20% szacowanych na 10,9 bln USD oszczędności emerytalnych Amerykanów. Stąd ich przedstawiciele niechętnie głosują przeciwko zarządom na walnych zgromadzeniach. - Duże fundusze powiernicze często zarządzają programami emerytalnymi spółek, w których mają udziały. Dlatego tak ważne jest ujawnianie, jak głosują ich przedstawiciele - powiedział Robert Plaze, zastępca dyrektora departamentu zarządzania inwestycjami SEC.