Minister Heizo Takenaka, odpowiedzialny za nadzorowanie japońskiego sektora finansowego, wypowiedział się krytycznie o tamtejszej bankowości. Jego zdaniem, błędny jest pogląd, że poprawa sytuacji finansowej poszczególnych banków poprzez zwiększenie kapitału oraz usunięcie z bilansów złych długów stworzy podstawy do ich dalszego, pomyślnego rozwoju. Kroki takie zapowiedziały w zeszłym miesiącu największy bank w Japonii - Mizuho Holdings - oraz czwarty pod względem wielkości UFJ Holdings. Tymczasem zajmująca drugą pozycję Sumitomo Mitsui Financial Group postanowiła połączyć dwie jednostki bankowe, wyspecjalizowane w usługach komercyjnych, dzięki czemu spodziewa się zmniejszyć straty.
Według ministra Takenaki, posunięcia takie nie są wystarczające. Za najważniejsze uznał opracowanie strategii, która usprawniłaby działalność banków i zapewniła efektywność. Heizo Takenaka stwierdził również, że władze nadzorujące sektor finansowy zwrócą uwagę na to, czy banki właściwie wykorzystują posiadane kapitały, a także na postępowanie audytorów. Za niedopuszczalne uznał naciski na klientów, aby inwestowali w instytucje finansowe, czy też fikcyjne zwiększanie kapitału poprzez wzajemne lokaty.
Ponadto minister przypomniał, że w zamian za pomoc otrzymaną od państwa w latach 1998-1999 banki miały przedstawić plany dotyczące zysków, redukcji kosztów oraz kredytów udzielanych małym przedsiębiorstwom. Sposób, w jaki poszczególne instytucje wywiązują się z tych zobowiązań, budzi poważne zastrzeżenia, zwłaszcza w odniesieniu do działalności kredytowej. Banki ograniczyły ją, co uderzyło szczególnie w małe firmy, pogarszając ich i tak bardzo już trudną sytuację finansową.
Gazeta "Nihon Keizai" nie wyklucza, że władze nadzorujące sektor finansowy mogą zażądać dymisji dyrektorów banków, którzy odpowiadają za tego rodzaju uchybienia, hamujące ożywienie w gospodarce japońskiej.