Tylko w przypadku podatku dochodowego od osób fizycznych odpisy w 2001 r. wyniosły prawie 11 mld zł. Ekonomiści zwracają uwagę, że - choć kwota robi wrażenie - to nie ma co liczyć, że całość od razu trafi do państwowej kasy po wprowadzeniu planu ministra Kołodki w życie. Po pierwsze, najbardziej kosztowne ulgi zlikwidowano już za urzędowania wicepremiera Marka Belki. Lwią część odliczeń stanowiły ulgi związane z wydatkami mieszkaniowymi (ok. 6,4 mld zł). Od początku ub.r. katalog tych zwolnień został znacznie uszczuplony - została tylko ulga remontowa i możliwość odliczania odsetek od kredytów mieszkaniowych. Po drugie, zadziała efekt praw nabytych. Mimo likwidacji ulgi budowlanej, zamrożenia progów i wprowadzenia podatku od oszczędności, dochody z PIT w 2002 r. wzrosły nieznacznie. Wyniosły one 24,1 mld zł - czyli o ok. 2,5% więcej niż rok wcześniej.
Mizerny jak dotąd efekt likwidacji ulg w podatkach osobistych może powstrzymać na dłuższy czas Ministerstwo Finansów przed składaniem propozycji obniżania stawek PIT - uważają ekonomiści. Resort zechce poczekać, aż przestanie działać efekt wygasania skasowanych zwolnień. Poza tym rząd będzie zwlekał z obniżkami, mając w perspektywie płatności składek z tytułu członkostwa w Unii Europejskiej i konieczność wygenerowania środków, które pozwolą wchłonąć pieniądze UE z funduszy strukturalnych.
- Minister finansów musi być realistą. Nie będzie podejmował decyzji o zmniejszaniu podatków w sytuacji, gdy jeszcze do końca nie wiadomo, jaki będzie efekt kasowania zwolnień. Resort liczy raczej na to, że dzięki tej operacji będzie miał wyższe wpływy budżetowe - uważa Mirosław Gronicki, główny ekonomista Millennium.
Projekt likwidacji ulg uderzy najbardziej w najlepiej zarabiających. Osoby, które uzyskały roczny dochód do opodatkowania przekraczający 74 048 zł, przeciętnie odpisały w 2001 r. prawie 9,4 tys. zł od dochodu i ok. 2,7 tys. zł od podatku. Dla porównania, średnie odpisy podatników z najniższego progu skali wyniosły (odpowiednio) 288 zł i 353 zł. Jak mówi Mirosław Gronicki, to może spowodować, że plany zwiększania wpływów spalą na panewce.
- Osoby z górnych przedziałów skali podatkowej umieją uciekać przed fiskusem - ocenia ekonomista Millennium.