Brytyjskie banki, zakłady ubezpieczeniowe, fundusze emerytalne i inne instytucje finansowe wydały w 2002 r. 6,7 mld euro w celu zwiększenia kapitałów private equity. Jest to 2% mniej niż rok wcześniej, ale jednocześnie ponad 2,5 mld euro więcej niż zainwestowały firmy z USA. Spadek zaangażowania na europejskim rynku private equity wyniósł aż 47%. Wiele funduszy tego typu narzeka na malejące zainteresowanie nimi instytucji finansowych oraz innych firm. Ostatnio, także działający na tym rynku Yale University zapowiedział, że zamierza zmniejszyć swoje zaangażowanie w te firmy do 17,5% aktywów, z 25% w ub.r.

- Gracze z USA to prawdziwe grube ryby. Jeśli oni odejdą, rynek na pewno to odczuje - powiedział w wywiadzie dla agencji Bloomberga Jens Bisgaard-Frantzen, zarządzający z duńskiego ATP Private Equity Partners. Znaczenie firm z USA na rynku private equity obrazuje także fakt, że tamtejsze fundusze emerytalne lokują średnio aż 15% aktywów w tego rodzaju inwestycje. W przypadku ich europejskich odpowiedników jest to 5%.

Łączna wartość kapitału, jaki napłynął w 2002 r. do europejskich funduszy private equity to 27,5 mld euro, czyli 31% mniej niż rok wcześniej. Wartość inwestycji tychże funduszy wzrosła natomiast o 13%. Obecnie posiadają one ok. 45 mld euro wolnych środków do zainwestowania.

Private equity są w wyniku dekoniunktury i rosnących strat poddane silnej presji na uporządkowanie swojej polityki informacyjnej. Większa przejrzystość ich działalności miałaby przyciągnąć nowych inwestorów i wydobyć branżę z recesji.