Reklama

Osłabienie juana nie uzdrowi rynku pracy w USA

Prezydent George W. Bush twierdzi, że chińska polityka utrzymywania niskiego kursu juana sprzyja tamtejszym eksporterom, co zwiększa bezrobocie w USA. Z analiz ekonomicznych wynika jednak niezbicie, że to nie Chiny winne są temu, że w czasie prezydentury Busha w amerykańskich fabrykach zlikwidowano 2,6 mln miejsc pracy.

Publikacja: 09.10.2003 10:41

Wartość chińskiego eksportu do USA wyniosła w ub.r. 125,2 mld USD. Ale w znakomitej większości były to towary produkowane przez amerykańskie firmy, takie jak Dell czy Motorola. Przeniosły one fabryki do Chin tylko dlatego, że średnia płaca wynosi tam 4% amerykańskiej. W Chinach jest 760 mln pracowników, czyli 6 razy więcej niż w USA. Robotnik w chińskiej fabryce dostaje za godzinę 61 centów, a w amerykańskiej stawka godzinowa wynosi średnio 16,14 USD.

Ciągły wzrost wydajności

Chińskie spółki konkurują z amerykańskimi producentami w mniej niż 20% towarów będących przedmiotem eksportu. Co więcej, te branże amerykańskiego przemysłu, którym najbardziej szkodzi import z Chin, a więc tekstylia i drobna elektronika, wytwarzają jedynie ok. 2% produktu krajowego brutto Stanów Zjednoczonych, a więc za mało, by to one przesądzały o trwającym od 34 miesięcy spadku liczby miejsc pracy w USA.

To, że w USA nie udaje się tworzyć nowych miejsc pracy nawet w czasie najszybszego od czterech lat wzrostu gospodarczego, jest wynikiem ciągłego wzrostu wydajności. A to oznacza, że tamtejsze fabryki mogą produkować tyle samo, zatrudniając mniej pracowników.

Decydują

Reklama
Reklama

inwestycje zagraniczne

Za główny czynnik wzrostu chińskiego eksportu uważa się natomiast olbrzymi napływ bezpośrednich inwestycji zagranicznych, a nie niski kurs juana. Tylko w ub.r. przedsiębiorcy z całego świata zainwestowali tam w ten sposób 53 mld USD, po raz pierwszy więcej niż w USA, do których napłynęło 30 mld USD. W sumie bezpośrednie inwestycje zagraniczne w Chinach szacuje się na 400 mld USD, a obce firmy wytwarzają 65% chińskiego eksportu. I ta tendencja utrzymuje się. W sierpniu Intel zapowiedział, że za 375 mln USD zbuduje w Chinach drugą już fabrykę.

Skargi małych firm

Dużym amerykańskim koncernom nie przeszkadza handel z Chinami, ani ich polityka walutowa. Nie oskarżają też rządu w Pekinie, że utrudnia ich działalność. Chiny nie mają przecież ani jednego znaku firmowego znanego na świecie. Większość ich eksportu sprzedawana jest pod marką zagranicznych spółek. Natomiast utyskują na taniego juana małe i średnie amerykańskie firmy, a więc te, które nie mają kapitału na inwestycje w Chinach.

Z tego niezadowolenia korzystają politycy. Sekretarz skarbu John Snow był już w Pekinie i wyrażał zaniepokojenie amerykańskiego rządu chińską polityką walutową. W tym miesiącu wybiera się tam sekretarz handlu Donald Evans.

- Komentarz

Reklama
Reklama

Waszyngton szuka winnego wysokiego bezrobocia. Na rok przed wyborami prezydenckimi nie może nim być George W. Bush. Bo i tak będzie pierwszym amerykańskim prezydentem od czasów Herberta Hoovera, w czasie kadencji którego zmniejszyła się w USA liczba miejsc pracy. Hoover objął urząd w fatalnym dla gospodarki 1929 r.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama