Reklama

Polscy przedsiębiorcy muszą uzbroić się w cierpliwość

Polskie wojska znajdują się w Iraku już od wielu tygodni. Podobnie rzecz się ma z polskimi przedsiębiorcami. Wyjazdy w region bliskowschodni weszły na stałe do kalendarza wielu polskich firm, ale marzenia o fortunach zbitych na odbudowie Iraku są na razie fatamorganą na pustynnych piaskach. Na duże kontrakty trzeba jeszcze poczekać. Ostatnio pojawiła się pierwsza jaskółka sygnalizująca lepsze czasy. Ministerstwo Gospodarki poinformowało, że polskie firmy ostatnio pozyskały kontrakty warte 10 mln USD.

Publikacja: 13.11.2003 08:47

To jednak kropla w morzu potrzeb.

Mimo kilkumiesięcznej obecności wojsk stabilizacyjnych i powołania Tymczasowej Władzy Koalicyjnej (CPA), która ma zastępować rząd, dopóki on się nie ukonstytuuje, sytuacja będzie daleka od normalności. Najbardziej odczuwalne są problemy z zapewnieniem bezpieczeństwa i odpowiedniego standardu pracy obiektów użyteczności publicznej (elektrownie, wodociągi, wysypiska śmieci, łącza telekomunikacyjne). W takim otoczeniu trudno prowadzić interesy, choć misje licznych przedsiębiorców z całego świata, w tym z Polski, dowodzą, że inwestorzy optymistycznie spoglądają w przyszłość gospodarki irackiej.

Rządzenie rozkazami

CPA wydała w ostatnim czasie wiele aktów prawnych, które ułatwiają życie przedsiębiorcom. Duch niepewności powojennej jest w Iraku odczuwalny, a najlepszym tego dowodem jest nazwa głównych aktów prawnych CPA - rozkazy (orders). Do tej pory Tymczasowa Władza Koalicyjna wydała ich 43, z czego większość najistotniejszych dla gospodarki we wrześniu.

Do końca tego roku zostały zniesione wszelkie taryfy, opłaty celne, podatki importowe, opłaty licencyjne na dobra eksportowane i importowane (rozkaz 12. z 8 czerwca 2003 roku). O takim rozwiązaniu przesądził brak aparatu celnego. Ubytek dochodów państwa z tego tytułu ma być zrekompensowany opłatą na odbudowę kraju (rozkaz 38.) w wysokości 5% importowanych dóbr. Jest to tymczasowa danina, która będzie pobierana przez najbliższe 2 lata. Początek naliczania opłaty rekonstrukcyjnej to 1 stycznia 2004 roku. Nie będzie jej podlegać import wielu podstawowych dóbr konsumpcyjnych - żywności, leków i sprzętu medycznego, odzieży oraz książek. Pomoc humanitarna została także wyłączona z opłaty na rzecz odbudowy.

Reklama
Reklama

Od niedawna znacznie zliberalizowano prowadzenie działalności gospodarczej na terenie Iraku przez firmy zagraniczne. Obcy inwestorzy mogą zakładać biura i przedstawicielstwa, które należy zgłosić o Irackiego Rejestru Spółek (rozkaz 39. z 21 września 2003 roku). Dopuszczono również możliwość udziału kapitału zagranicznego w różnych przedsięwzięciach, z wyjątkiem sektora wydobycia i przetwórstwa dóbr naturalnych. Inwestorzy zamierzający zajmować się handlem detalicznym muszą na co najmniej 30 dni przed rozpoczęciem takiej działalności zdeponować 100 tys. USD w banku na nieoprocentowanym rachunku. Wyłącznie dla inwestorów krajowych zostało zarezerwowane prawo użytkowania i pobierania pożytków z prywatnych nieruchomości. Zagraniczni mogą zakładać banki - za zgodą Irackiego Banku Centralnego i po wniesieniu kapitału w wysokości co najmniej 50 mld dinarów. Jednak do końca 2008 roku jedynie sześć podmiotów zagranicznych otrzyma taką zgodę.

Łagodna jest także polityka fiskalna. Do końca tego roku dochody osób fizycznych zostały zwolnione z podatku. Utrzymane zostało opodatkowanie usług hoteli i restauracji wysokiej klasy, z tytułu sprzedaży samochodów, sprzedaży nieruchomości, a ponadto akcyza od sprzedaży wyrobów petrochemicznych. Łagodna polityka podatkowa będzie prowadzona także w najbliższych latach. Począwszy od 2004 roku najwyższy podatek od dochodów osobistych (PIT) i dochodów korporacji (CIT) nie przekroczy 15% (rozkaz 37. z 19 września 2003 roku).

15 października do obrotu weszły nowe dinary. W ciągu 3 miesięcy zostaną wymienione wszystkie pieniądze i od 15 stycznia 2004 roku staną się jedynym środkiem płatniczym w kraju.Państwowe dotacje

odstraszają prywatny kapitał

Nowe regulacje prawne uchwalone przez Tymczasową Władzę Koalicyjną są krokiem naprzód ku poprawie sytuacji gospodarki irackiej. Jednak nie rozwiązują wszystkich problemów.

Polscy przedsiębiorcy, poza uczestnictwem w projektach inwestycyjnych przy odbudowie Iraku, liczą na wpływy z eksportu w ramach kontraktów handlowych. Niestety, iracki system cen ogranicza pole manewru eksporterom. Choć w znacznej części ceny są uwolnione, kłopoty rodzą się przy państwowych dotacjach dóbr konsumpcyjnych (pozostałość po czasach reżimu Saddama Husajna). Takie towary są sprzedawane poniżej cen obowiązujących w obrocie, a nawet poniżej kosztu wytworzenia. Subsydia obowiązują w pięciu grupach asortymentowych. Podobnie jak w latach osiemdziesiątych w Polsce, Irakijczycy dostają kartki, które upoważniają do kupna w sieci wytypowanych 66 tys. sklepów miesięcznie: 9 kg mąki, 3 kg ryżu, 2 kg cukru, 0,2 kg herbaty, 1,5 l oleju roślinnego, 1 kg mleka w proszku, 1,5 kg fasoli, 0,15 kg soli jodowanej, 0,25 kg mydła i 0,5 kg detergentów. Za taki koszyk dóbr podstawowego użytku należy zapłacić 250 dinarów (około 15 centów amerykańskich). Na wolnym rynku jego wartość dochodzi do 6 tys. dinarów (czerwiec 2003 r.). Państwo dokłada również do wyrobów petrochemicznych - benzyny, ropy naftowej, oleju opałowego i propanu. Ceny są silnie zniekształcone nie tylko w porównaniu z ogólnoświatowymi, ale także w porównaniu z tymi, które obowiązują w państwach regionu bliskowschodniego. Przykładowo, za litr benzyny należy zapłacić 20 dinarów (około 1 centa amerykańskiego), podczas gdy w Katarze i Syrii cena wynosi odpowiednio: 16 centów i 40 centów amerykańskich. Mimo tak niskich cen sprzedaży rafinerie nie narzekają na brak zysków. Wszystko za sprawą dostaw ropy naftowej po zaniżonych cenach. Płacą za baryłkę ropy 40 dinarów (około 2 centy amerykańskie). Podobnie oderwane od cen rynkowych są taryfy elektryczne. Kilowat energii elektrycznej wynosi 0,14 centa amerykańskiego i jest wielokrotnie niższy od obowiązującej w innych krajach Bliskiego Wschodu - np. 2,3 centa amerykańskiego w Egipcie, 5,3 centa w Libanie). Dotacje dotyczą także transportu, telekomunikacji i dostaw wody. Przedsiębiorstwa państwowe otrzymują również dotowane podstawowe surowce do produkcji (ropa naftowa, elektryczność, woda, materiały) oraz transport.

Reklama
Reklama

Wspomniany system dotacji sprawia, że prywatne firmy nie są w stanie konkurować z przedsiębiorstwami państwowymi, ani też generować zysków ze sprzedaży towarów dotowanych.

Sprawą otwartą pozostaje prywatyzacja. - W rękach prywatnych pozostaje handel hurtowy i detaliczny, rzemiosło i usługi oraz znaczna część rolnictwa - powiedział Marek Dąbrowski z CASE. Reszta gospodarki jest państwowa. Petrochemia, przemysł ciężki i chemiczny wymagają znacznych nakładów, aby zaczęły prawidłowo funkcjonować. Problem w tym, że prywatyzacja, choć mogłaby uzdrowić firmy państwowe, jest niezwykle delikatnym zagadnieniem. Ponieważ nie ma rządu irackiego, państwo nie jest suwerenne, to prywatyzacja, zwłaszcza z udziałem kapitału zagranicznego budziłaby niepożądane emocje.

Mimo wieloletniej dyktatury Saddama Husajna, która opierała się na gospodarce centralnie sterowanej, kraj ma pewne doświadczenia z prywatyzacją. Na kilka lat przed I wojną w Zatoce rząd iracki przeprowadził kilka reform. Sprywatyzowano niektóre firmy w drodze oferty publicznej za pośrednictwem giełdy papierów wartościowych w Bagdadzie lub przez długoterminową dzierżawę. Najbardziej spektakularnym przykładem była prywatyzacja linii lotnicznych - Iraqi Airways. Prywatyzacja odbywała się w oparciu o kapitał krajowy. Powtórka tego scenariusza może być ryzykowna. Mowa o prywatyzacji oligarchicznej, którą najlepiej można było zaobserwować w Rosji. Jeszcze 35 lat temu w Iraku żyło 25 rodzin, których majątek był szacowany na przeszło 1 mln USD. Obecnie ocenia się, że tak majętnych rodzin jest już 3 tysiące.Pozostaje podwykonawstwo

inwestycyjne

Od kilku miesięcy polscy przedsiębiorcy starają się o kontakty związane z odbudową Iraku. Tworzą konsorcja, nawiązują kontakty handlowe, wysyłają misje w region bliskowschodni - i na tym się kończy. Początkowo rodzimym przedsiębiorcom towarzyszyło naiwne przekonanie, że upadek reżimu partii Baas otwiera furtkę do irackiego Sezamu. Spodziewali się, że polskie uczestnictwo w II wojnie w Zatoce, zarządzanie środkowopołudniową strefą stabilizacyjną i liczne kontrakty inwestycyjne realizowane w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych wystarczą, aby szturmem wedrzeć się na rynek iracki. Rzeczywistość bezwzględnie zweryfikowała ich marzenia. Projekty inwestycyjne przez najbliższe miesiące będą realizowały niemal wyłącznie firmy amerykańskie (primary contractors). Polskim przedsiębiorcom zostaje jedynie możliwość ubiegania się o podwykonawstwo. Około 100 podmiotów zaoferowało takie usługi amerykańskiemu koncernowi Bechtel, który ma koordynować odbudowę infrastruktury irackiej (za około 700 mln USD). Pierwszą jaskółką lepszych czasów mogą być kontrakty na 10 mln USD, o który w zawarciu poinformowało wczoraj Ministerstwo Gospodarki. Eksperci twierdzą, że pierwsze duże kontrakty inwestycyjne polskie spółki mogą zdobyć dopiero w II półroczu 2004 roku. Dojdzie do tego, gdy sytuacja polityczna w Iraku nie będzie się pogarszać, a nadto gdy oferty firm będą rzetelnie przygotowane. Tajemnicą poliszynela jest, że niekiedy nasi przedsiębiorcy przygotowywali oferty mało wiarygodne. Dochodziło do przypadków, że ceny były "wzięte z sufitu". Tak jakby nie pamiętali o niezwykle silnej konkurencji, w szczególności ze strony firm azjatyckich. - Największe potrzeby inwestycyjne widać w sektorze energetycznym, naftowym, przetwórstwa siarki, nawozów sztucznych, cementowym i infrastrukturze - stwierdził Adam Wielgosz z Ambasady Polskiej w Bagdadzie.

Na handlu można zarobić

Reklama
Reklama

najszybciej

Polskie firmy mają większe szanse na zdobycie kontraktów handlowych i usługi. W tym przypadku mogą swobodnie negocjować z firmami irackimi. Szansą może być również nadchodzący w listopadzie koniec programu Ropa za Żywność, który od grudnia 1996 roku zapewniał Irakijczykom podstawowe dobra konsumpcyjne i inwestycyjne w zamian za sprzedaż ropy naftowej pod egidą ONZ.

Giełdowy Bank Millennium uczestniczy w konsorcjum kilku banków pod wodzą amerykańskiego JP Morgan, które wygrało przetarg na zarządzanie Irackim Bankiem Handlowym (IBH). Zadaniem IBH, będzie stymulowanie wymiany eksportowo-importowej Iraku z resztą świata. Mimo że konsorcjum zwyciężyło w przetargu jeszcze w sierpniu tego roku, to wciąż brak konkretów, kiedy rozpocznie działalność. - Uzgadniamy ostateczną umowę na zarządzanie IBH. Jesteśmy jedynym uczestnikiem konsorcjum z Europy Środkowowschodniej. Bank Millennium może zajmować się obsługą przedsiębiorców z tego regionu - ujawnił Wojciech Kaczorowski z Banku Millennium.

Swoją szansę zwietrzył także LOT. Spółka zamierza uruchomić regularne (raz tygodniowo) połączenie między Warszawą a Basrą. Ma nawet na to zezwolenie (jako jeden z 7 przewoźników, w tym jako jeden z dwóch europejskich, obok skandynawskich linii SAS). - Niestety, port lotniczy w Basrze jest zamknięty dla ruchu lotniczego. Wydaje się, że sprawa lotów do Iraku została odsunięta na kilka miesięcy - zaznaczył Leszek Chorzewski z LOT-u.

Nowe dinary weszły do obiegu

Reklama
Reklama

Do 15 października w Iraku funkcjonowało kilka walut. Od połowy ubiegłego miesiąca do obiegu weszły nowe dinary irackie. Mają zastąpić stare dinary (old dinars), którymi płaci się na południu kraju i "szwajcary" (swiss dinars), które są w obiegu na północy Iraku. Przez 3 miesiące od 15 października tego roku do 15 stycznia 2004 roku będzie trwał proces wymiany pieniędzy. Operację przeprowadzą banki oraz niektóre urzędy publiczne (np. poczta), ale tylko na terenie Iraku. Nowa waluta jest lepszej jakości. Ma też lepsze zabezpieczenia przed fałszerstwemW obiegu znajdzie się 6 banknotów: 50, 250, 1000, 5000, 10000 i 25000 dinarów. Począwszy od 16 stycznia 2004 roku stare dinary nie będą legalnym środkiem płatniczym w Iraku.

Siedem rad

dla polskich

przedsiębiorców

1. Przez najbliższy rok projekty inwestycyjne będą realizowały, jako główni wykonawcy, firmy amerykańskie (np. Bechtel, Halliburton, Kellog, Brown&Root). Prowadzą rejestrację podmiotów zainteresowanych podwykonawstwem.

Reklama
Reklama

2. Władze amerykańskie zalecają tworzenie firm joint venture, czyli spółek mieszanych z udziałem kapitału irackiego.

3. Działalność akwizycyjną w zakresie kontraktów inwestycyjnych i handlowych najlepiej prowadzić także na terenie państw ościennych i z regionu bliskowschodniego (Jordanii, Syrii, Libanu, Turcji, Arabii Saudyjskiej, Kuwejtu, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Bahrajnu i Kataru). Silną stroną partnerów z tych państw jest duże doświadczenie w kontaktach z przedsiębiorcami irackimi oraz znajomość lokalnego sposobu prowadzenia interesów.

4. Warto nawiązać lub odnowić kontakty z lokalnymi agentami, którzy zajmą się całkowitą obsługą kontraktów handlowych.

5. Umowy handlowe najlepiej podpisywać zgodnie z zasadą ograniczonego zaufania. Należy wystrzegać się w kontaktach z lokalnymi agentami klauzul wyłączności oraz umów wieloletnich.

6. Ostrożność jest także wskazana przy płatnościach. Najlepszym rozwiązaniem jest płatność z góry, zaliczka lub akredytywa.

Reklama
Reklama

7. Na rynku irackim obecni są producenci z wielu krajów, w tym azjatyckich. Aby skutecznie z nimi konkurować, nie należy przesadzać z marżami.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama