Proszę tych poziomów nie traktować jako mojej prognozy. W poniższym tekście bardziej chodzi mi o pokazanie sezonowości wpływającej mocno na notowania polskich akcji, niż o określanie poziomów na konkretny dzień miesiąca. Żeby skusić się na podanie takiej prognozy, trzeba mieć zarówno bardzo dużo szczęścia, jak i zupełnie nie rozumieć mechanizmów rządzących giełdowymi rynkami i dynamiki zmian, jaka się z tym wiąże. Szczególnie dotyczy to ostatnich tygodni, w czasie których warszawski rynek akcji niemal już zupełnie utracił korelację zarówno z zagranicznymi parkietami, jak i w przypadku niektórych spółek z fundamentami, a szeroki rynek był wystawiony na silne oddziaływanie emocji.
Drugie zastrzeżenie, niezbędne przy omawianiu jakichkolwiek schematów występujących na GPW, wiąże się z dość krótką historią naszego rynku. Każdy, kto liznął trochę statystyki, szybko stwierdzi, że średnia miesięczna procentowa zmiana z ostatnich 10 lat nie daje żadnej prognostycznej wartości. Zbyt krótki okres, a więc zbyt mało danych do wyciągania wniosków. Z drugiej jednak strony, sezonowość światowych rynków potwierdza tendencje panujące w Warszawie. Do tego jeśli średnie miesięczne zmiany dla Dow Jonesa od roku 1900 r., czyli dostatecznie liczna próbka danych, porównamy z tymi od roku 1995, to okazuje się, że niewiele się zmienia w tej kwestii. Wprawdzie roczna procentowa zwyżka rośnie z 9,6% do 10,9%, ale już sam przebieg tego wzrostu jest niemal identyczny. Aż 10 miesięcy kończy się wzrostami, szczególnie mocnymi na koniec roku, gdy odbywa się window dressing. Dla obu okresów w ciągu roku charakterystyczna jest tylko jedna mocniejsza korekta i zawsze występuje ona w okolicy września. Takie porównanie nieco uwiarygodnia szukanie lepszych i gorszych okresów dla zachowania warszawskich indeksów, mimo świadomości niedoskonałości takiej analizy.
Najmocniejszy styczeń
Na zamieszczonych obok wykresach możemy zobaczyć średnią zmianę indeksu WIG20 w poszczególnych miesiącach od 1995 roku. Dla tego samego okresu na podstawie średniej z tygodniowych zmian wykreśliłem też modelowy przebieg zmian wartości indeksu w ciągu roku. Dlaczego dopiero od roku 1995? Wcześniejsze dwa lata to okres dmuchania i gwałtownego pęknięcia pierwszej hossy na GPW. Zmienność w tamtym okresie miałaby przy tak małej próbce zbyt duży wpływ na średnie, a przecież trudno mówić wtedy o jakimkolwiek racjonalnym zachowaniu rynku.
W tych ostatnich 11 latach WIG20 najlepiej radził sobie w styczniu (5,88%) i w grudniu (4,72%). Jeśli dorzucić do tego jeszcze zmiany w lutym (4,34%), to okazuje się, że praktycznie tylko w ciągu tych trzech miesięcy w roku WIG20 robi cały wzrost z całego roku, który średnio wynosi niemal 18%. Na boku mała dygresja - oczywiście nie należy porównywać tych wartości z lokatami bankowymi czy innymi formami lokowania kapitału. Portfel akcji odzwierciedlający WIG20 w 1995 r. dziś pewnie przynosi (realnie) straty. Zyski liczą natomiast inwestorzy wiernie naśladujący zmiany w składzie WIG20, ale tutaj podliczenie stopy zwrotu jest trochę bardziej skomplikowane.