Reklama

Jesteśmy w połowie najlepszego okresu dla GPW

Porównując średnie miesięczne procentowe zmiany WIG20 od 1995 roku, to okres od grudnia do końca lutego wypada najkorzystniej. Gdyby założyć, że indeks w styczniu wzrośnie zgodnie z tą historyczną średnią, to skończylibyśmy miesiąc na poziomie 2811 pkt. Luty zamknęlibyśmy wartością 2933 pkt.

Publikacja: 16.01.2006 08:51

Proszę tych poziomów nie traktować jako mojej prognozy. W poniższym tekście bardziej chodzi mi o pokazanie sezonowości wpływającej mocno na notowania polskich akcji, niż o określanie poziomów na konkretny dzień miesiąca. Żeby skusić się na podanie takiej prognozy, trzeba mieć zarówno bardzo dużo szczęścia, jak i zupełnie nie rozumieć mechanizmów rządzących giełdowymi rynkami i dynamiki zmian, jaka się z tym wiąże. Szczególnie dotyczy to ostatnich tygodni, w czasie których warszawski rynek akcji niemal już zupełnie utracił korelację zarówno z zagranicznymi parkietami, jak i w przypadku niektórych spółek z fundamentami, a szeroki rynek był wystawiony na silne oddziaływanie emocji.

Drugie zastrzeżenie, niezbędne przy omawianiu jakichkolwiek schematów występujących na GPW, wiąże się z dość krótką historią naszego rynku. Każdy, kto liznął trochę statystyki, szybko stwierdzi, że średnia miesięczna procentowa zmiana z ostatnich 10 lat nie daje żadnej prognostycznej wartości. Zbyt krótki okres, a więc zbyt mało danych do wyciągania wniosków. Z drugiej jednak strony, sezonowość światowych rynków potwierdza tendencje panujące w Warszawie. Do tego jeśli średnie miesięczne zmiany dla Dow Jonesa od roku 1900 r., czyli dostatecznie liczna próbka danych, porównamy z tymi od roku 1995, to okazuje się, że niewiele się zmienia w tej kwestii. Wprawdzie roczna procentowa zwyżka rośnie z 9,6% do 10,9%, ale już sam przebieg tego wzrostu jest niemal identyczny. Aż 10 miesięcy kończy się wzrostami, szczególnie mocnymi na koniec roku, gdy odbywa się window dressing. Dla obu okresów w ciągu roku charakterystyczna jest tylko jedna mocniejsza korekta i zawsze występuje ona w okolicy września. Takie porównanie nieco uwiarygodnia szukanie lepszych i gorszych okresów dla zachowania warszawskich indeksów, mimo świadomości niedoskonałości takiej analizy.

Najmocniejszy styczeń

Na zamieszczonych obok wykresach możemy zobaczyć średnią zmianę indeksu WIG20 w poszczególnych miesiącach od 1995 roku. Dla tego samego okresu na podstawie średniej z tygodniowych zmian wykreśliłem też modelowy przebieg zmian wartości indeksu w ciągu roku. Dlaczego dopiero od roku 1995? Wcześniejsze dwa lata to okres dmuchania i gwałtownego pęknięcia pierwszej hossy na GPW. Zmienność w tamtym okresie miałaby przy tak małej próbce zbyt duży wpływ na średnie, a przecież trudno mówić wtedy o jakimkolwiek racjonalnym zachowaniu rynku.

W tych ostatnich 11 latach WIG20 najlepiej radził sobie w styczniu (5,88%) i w grudniu (4,72%). Jeśli dorzucić do tego jeszcze zmiany w lutym (4,34%), to okazuje się, że praktycznie tylko w ciągu tych trzech miesięcy w roku WIG20 robi cały wzrost z całego roku, który średnio wynosi niemal 18%. Na boku mała dygresja - oczywiście nie należy porównywać tych wartości z lokatami bankowymi czy innymi formami lokowania kapitału. Portfel akcji odzwierciedlający WIG20 w 1995 r. dziś pewnie przynosi (realnie) straty. Zyski liczą natomiast inwestorzy wiernie naśladujący zmiany w składzie WIG20, ale tutaj podliczenie stopy zwrotu jest trochę bardziej skomplikowane.

Reklama
Reklama

Bardzo podobne miesięczne zmiany notuje także indeks WIG, co nie jest niespodzianką. Okazuje się jednak, że równie silne w analogicznych miesiącach są indeksy giełdy węgierskiej i czeskiej. Węgierski BUX w styczniu średnio notował wzrost o 8,9% (duży wpływ 1996 i 1997 r.) w grudniu o +6,9%. Jedyny spadkowy miesiąc w ostatnich 11 latach to wrzesień (analogicznie do USA). Jak znacząco wyróżniają się te miesiące, niech świadczy fakt, że na trzecim miejscu jest kwiecień ze wzrostem zaledwie +3,9%. Na czeskim PX50 sytuacja jest nieco bardziej skomplikowana, ale wciąż bardzo wyraźnie widać siłę indeksów na przełomie roku. Największy wzrost indeks notuje w grudniu (+4,0%), a styczeń i luty to odpowiednio +2,5% oraz +2,7%. Można by mówić wręcz o skopiowaniu zachowania WIG20, gdyby nie fakt bardzo słabego czerwca (-2,7%) i w konsekwencji mocnego odbicia w lipcu (+3,5%). Mimo tego epizodu bardzo wyraźnie widać w badanym okresie, że najkorzystniejszy okres dla akcji notowanych na emerging markets przypada od początku grudnia do końca lutego.

A co w maju?

Uproszczeniem byłoby na podstawie tylko tego porównania wyciąganie wniosków dla GPW na następne miesiące. Nikt jeszcze nie znalazł na giełdzie niezawodnej reguły, której zastosowanie gwarantowałoby osiągnięcie zysków. Również analiza techniczna, mimo dość sztywnego opisania zasad np. poszczególnych formacji, nigdy nie daje pewności zarobku, a jedynie zwiększa szansę na jego osiągnięcie. Tak samo jest w przypadku lepszych i gorszych okresów dla rynku akcji. Po tym co wyżej napisałem postawiłbym dolary przeciwko orzechom, że w ciągu następnych 20 lat średnia miesięczna zmiana indeksu WIG20 od początku grudnia do końca lutego będzie wyższa od średniej z losowo wybranych trzech innych miesięcy. Ale analogicznego zakładu odnośnie do tylko jednego roku już bym nigdy nie przyjął.

O tym, że zachowanie rynku nie zawsze jest zgodne z tym modelowym, niech świadczy zeszły rok. Począwszy od skali rocznego wzrostu WIG20 (prawie dwukrotnie powyżej średniej), a skończywszy na tym, że fala hossy rozpoczęła się w maju. W modelowym zaś wykresie najlepszą strategią okazuje się znane z USA "sell in May and go away" (sprzedaj w maju i uciekaj). W 2005 roku półrocze rozpoczęte w maju przyniosło na giełdzie największe zyski. Mimo tych rozbieżności, dalej można zauważyć wzrosty na początku roku, październikową korektę czy też choćby mocną końcówkę roku.

Podsumowując - proszę traktować modelowy wykres zmian WIG20 w ciągu roku nie jako świętego Graala, ale jako wskaźnik mówiący o tym, ile dobrych informacji inwestorzy potrzebują do rozpoczęcia nowych zakupów (lub ograniczenia sprzedaży akcji - lepszy okres nie zawsze oznacza wzrosty, a może oznaczać tylko mniejsze spadki). Od grudnia do końca lutego często wystarczy rynkowi nie przeszkadzać. Z kolei w okolicy października (i tak będzie zapewne w 2006 roku) sejmowy hałas o kształt budżetu i słabość zachodnich parkietów zagłusza często wszystkie dobre informacje.

Ważny złoty

Reklama
Reklama

W ostatnim tygodniu tych dobrych wieści było jak na lekarstwo, a pojawiło się parę czynników mogących przeszkodzić wzrostom. Proszę jednocześnie nie zrozumieć, że były one bezpośrednią przyczyną trwającej cały tydzień korekty. Przegrzanie rynku sprzed tygodnia było tak duże (WIG20 oraz BUX wzrosły już więcej niż historycznie średnio robią w całym styczniu), że korekta na poprzednich pięciu sesjach była rynkowi niezbędna i paradoksalnie mogłaby przysłużyć się trwałości wzrostów. Mogłaby, gdyby nie mankament, jakim była struktura obrotów w czasie tych spadków, sugerująca rozpoczęcie dystrybucji papierów przez największych graczy.

Czego mogą się obawiać? Dwóch kwestii, mocno ze sobą powiązanych. Pierwsza to polityka, a druga to polityka... Ministerstwa Finansów. Wszystko związane z kursem złotego, a ten w momencie tak dużego zaangażowania na GPW zagranicznego kapitału staje się kluczowy dla giełdowej koniunktury. Od początku roku większość inwestorów grała na umocnienie złotego, co było bardzo korzystne dla rynku akcji. Perspektywa dużych zagranicznych emisji obligacji na rynki zagraniczne i wymiany przez MF tych środków na rynku międzybankowym, niezależnie od faktycznego wpływu tej operacji na rynek walutowy, sprawiała, że dla zagranicznych inwestorów ryzyko walutowe stawało się premią. Wymiana ministra finansów na Zytę Gilowską była jednocześnie dobrym momentem, by zrewidować politykę resortu i przerwać tę spiralę dławiącą polski eksport. Naciski słychać było od premiera począwszy, a na prezesie NBP skończywszy. Nawet jeśli żadnych zmian to nie przyniesie, to na rynku oczekiwania znacząco w tym tygodniu się zmieniły. A to już wystarczy.

Nie bez znaczenia dla złotego było też całe polityczne zamieszanie w Sejmie. Opisywać tego oczywiście nie ma sensu, choć warto zwrócić uwagę, że tak jak w przypadku zeszłorocznej wyborczej niepewności, każde rozwiązywanie obecnej patowej sytuacji w polityce będzie negatywnym czynnikiem (niepewność) jedynie w krótkim terminie. Destabilizacja sceny politycznej osiągnęła w tej chwili taki poziom, że zarówno zawarcie jakkolwiek egzotycznej koalicji, jak i rozpisanie nowych wyborów (co musi wyłonić większość - nawet przy takim samym podziale mandatów) może przynieść jedynie chwilowe zamieszanie na rynkach finansowych, a potem wyraźne odreagowanie. Polityczne problemy i trwalszy wpływ na rynki finansowe pojawi się dopiero przy projekcie budżetu na przyszły rok.

Inflacja i produkcja

Oczywiście, nie tylko polityka będzie mieć teraz wpływ na losy złotego. Już w poniedziałek o 16.00 poznamy dane o inflacji za grudzień, która ma spaść do jedynie +0,8%. Jednocześnie dostaniemy też dane o wzroście wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw. Należy oczekiwać wzrostu 3,5-4,5%. Serię publikacji rodzimych danych zakończy czwartkowa produkcja przemysłowa, która w grudniu ma wzrosnąć w okolicach +8,0%. W tych wszystkich danych widzę więcej szans niż zagrożeń. Rynek w tej chwili już niemal w pełni zdyskontował obniżkę stóp o 25 pb na styczniowym posiedzeniu. Wydaje się, że słusznie. Jeśli jednak wyżej wymienione dane "rozczarują" (wszystkie powyżej prognoz), a w polityce dalej będzie wrzeć, to pojawi się niepewność co do decyzji RPP, a to nie będzie służyć notowaniom złotego. O tym, jak zmienne potrafią być oczekiwania rynku, niech świadczy fakt, że w grudniu w ankiecie Reutera aż 8 z 16 analityków przewidywało utrzymanie kosztów pieniądza na niezmienionym poziomie w całym 2006 roku. Pozostali byli podzieleni między prognozy obniżek a podwyżek stóp.

Tak samo ja jestem trochę niepewny w wybieraniu kierunku giełdowych indeksów na następne dwa tygodnie. Nie uważam bowiem, że w ostatnim tygodniu oglądaliśmy już zakończenie hossy. Zbyt spokojnie, by się to odbyło. Nawet jeśli się mylę, to zanim ruszymy do głębszych spadków, musielibyśmy przejść przez nerwowy kilkutygodniowy czyściec konsolidacji. Akurat skończyłby się korzystny dla akcji okres. Na razie jest miejsce tylko na korektę do ważnego wsparcia na styczniowych dołkach Nic to w średnim terminie nie zmieni. Z kolei ani polityka, ani rynek walutowy nie będą na razie sprzyjać dalszym wzrostom. Powinniśmy na najbliższe dwa tygodnie utknąć między szczytami hossy a wspomnianym wsparciem. Choć bardzo szeroki to obszar, jak na mówienie o konsolidacji, to przecież odpowiada to ostatniej skali zmienności.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama