Najpoważniejszy rywal Orlenu i MOL-a może urosnąć o kilka rozmiarów. Austriacki koncern naftowy OMV przymierza się do fuzji z Verbundem, krajowym potentatem na rynku energetycznym. Z mariażu miałby powstać gracz ważny w skali całej Europy, którego wartość rynkowa byłaby bliska 30 mld euro.
Naftowo-gazowy koncern zapowiedział, że jest gotów zaoferować za Verbund "niewielką premię" w stosunku do bieżącej wyceny giełdowej energetycznej spółki. Jej wartość wynosi ok. 12 mld euro. Po tym, jak o przymiarkach do połączenia napisał dziennik "Kurier", akcje Verbundu urosły w poniedziałek o 2 proc. Wczoraj zostały już jednak przecenione.
O prawie 12 proc. w ciągu dwóch dni spadły notowania OMV. Inwestorzy i analitycy wątpią w sens budowania grupy naftowo-gazowo-energetycznej. Woleliby, żeby OMV dokonał kolejnych inwestycji w wydobycie i przerób ropy.
- Firmy samą wielkością nic nie zyskają. To dość głupi pomysł, ponieważ efekty synergii są nikłe - uważa Alfred Reisenberger, cytowany przez Bloomberga analityk z Banku Austria Creditanstalt w Wiedniu. Jedną z niewielu wymienianych korzyści, jakie OMV mógłby odnieść, jest zmniejszenie wahań wyników finansowych. Ceny elektryczności ostatnio są zdecydowanie bardziej stabilne niż ropy i gazu.
Motywy ekonomiczne mogą jednak przegrać z motywami politycznymi. W obu firmach państwo jest największym udziałowcem (w OMV ma 31,5 proc., a w Verbundzie - 51 proc. akcji), a władze są przychylne projektowi. Zdaniem ministra gospodarki Martina Bartensteina, z fuzji - do której przymiarki czyniono już na początku lat 90. - mógłby powstać koncern zdolny konkurować z największymi potęgami w Europie. Chodzi głównie o ekspansję w regionie Europy Wschodniej, na którą ochotę mają m.in. włoski potentat Enel, niemiecki E. ON czy rosyjski Gazprom. Każda z tych firm jest teraz co najmniej dwa razy większa od OMV.