Najważniejszym wydarzeniem ostatniego tygodnia była niewątpliwie dymisja Zyty Gilowskiej. To, co przez wiele tygodni wisiało nad rynkiem, w końcu stało się rzeczywistością. Cała sytuacja, jak to zwykle bywa, ma swoje plusy i minusy. Z jednej strony ucieka niepewność, której rynki nie lubią. Ciągłe straszenie dymisją nie było zdrowe. Z drugiej strony - pojawia się obawa o dalszy tok prac nad reformą finansów publicznych oraz bieżące działania ministerstwa. Plusem jest szybka decyzja co do następcy pani minister. Minusem - anonimowość następcy, Pawła Wojciechowskiego, dla większości. Można się tylko pocieszać, że to człowiek znający rynek finansowy od strony praktyki, a tym samym można liczyć na jego wyczucie w relacjach z inwestorami.
Cała ta sytuacja ma jednak i inny wymiar. Co by nie mówić, rząd stracił wyrazistą postać, której nie można było odmówić determinacji z dążeniu do własnych celów, a że cele te były szczytne rynek finansowy odbierał to pozytywnie. Nowy minister jest mniej znany, a tym samym z pewnością nie będzie obdarzony równie dużym kredytem zaufania. To w konsekwencji zmniejsza zaufanie do całego rządu. Strażnik państwowej kasy jest mniej pewny. Będzie oczywiście miał okazje się wykazać, ale na razie obawy pozostają. Razem z dymisją Gilowskiej szybko zapewniono o podtrzymaniu toku prac nad reformą finansów publicznych oraz powtórzono, że "kotwica budżetowa" będzie nadal sztywno utrzymywana. To miłe, ale to są tylko deklaracje. Nie wiadomo, jak silny jest minister Wojciechowski i jak będzie dawał sobie radę z pozostałymi ministrami, a zwłaszcza wicepremierami.
Cichy niepokój
o przyszłość
Rynki na zmianę w Ministerstwie Finansów zareagowały spokojnie, ale mimo wszystko daje się odczuć niepokój. Rynek akcji sobie nie radzi, a złoty słabnie. Wpisuje się to w obserwowany od jakiegoś czasu exodus kapitału zagranicznego z Polski, który jest częścią szerszej akcji wychodzenia z rynków wschodzących. Złoty słabł przecież nie tylko w ostatnim tygodniu, ale trwa to już jakiś czas. O spadkach na giełdzie nie trzeba nikomu przypominać. Warto pamiętać, że utrata wartości złotego jest jednym z elementów, które mogą wpłynąć na poziom inflacji. Ostatni ruch na złotym wzbudził pewien niepokój, ale szybko pojawiły się głosy, że poważniejszego osłabienia polskiej waluty nie należy oczekiwać. Jednym z takich uspokajających był w ubiegłym tygodniu Witold Orłowski, były doradca ekonomiczny prezydenta A. Kwaśniewskiego. Patrząc na wykresy można odnieść wrażenie, że to jeszcze nie koniec tego ruchu. Zatem może pojawić się wpływ na poziom cen, choć oczywiście nie jest to czynnik decydujący.