Reklama

Poziom 2400 punktów ostatnią nadzieją byków

W tej chwili liczenie na powrót do wzrostów na rynku akcji wydaje się bardziej myśleniem życzeniowym

Publikacja: 26.06.2006 10:24

Najważniejszym wydarzeniem ostatniego tygodnia była niewątpliwie dymisja Zyty Gilowskiej. To, co przez wiele tygodni wisiało nad rynkiem, w końcu stało się rzeczywistością. Cała sytuacja, jak to zwykle bywa, ma swoje plusy i minusy. Z jednej strony ucieka niepewność, której rynki nie lubią. Ciągłe straszenie dymisją nie było zdrowe. Z drugiej strony - pojawia się obawa o dalszy tok prac nad reformą finansów publicznych oraz bieżące działania ministerstwa. Plusem jest szybka decyzja co do następcy pani minister. Minusem - anonimowość następcy, Pawła Wojciechowskiego, dla większości. Można się tylko pocieszać, że to człowiek znający rynek finansowy od strony praktyki, a tym samym można liczyć na jego wyczucie w relacjach z inwestorami.

Cała ta sytuacja ma jednak i inny wymiar. Co by nie mówić, rząd stracił wyrazistą postać, której nie można było odmówić determinacji z dążeniu do własnych celów, a że cele te były szczytne rynek finansowy odbierał to pozytywnie. Nowy minister jest mniej znany, a tym samym z pewnością nie będzie obdarzony równie dużym kredytem zaufania. To w konsekwencji zmniejsza zaufanie do całego rządu. Strażnik państwowej kasy jest mniej pewny. Będzie oczywiście miał okazje się wykazać, ale na razie obawy pozostają. Razem z dymisją Gilowskiej szybko zapewniono o podtrzymaniu toku prac nad reformą finansów publicznych oraz powtórzono, że "kotwica budżetowa" będzie nadal sztywno utrzymywana. To miłe, ale to są tylko deklaracje. Nie wiadomo, jak silny jest minister Wojciechowski i jak będzie dawał sobie radę z pozostałymi ministrami, a zwłaszcza wicepremierami.

Cichy niepokój

o przyszłość

Rynki na zmianę w Ministerstwie Finansów zareagowały spokojnie, ale mimo wszystko daje się odczuć niepokój. Rynek akcji sobie nie radzi, a złoty słabnie. Wpisuje się to w obserwowany od jakiegoś czasu exodus kapitału zagranicznego z Polski, który jest częścią szerszej akcji wychodzenia z rynków wschodzących. Złoty słabł przecież nie tylko w ostatnim tygodniu, ale trwa to już jakiś czas. O spadkach na giełdzie nie trzeba nikomu przypominać. Warto pamiętać, że utrata wartości złotego jest jednym z elementów, które mogą wpłynąć na poziom inflacji. Ostatni ruch na złotym wzbudził pewien niepokój, ale szybko pojawiły się głosy, że poważniejszego osłabienia polskiej waluty nie należy oczekiwać. Jednym z takich uspokajających był w ubiegłym tygodniu Witold Orłowski, były doradca ekonomiczny prezydenta A. Kwaśniewskiego. Patrząc na wykresy można odnieść wrażenie, że to jeszcze nie koniec tego ruchu. Zatem może pojawić się wpływ na poziom cen, choć oczywiście nie jest to czynnik decydujący.

Reklama
Reklama

Banki centralne

nie zaskoczą

Nawet bez wpływu zmian kursu walutowego inflacja jest nieco wyższa od prognoz, jakie były stawiane jeszcze kilka miesięcy temu. Powoli rosną oczekiwania co do wielkości inflacji na koniec roku. W tym tygodniu podano informację o zwyżkujących miarach inflacji bazowej. Oczywiście nadal są one niskie, ale sam fakt zmiany jest już dość istotny. Dla kogo? Oczywiście dla Rady Polityki Pieniężnej. W tym tygodniu mamy jej posiedzenie. W środę zapewne dowiemy się, że stopy procentowe pozostaną na niezmienionym poziomie. Nikt już nie liczy, że dojdzie do cięcia. Czynników, które mogą wzbudzić obawy o wielkość inflacji jest już zbyt dużo. Na tyle dużo, że niektórzy oczekują podwyżki stóp jeszcze w tym roku. Ostatnio analitycy z J. P. Morgana po dobrych danych o dynamice produkcji przemysłowej podnieśli swoje oczekiwania co do wysokości stóp procentowych w Polsce. Ich zdaniem, jeszcze w tym roku RPP zdecyduje się na podniesienie stóp o 25 pkt bazowych, a w I kw. roku przyszłego ruch ten powtórzy.

Nie bez znaczenia jest tu fakt, że podobne ruchy mają miejsce w innych krajach. Oczywiście, najważniejsze są USA. Tu także w tym tygodniu ma zostać podjęta decyzja dotycząca wysokości stóp procentowych. I także w tym wypadku jest to decyzja już uznana przez rynek, jako pewna. Oczekuje się, że w czwartek Komitet Otwartego Rynku (FOMC) podniesie stopy o kolejne 25 pkt bazowych. Nie wszyscy ekonomiści się z tym zgadzają sygnalizując, że rosnące stopy procentowe negatywnie wpływają na dynamikę wzrostu gospodarczego. Szefowie banków rezerwy federalnej, a w szczególności sam Ben Bernanke, jasno dali do zrozumienia, że poziom inflacji jest dla nich ważniejszym problemem niż możliwe spowolnienie gospodarcze. Tym samym, gdy jeszcze kilka tygodni temu rozpatrywano możliwość pozostawienia stóp na niezmienionym poziomie, tak teraz cały rynek jest zgodny, że te zostaną podniesione.

Ciężkie czasy

dla polskich akcji

Reklama
Reklama

Dla polskich inwestorów niestety nie jest to dobra wiadomość. Narasta bowiem sygnalizowana tu od dłuższego czasu konkurencja na globalnym rynku kapitałowym. Wypływający z Polski kapitał jasno daje do zrozumienia, gdzie widzi szansę na korzystniejszą lokatę. I nie chodzi tu tylko o poziom ryzyka. Tak jak nigdy nie chodzi tylko o poziom zysku. Przy takich decyzjach bierze się pod uwagę relację obu czynników. Patrząc z punktu widzenia inwestora zagranicznego, jaki potencjalny zysk może przynieść inwestycja w Polsce i jakie ona pociąga za sobą ryzyko? Chyba wielu "czuje w kościach", że na rynku walutowym trwa właśnie korekta osłabiająca złotego, co dla inwestorów zza granicy jest czynnikiem obniżającym rentowność inwestycji w Polsce. Nie mniej ważny jest fakt choćby przewartościowania rynku akcji. Hossa na rynku surowcowym zgasła, a tym samym zabrakło czynnika podsycającego zakupy spółek z surowcami związanych.

W takiej sytuacji liczenie na powrót do wzrostów na rynku akcji wydaje się myśleniem życzeniowym. Być może będziemy mieli jeszcze próbę podniesienia rynku, ale nie daję jej większych szans na sukces. Wydaje się, że o hossie trzeba będzie zapomnieć. Wprawdzie jest jeszcze szansa na powrót do trendu, ale dotychczasowy przebieg notowań skutecznie ją zmniejsza. Popyt jest mizerny. Na całe szczęście podaż też nie jest wielka więc kursy wahają się w konsolidacji. Problem w tym, że konsolidacja w tej chwili nie jest najlepszym rozwiązaniem.

Trochę

techniki

Kluczowym wydarzeniem ostatnich tygodni był moim zdaniem spadek cen

pod poziom konsolidacji

Reklama
Reklama

z początku roku (wykres 1). To sprawia, że mówienie o hossie ma miałkie podstawy. Jedyną nadzieją byków może jeszcze jest scenariusz kanału wzrostowego (wykres 2). Problem w tym,

że nastroje nie są na tyle podłe, by oczekiwać szybkiego powrotu do wzrostu. Nikt jeszcze o bessie nie mówi, mimo że kilka argumentów za nią stoi. Sam nie wiem,

czy mamy bessę, ale przynajmniej rozważam taką możliwość i uważam, że teraz jest ona bardziej prawdopodobna niż powrót do hossy.

Przełamanie poziomu

2400 pkt (indeks) byłoby tylko tego potwierdzeniem.

Reklama
Reklama

Tu byki mają ostatnią szansę. Na razie popyt nie broni jej zbyt aktywnie, a powinien,

bo spadek może później być głęboki.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama