Nawet późniejsze wejście do strefy euro, planowane teraz na 2010 r., będzie dużym wyzwaniem - twierdzi szef łotewskiego banku centralnego. Barierą nie do pokonania może okazać się zbyt wysoka inflacja, będąca pokłosiem szybkiego wzrostu gospodarki.
Początkowo rząd Łotwy planował przyjęcie wspólnej waluty w 2008 r., ale realizację tego scenariusza uniemożliwiła szybko rosnąca gospodarka. W ubiegłym roku produkt krajowy brutto powiększył się o 10,2 proc., a w I kwartale 2006 r. tempo wzrostu PKB wyniosło 13,1 proc.
Szybciej niż poprzednio rosną też ceny i inflacja zmusiła rząd do przesunięcia daty wstąpienia do eurolandu. To samo uczyniły Litwa i Estonia.
Przez 25 kolejnych miesięcy roczna stopa inflacji na Łotwie wynosiła ponad 6 proc., a w czerwcu było 6,3 proc. - Mamy najszybszy wzrost w Europie i płacimy za to inflacją - twierdzi prezes banku centralnego Ilmars Rimsevics. Kraj starający się o wejście do eurolandu nie może mieć wyższej inflacji niż trzy kraje strefy wspólnej waluty o najniższej dynamice wzrostu cen. W maju ten próg wynosił 2,6 proc.
Bloomberg