W piątek po raz pierwszy o proponowanym sojuszu General Motors z Renault i Nissanem rozmawiali szefowie tych firm Rick Wagoner i Carlos Ghosn. Spotkali się w Detroit, gdzie amerykański kolos GM ma swoją siedzibę.
Ghosn, który odniósł wielki sukces ratując kilka lat temu z opresji japońskiego Nissana, w wywiadzie dla gazety "Le Monde" opublikowanym w przeddzień spotkania z Wagonerem, powiedział, że trzeba przedyskutować, co współpraca z GM może przynieść, określić jej warunki i ramy organizacyjne.
Szef Nissana i Renault podkreślił w rozmowie z paryskim dziennikiem, że sojusz francusko-japoński ma charakter otwarty. Kiedy Jerry York, bliski współpracownik Kirka Kerkoriana, udziałowca GM, zapytał go, czy możliwe jest wejście trzeciego partnera, odparł, że tak. Zależy mu, aby propozycja aliansu była w GM traktowana jako oferta przyjazna.
Wielkim zwolennikiem współpracy z Renault i Nissanem jest Kerkorian, właściciel prawie 10-proc. pakietu General Motors. Uważa, że GM może z niej odnieść duże korzyści. Ten inwestor znany jest z tego, że umie skłonić zarządy spółek, w których ma udziały, do większej troski o portfele akcjonariuszy. Czy Ghosn nie obawia się, że Kerkorian potraktuje go instrumentalnie? Szef Renault i Nissana na takie pytania odpowiada dyplomatycznie, że co najmniej w jednym są zgodni: jest okazja do wykorzystania.
Inaczej widzą to analitycy. Specjaliści niemieckiego Commerzbanku wprawdzie dostrzegają korzyści takiego sojuszu w długim terminie, natomiast, ich zdaniem, GM, który w ubiegłym roku stracił 10,6 miliarda dolarów, wymaga natychmiastowych rozwiązań.