Eksperci powtarzają, że rola domów maklerskich przeprowadzających oferty pierwotne nie jest łatwa. Brokerzy muszą bowiem pogodzić interesy zarówno spółek wchodzących na parkiet, jak i inwestorów giełdowych. A te - szczególnie jeśli chodzi o cenę emisyjną - są sprzeczne. Gracze chcą bowiem kupić walory jak najtaniej, a emitent - sprzedać akcje jak najdrożej. Jak zatem domy maklerskie przyczyniają się do tego, by debiut był udany, a zarząd spółki zadowolony?
Różny zakres umowy
O tym, co broker ma zrobić, aby nazwa spółki znalazła się na tablicy notowań giełdowych, dokładnie decyduje umowa. Niektóre domy maklerskie proponują kompleksowe usługi, inne nie oferują na przykład sporządzenia prospektu emisyjnego. Oczywiście, kontrakt między spółką a brokerem musi zawierać pewne minimum.
- Ktoś przecież musi przyjąć wpłaty od inwestorów, którzy chcą kupić papiery w ofercie pierwotnej. Ktoś musi także przydzielić akcje. A do tego ten ktoś musi być godny zaufania - mówi Paweł Śliwiński, wiceprezes Inwest Consulting, firmy doradztwa kapitałowego, która w czwartek zadebiutowała na warszawskiej giełdzie. Pełen zakres usług, jakie broker może przeprowadzić dla spółki o giełdowych aspiracjach, zawiera także m. in.: wyjaśnienie kierownictwu szans i zagrożeń płynących z zostania spółką publiczną, sporządzenie prospektu emisyjnego, przeprowadzenie zarządu przez wszelkie procedury, np.: włączenie do systemu ESPI (oficjalnej strony Polskiej Agencji Prasowej, zawierającej informacje ze spółek publicznych; ESPI to system, za pośrednictwem którego spółki przekazują wszystkie komunikaty wynikające z obowiązków informacyjnych), rozliczenie transakcji i przekazanie dokumentów do Krajowego Depozytu Papierów Wartościowych oraz zostanie animatorem papierów emitenta. Co jest najważniejsze?
Dla początkujących...