Ropa naftowa wczoraj drożała, a głównym powodem zwyżki było nieudane spotkanie w Rzymie w sprawie natychmiastowego zawieszenia działań wojennych między Izraelem a działającym w Libanie ugrupowaniem Hezbollah.

Brent w Londynie po południu kosztowała 74,13 za baryłkę, 85 centów więcej niż na zamknięciu transakcji we wtorek. Cena od poprzedniej środy wzrosła tylko o 23 centy.

Rekord na rynku ropy padł 14 lipca, kiedy cena wzrosła do 78,40 USD, gdyż obawiano się rozszerzenia zasięgu konfliktu na Bliskim Wschodzie. Rynkiem tego surowca nadal w większym stopniu rządzą obawy natury geopolitycznej, a nie jego sytuacja fundamentalna, dlatego cena utrzymuje się powyżej 70 dolarów. Na wszelki wypadek kupuje się więcej ropy niż wynika to z potrzeb - twierdzą niektórzy analitycy tego rynku.

Ważny jest też stan zapasów paliwa w USA. W tygodniu zakończonym 21 lipca spadły tam zapasy benzyny. Zmniejszyły się o 3,16 mlnbaryłek do 211 mln. Był to największy spadek od kwietnia. Analitycy ankietowani przez Bloomberga byli wyjątkowo podzieleni co do kierunku zmian zapasów i na podstawie ich prognoz nie udało się określić przeważającej wśród nich tendencji. Zapasy ropy zwiększyły się o 30 tys. baryłek do 335,5 mln. Spodziewano się spadku o pół miliona baryłek.

Gracze reagowali też na informacje włoskiego koncernu naftowego Eni. Ta czwarta w Europie firma w branży ma kłopoty w południowej Nigerii. Na skutek ataków partyzantki zmalało wydobycie surowca z tamtejszych złóż.