Hiszpania wciąż jest najszybciej rozwijającą się spośród dużych gospodarek europejskich. W minionym kwartale tempo wzrostu przyspieszyło do 3,6 proc., z 3,5 proc. kwartał wcześniej - podał wstępnie Bank Hiszpanii. W porównaniu z pierwszymi trzema miesiącami gospodarka wzrosła o 0,9 proc.
Boom trwa już kilka lat i w największej mierze jest zasługą sektora budowlanego. Koniunkturę w tej branży napędzają niskie koszty kredytu. Dzięki temu, że inflacja bazowa w Hiszpanii wynosi ok. 4 proc. i jest wyższa od stóp procentowych ustalanych przez Europejski Bank Centralny, realne stopy procentowe dla Hiszpanów są ujemne.
Popyt na nowe domy i mieszkania kreują m.in. imigranci i rzesze inwestorów zagranicznych, którzy chcą wykorzystać fakt, że przez ostatnie 10 lat hiszpańskie nieruchomości podrożały trzykrotnie. Deweloperzy okrzepli i coraz śmielej wychodzą za granicę. Najlepszym przykładem jest przejęcie operatora brytyjskich lotnisk BAA przez Ferrovial, drugą firmę budowlaną na hiszpańskim rynku. Inwestor strategiczny warszawskiego Budimeksu wyłoży za BAA aż 10,6 mld funtów.
Świetną passę notują też hiszpańscy eksporterzy. W I kwartale wartość hiszpańskiego eksportu zwiększyła się o 12 proc. Choć w ostatnich trzech miesiącach dynamika była już mniejsza, sprzedaż towarów za granicę wciąż pomaga w podtrzymaniu koniunktury - podkreślił Bank Hiszpanii. Tyle tylko, że import rośnie w jeszcze bardziej zawrotnym tempie.
Dlatego wartość deficytu Hiszpanii na rachunku obrotów bieżących sięgnęła już 7,6 proc. PKB i w ujęciu dolarowym większa jest tylko w Stanach. Gdyby Hiszpania wciąż miała pesety a nie euro, waluta byłaby narażona na mocne spadki. Ekonomistów niepokoi też to, że im dłużej boom się utrzymuje, tym twardsze może być lądowanie. Według prognoz banku BBVA, sektor budowlany może czekać w 2009 r. nawet 6-proc. spadek inwestycji, co będzie mieć negatywne konsekwencje dla całej gospodarki.