Ceny miedzi wzrosły w piątek na początku notowań w Londynie o ponad 2 proc. Później metal ten trochę staniał, ale i tak był to pierwszy od pół miesiąca tydzień wzrostu cen miedzi. Przyczyniły się do tego obawy, że niepokoje pracownicze, które już doprowadziły do zamknięcia największej na świecie kopalni miedzi Escondida, mogą rozprzestrzenić się na inne zakłady wydobywcze, co spowoduje dalsze zmniejszanie dostaw tego metalu na rynek. Ponieważ nie należy oczekiwać gwałtownego zmniejszenia popytu, ograniczenie podaży musi doprowadzić do wzrostu cen. Robotnicy Escondidy przystąpili do strajku 7 sierpnia. Zarząd BHP Billiton ostrzegł, że wkrótce mogą do nich przyłączyć się górnicy ze Spence, innej chilijskiej kopalni należącej do tej spółki. Jej moce produkcyjne sięgają 220 tys. ton miedzi rocznie.

Na jesieni mają też rozpocząć się negocjacje płacowe w państwowym chilijskim przedsiębiorstwie Codelco, największym producencie miedzi na świecie. Wcześniej strajkowali pracownicy kopalni należących do Grupo Mexico. W rezultacie miedź zdrożała ponad dwukrotnie w ciągu minionych 12 miesięcy.

W najnowszym raporcie UBS, analitycy surowcowi tego szwajcarskiego banku prognozują, że w tym roku produkcja miedzi będzie o 200 tys. ton mniejsza od popytu.

Pod koniec piątkowych notowań na LME kontrakty terminowe z dostawą za trzy miesiące kosztowały 7520 USD za tonę, o 90 USD więcej niż na zamknięciu dzień wcześniej. Na koniec minionego tygodnia kontrakty te kosztowały w Londynie 7480 USD.