Reklama

Klienci martwią się o swoje pieniądze w Netforeksie

Nawet kilkudziesięciu osobom Serwis Finansowy Netforex - firma inwestująca na rynku walutowym - może być winien pieniądze. To informacje od klientów, którzy nie mogą odzyskać oszczędności

Publikacja: 02.09.2006 08:40

Pierwsze problemy z wypłatami pojawiły się w 2005 roku. Spółka zwlekała z nimi, tłumacząc, że winny jest system informatyczny, który się zaciął, że brakuje danych na temat zleceń itd., itp. Z trudem wydobyliśmy pieniądze na podatek dochodowy od zysków inwestycyjnych z poprzedniego roku - mówi jeden z klientów Serwisu Finansowego Netforex. Netforex ma siedzibę w warszawskim hotelu Marriott. Posiada też swoją stronę internetową. Zgodnie z Krajowym Rejestrem Sądowym, spółka należy do Wojciecha Kocińskiego i Jacka Cićkiewicza, którzy jednocześnie pełnią funkcje członków zarządu. We wrześniu 2005 r. ze spółki wycofał się trzeci udziałowiec - Władysław Kociak, właściciel warszawskiej hurtowni farmaceutycznej. W jakich okolicznościach? Tego nie udało się nam dokładnie ustalić. Były współwłaściciel Netforeksu powiedział nam tylko, że był zarówno udziałowcem, członkiem zarządu, jak i klientem spółki, a koledzy są mu winni kilka milionów złotych. Zapewniał, że wierzy w restrukturyzację firmy i w to, że odzyska pieniądze. Jego byli partnerzy w biznesie zaprzeczają, aby Netforex był mu winny pieniądze. Twierdzą poza tym, że dopiero po tym, jak wycofał się z interesu, mogli podjąć rozmowy z poważnym inwestorem o dokapitalizowaniu spółki.

- Kilkanaście miesięcy temu wypowiedzieliśmy Netforeksowi umowę i od tamtego czasu nie możemy odzyskać pieniędzy - żali się nam tymczasem jeden z klientów. Nie chce podawać swojego imienia i nazwiska, bo umowa, którą podpisał, zawiera punkt zobowiązujący do zachowania w tajemnicy warunków współpracy przez kilka lat. Według Wojciecha Kocińskiego i Jacka Cićkiewicza, taka klauzula to nic dziwnego w "takim biznesie". Dzięki niej - jak mówią - nikt niepowołany nie pozna danych osobowych, zainwestowanych kwot czy numerów kont klientów.

Już ponad sześćdziesięciu

poszkodowanych

Grono znanych nam poszkodowanych osób stopniowo się jednak poszerza. Według informacji uzyskanych od jednej z nich, jest ich w sumie ponad 60, z czego kilku klientów wpłaciło do Netforeksu kwoty przekraczające milion złotych.

Reklama
Reklama

Niektórzy imają się znanych sposobów na odzyskanie pieniędzy. W warszawskim sądzie upadłościowym czeka na rozpatrzenie już drugi wniosek o ogłoszenie bankructwa firmy. Rozprawę wyznaczono na 12 września.

Pierwszą sprawę o upadłość Netforeksu umorzono w czerwcu tego roku. Spółka spłaciła część długu, jaki miała wobec jednej z klientek, a ta wycofała pozew. Chodziło jednak o relatywnie niewielkie pieniądze - kilkadziesiąt tysięcy złotych.

Drugi wniosek złożyli w lipcu mieszkańcy podwarszawskich Łomianek. Jak wynika z akt sprawy, rozpoczęli współpracę z serwisem w 2003 r., a w ubiegłym roku podpisali nową umowę, powierzając firmie kilkaset tysięcy złotych. W tym roku chcieli wycofać zarówno wkład, jak i zyski - bezskutecznie. Do akt sprawy sąd dołączył także pytania od pełnomocnika innego klienta Netforeksu.

Częściowe spłaty nie wchodzą w grę

Czy wierzyciele mogą liczyć na to, że Netforex odda im pieniądze przed rozprawą? Ich prawnik, Marcin Pakosz, pozostawił bez komentarza nasze pytanie, czy strony próbują dojść do porozumienia. Można się domyślać, że tak.

Inny klient Netforeksu usłyszał jednak, że częściowe spłaty pojedynczych osób nie wchodzą w grę. Szefowie firmy zaproponowali mu porozumienie - tak jak i innym wierzycielom. Chodziło o rozłożenie spłaty zobowiązań w czasie. Deklarowali, że jeśli nie uda się do tego rozwiązania przekonać 80 proc. z nich, przychylą się do wniosku o upadłość. W rozmowie z nami zapewnili, że nie mają takiego zamiaru, kończą "restrukturyzację" firmy, a wnioski złożone przez wierzycieli określili jako "szantaż" i "wywieranie presji". Ile pieniędzy znajduje się na kontach Netforeksu? Nie wiadomo. Szefowie firmy odmówili odpowiedzi na to pytanie, podobnie jak na kilka innych: jaka jest wartość przeterminowanych bądź wymagalnych zobowiązań Netforeksu, ile są warte aktywa spółki, ilu ma wierzycieli, ilu z nich wytoczyło firmie procesy, a ilu weszło w spór przed Sądem Arbitrażowym i czy to prawda, że spółka lub wspólnicy mają zobowiązania wobec byłego udziałowca. Brak odpowiedzi tłumaczyli bezpieczeństwem klientów.

Reklama
Reklama

Prezes zdziwiony

Po raz pierwszy o Netforeksie usłyszeliśmy w maju. Już wtedy poprosiliśmy zarząd firmy o spotkanie. - Zaległości dotyczą poniżej dziesięciu osób. Regulujemy je stopniowo i sądzę, że zrobimy to do końca roku - zapewniał wówczas prezes Netforeksu. Podtrzymał to zdanie również wtedy, gdy spotkaliśmy się po raz drugi - na początku sierpnia.

Zastrzegał, że firmie nie zależy na rozgłosie, czyli "na prasie". Szefowie Netforeksu dziwili się nie tylko temu, że prasa interesuje się ich działalnością. Przyglądała się jej już wtedy Komisja Papierów Wartościowych i Giełd, która umieściła firmę na stronie internetowej z ostrzegawczą listą podmiotów mogących działać niezgodnie z prawem. - Jesteśmy zdziwieni, że tak siź stało. Trwają wyjaśnienia - mówił wiceprezes. Wspominał też o stanowisku, które zarząd uzyskał od KPWiG, potwierdzające, że firma działa zgodnie z prawem.

- Nie udzielaliśmy odpowiedzi na pytania Serwisu Finansowego Netforex. Kierowano do nas ogólne zapytania na temat działalności tego rodzaju firm, ale nazwa spółki nigdy nie padła - stwierdził Łukasz Dajnowicz, rzecznik KPWiG.

- Według wiedzy i opinii spółki, w świetle posiadanych informacji działamy zgodnie z prawem - ripostował wiceprezes Netforeksu, gdy przekazaliśmy mu ostatnio słowa rzecznika Komisji.

Licencja (nie) potrzebna

Reklama
Reklama

Arkadiusz Grabalski, prawnik reprezentujący Netforex w kontaktach z KPWiG, potwierdza słowa wiceprezesa. Jest jednak pewne "ale". Jego kancelaria, jak twierdzi, zwracała się do Komisji z pytaniem, czy Netforeksu dotyczą przepisy o działalności maklerskiej (wówczas powinien mieć licencję), czy też nie. Arkadiusz Grabalski twierdzi, że w 2004 r. i 2005 r. KPWiG uznała, że działalność firmy nie wymaga licencji. Za drugim razem urząd zastrzegł jednak, że będzie dalej zajmował się tą kwestią. Kancelaria po raz trzeci poprosiła o opinię, ale do tej pory jej nie uzyskała. Arkadiusz Grabalski podkreśla, że przepisy o działalności maklerskiej w starym i nowym prawie brzmią tak samo. Jego zdaniem, Komisja zwleka z odpowiedzią, bo po wydarzeniach wokół WGI Domu Maklerskiego woli dmuchać na zimne.

Wszystko przez prawo

Trudno ocenić, czy to właśnie przepisy mają największe znaczenie w historii Netforeksu, bo jego właściciele nie chcieli powiedzieć, w jaki sposób inwestowali i inwestują pieniądze klientów ani jakie wyniki osiągają. Zapewnili nas jedynie, że to nie stratne inwestycje wpędziły ich w kłopoty, a właśnie "zmiany legislacyjne". To samo mówili także klientom. Na początku sierpnia tłumaczyli jednemu z nich, że 2005 r. był okresem "niepewności prawnej" i że nie podpisywali nowych umów z klientami od połowy 2004 r. 24 października 2005 r. weszły w życie trzy ustawy regulujące działalność na rynku kapitałowym. Również w październiku zarząd Netforeksu zawiesił wykonywanie umów o pośrednictwo finansowe. Taką możliwość spółka zagwarantowała sobie w tych kontraktach, gdyby zmieniło się prawo. Wiele osób zareagowało wtedy panicznie, wypowiedziało firmie umowy i zażądało wypłaty pieniędzy. Fakt, że stało się to w krótkim czasie, zachwiał płynnością Netforeksu.

Jak mówią klienci, właściciele firmy nie ukrywali, że potrzebują pomocy z zewnątrz. Najlepiej pożyczkodawcy. Właściciele pytani przez "Parkiet", czy szukają inwestora dla Netforeksu, najpierw zaprzeczali, potem zmienili zdanie. Teraz, przekonuje zarząd, jest szansa, że firma zostanie doinwestowana, a klienci spłaceni do końca roku.

Tajna umowa pośrednictwa

Reklama
Reklama

Jeden z paragrafów umowy, którą Serwis Finansowy Netforex zawierał z klientami, gwarantował spółce, że kontrahent nie ujawni nikomu treści kontraktu. Właściciele Netforeksu tłumaczyli, że w ten sposób chronią klientów. Zapis spowodował, że nasi rozmówcy bali się wystąpić z imienia i nazwiska.

pytania do przedstawiciela Netforeksu

Zyski bez gwarancji

Zadzwoniliśmy na numer, który znajduje się na stronie internetowej serwisu Netforeksu, aby zapytać o warunki współpracy klienta

z firmą. Oto, co usłyszeliśmy.

Reklama
Reklama

Dzień dobry, czy to Netforex?

Tak, słucham.

Na Waszej stronie internetowej jest napisane, że pośredniczycie w zawieraniu transakcji na rynku forex i pomagacie w wyznaczeniu najdogodniejszych momentów inwestycji.

Co Pana interesuje?

Chciałbym zacząć inwestować na foreksie, tylko nie wiem, jakie warunki trzeba spełnić.

Reklama
Reklama

Czy ewentualnie pofatygowałby się Pan do siedziby firmy?

Mógłbym, ale jeszcze nie wiem, czy warto.

Jeżeli chodzi o czyste pośrednictwo na foreksie, to nie ma takiej możliwości. Czy jest Pan świadomy ryzyka, jakie jest związane z taką grą?

Grałem kiedyś na giełdzie i wiem, że można stracić.

Można nawet stracić więcej, niż się ma. Z tymi inwestycjami wiąże się spore ryzyko, ale przez telefon nie jestem w stanie udzielić Panu wyczerpujących informacji.

Po tym, jak upadł WGI Dom Maklerski, boją się powierzać pieniądze takim firmom. Czy jesteście nadzorowani?

My nie jesteśmy objęci nadzorem. Nie ma takiej konieczności.

To jak gwarantujecie bezpieczeństwo swoim klientom?

Takiej gwarancji nie ma.

Ale nie chodzi mi o ochronę przed ryzykiem inwestycyjnym.

My nie działaliśmy, nie działamy i nie będziemy działać tak, jak WGI.

A może mi Pan chociaż powiedzieć, jak wygląda konstrukcja inwestowania za Waszym pośrednictwem na foreksie?

Wszystko na spotkaniu. Jest kilka możliwości, ale ja - nie wiedząc dokładnie, jakie ma Pan potrzeby - nie jestem w stanie przez telefon udzielić pełnej informacji.

A ile mógłbym u Was zarobić?

Jesteśmy w stanie generować zyski powyżej tego, co jest na rynku, wykorzystując instrumenty rynku walutowego. Szczegóły umowy z klientem są indywidualnie negocjowane. Nie ukrywam, że środki nie są dostępne na bieżąco.

Co to znaczy?

My się umawiamy na konkretny okres.

To znaczy, że miałbym pieniądze do Was przynieść i Wy byście je inwestowali?

Wszystkie szczegóły możemy ustalić na spotkaniu.

Co znaczy "zyski powyżej rynku"?

Widzi Pan, jaka jest stopa zwrotu z rynku pieniężnego?

Kilka procent?

To nie będzie kilka procent, będzie trochę więcej.

A jak długi byłby okres takiej inwestycji?

Minimum rok.

I Wy to inwestujecie na foreksie?

Są to transakcje kupna-sprzedaży różnych par walut.

A jakie koszty się z tym wiążą?

To wszystko są indywidualne negocjacje.

Ale płaci się Wam jakieś prowizje od zysku?

Tak jak powiedziałem. Zapraszam Pana do nas. Jesteśmy w stanie się dostosować do Pana oczekiwań. Jeżeli Pan chce indywidualnie pobawić się kilkudziesięcioma tysiącami złotych, to na rynku również jest szeroka oferta platform transakcyjnych, gdzie może Pan na własny rachunek, na własne ryzyko zawierać transakcje.

Czy gwarantujecie dodatnią stopę zwrotu?

Gwarancji nie ma. Umowa jest zawarta na czas określony. Minimum na rok, bez możliwości dostępu do bazy kapitałowej, którą Pan w momencie zawarcia umowy określa.

Rozmowa Parkietu z Władysławem Kociakiem,

byłym udziałowcem Serwisu Finansowego Netforex

Nic nie zarobiłem

Był Pan udziałowcem Serwisu Finansowego Netforex?

Tak.

I wycofał się Pan ze spółki w ubiegłym roku?

Tak.

Dlaczego?

Wycofałem się, bo sprzedałem udziały kolegom.

Sądzi Pan, że Pana decyzja mogła wpłynąć negatywnie na sytuację Netforeksu? KrążSądzę, że za własne.

Był Pan tylko udziałowcem czy także klientem Netforeksu?

Też klientem.

Dużo udało się Panu zarobić na foreksie przez ten czas?

Nic nie zarobiłem.

I nie ma Pan żalu?

To jest gra. Raz się zarabia, raz traci.

Czy Netforex jest Panu winny pieniądze?

Tak.

Duże?

Duże.

Jak duże? Kilka milionów, kilkanaście?

Kilka.

Liczy Pan na to, że je Pan odzyska?

Mam taką nadzieję, stąd takie, a nie inne moje postępowanie.

Dochodzi Pan tych pieniędzy od firmy?

Nie chcę swoim kolegom szkodzić.

Skąd wiźc nadzieja, że je Pan odzyska?

Koledzy próbują zrestrukturyzować firmę, podpisują konkretne umowy...

Dużo czasu dał Pan im na restrukturyzacjź?

Trzy lata.

W co Panowie inwestowaliście?

W spoty, w kontrakty terminowe.

Ma Pan duże doświadczenie w tej dziedzinie?

Pracuję tak już kilka lat. Dokonuję wymiany walut. Nie wiem, czy można to nazwać doświadczeniem.

Czy Pana inwestycje na foreksie zaszkodziły hurtowni?

Nie. To zupełnie dwa różne biznesy.

Rozmowa nie była autoryzowana. Nasz rozmówca nie żądał jej autoryzacji. Uznaliśmy jednak, że ze względu na wagę sprawy powinien mieć możliwość zweryfikowania swoich wypowiedzi. Odmówił. Postanowiliśmy opublikować zapis rozmowy, oceniając, że poglądy w niej wyrażone mogą mieć znaczenie dla klientów Netforex, którzy są zaniepokojeni sytuacją przedsiębiorstwa.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama