Lech Kaczyński podpisał wczoraj z prezydentem Litwy Valdasem Adamkusem deklarację o współpracy energetycznej obu krajów. Dotyczy ona głównie budowy wspólnego mostu energetycznego. Projekt ma dostać dofinansowanie z Unii Europejskiej jako jedna z części tzw. "energetycznego pierścienia bałtyckiego". Przez nasz rząd połączenie Polska-Litwa jest forsowane jako jedno z przedsięwzięć mających zwiększyć bezpieczeństwo dostaw prądu dla Polski.
Tymczasem eksperci z branży elektroenergetycznej mówią, że w każdej chwili zagraża nam kryzys podobny do tego, który mieliśmy w czerwcu i lipcu. W najgorszych chwilach na rynku brakowało nawet 5000 MW rezerw mocy.
Oznacza to, że bilans energetyczny pogorszył się o 25 proc. Polskie Sieci Elektroenergetyczne-Operator musiały sprowadzać energię z systemu szwedzkiego, niemieckiego i słowackiego po o wiele wyższych niż u nas cenach. Niedobór nadwyżek mocy, który wystąpił w lecie, nie był spowodowany wyłącznie upałami. Okazuje się, że zwiększone zapotrzebowanie na prąd obnażyło inne wady naszego systemu elektroenergetycznego. Tomasz Kowalak, p.o. dyrektora departamentu taryf Urzędu Regulacji Energetyki, zwraca uwagę na to, że w lipcu bloki o mocy ok. 3000 MW były wyłączone na czas remontu. To prawie 10 proc. wszystkich mocy zainstalowanych w Polsce. Wystąpiły też trudności z przesłaniem energii elektrycznej na północ Polski, gdzie wystąpiły największe awarie. Sieć przesyłowa nie była w stanie temu podołać.
Resort gospodarki liczy, że dzięki budowie mostu Polska-Litwa uda się zdobyć pieniądze na rozbudowę naszych linii energetycznych. Strona litewska chciałaby rozpocząć realizację tego przedsięwzięcia już w przyszłym roku. Jednak zdaniem naszych urzędników, możliwe będzie tylko przeprowadzenie niezbędnych analiz i przygotowań prawnych. Budowa mogłaby zakończyć się dopiero w 2013-2015 roku.