Według informacji "Parkietu", posiadacze przynajmniej 17 proc. akcji Polmosu Białystok nie będą odpowiadać na wezwanie ogłoszone przez CEDC. To dominujący inwestor producenta Żubrówki. Ma blisko 66 proc. akcji i chce skupić pozostałe, płacąc 85,25 zł za każdą. Wśród niezadowolonych z oferty są również inwestorzy instytucjonalni. Uważają, że rynkowa wycena Polmosu Białystok źle odzwierciedla realną wartość firmy. Szacują cenę jednaj akcji na 100-125 zł.

Mniejszościowi akcjonariusze, dysponując odpowiednią liczbą głosów i pomocą Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych, chcą zwołania nadzwyczajnego walnego zgromadzenia. Domagają się powołania rewidenta do spraw szczególnych. Miałby on dokładnie zbadać sytuację w spółce i odpowiedzieć na pytanie, czy wycena przedstawiona przez CEDC oraz poparta przez zarząd nie jest zbyt niska. Poza tym chcą sprawdzić, czy nie dochodziło do transferu zysków do głównego udziałowca. Mali inwestorzy uważają, że odkąd w Polmosie Białystok pojawił się amerykański inwestor, spółka nie udostępnia im istotnych informacji dotyczących jej funkcjonowania. Przedstawiciele akcjonariuszy mniejszościowych nie zostali też dopuszczeni do rady nadzorczej, w której są osoby związane z prezesem CEDC Williamem Careyem (jest przewodniczącym).