New York Stock Exchange łączy się z Euronextem. W Chicago dochodzi do fuzji dwóch wielkich giełd towarowych i instrumentów pochodnych. Nasdaq inwestuje w londyńską LSE. Jaki będzie efekt konsolidacji na światowym rynku kapitałowym?
Jeśli popatrzymy na światowe giełdy i instytucje finansowe, dostrzeżemy, że znajdują się w okresie przejściowym. Na końcu rozpoczynającego się właśnie procesu powinno pozostać tylko kilka wielkich, globalnych rynków i bardzo wiele lokalnych. New York Stock Exchange jest największą na świecie giełdą akcji, o łącznej kapitalizacji notowanych na niej spółek, wynoszącej 23 biliony dolarów. Po połączeniu z Euronextem, który jest największym w Europie rynkiem akcji i drugim, jeśli chodzi o rynek instrumentów pochodnych, stworzymy pierwszy, prawdziwie globalny rynek. Ten model będą też naśladować mniejsze od naszej instytucje finansowe. Fuzja NYSE-Euronext jest też w logiczny sposób otwarta na Tokio. Efektem może więc być połączenie największych rynków denominowanych w euro, dolarach i jenach. Oczywiście, istnieją także inne atrakcyjne miejsca na świecie, na przykład Chiny, ale sądzę, że strategicznym celem powinno być stworzenie możliwości prowadzenia operacji i swobodnego przepływu kapitału na tych trzech największych na świecie rynkach.
Jak wygląda w tej chwili współpraca z giełdami azjatyckimi?
Nie mogę na razie mówić o szczegółach, ale z tokijską giełdą łączą nas bardzo dobre stosunki. Znam jej szefa od wielu lat, rozmawiamy na wiele tematów. Jeśli chodzi o inne rynki - podpisaliśmy memoranda o współpracy z wieloma i mamy z nimi bardzo dobre relacje. Nie wiadomo, jak długo taki stan się utrzyma, ale na razie prowadzimy dialog z rynkami azjatyckimi. W ciągu najbliższych kilku lat do rangi poważnych rynków urosną z pewnością Chiny i Indie. Będziemy się im przyglądać.
Wiele małych i średnich giełd obawia się wchłonięcia przez globalnych graczy. Czy, Pana zdaniem, jest to nieunikniony proces?