Reklama

Jest miejsce dla kilku globalnych rynków i lokalnych giełd

John Thain, dyrektor generalny New York Stock Exchange, rozmawia z przedstawicielami wybranych gazet finansowych, w tym "Parkietu"

Publikacja: 20.11.2006 09:54

New York Stock Exchange łączy się z Euronextem. W Chicago dochodzi do fuzji dwóch wielkich giełd towarowych i instrumentów pochodnych. Nasdaq inwestuje w londyńską LSE. Jaki będzie efekt konsolidacji na światowym rynku kapitałowym?

Jeśli popatrzymy na światowe giełdy i instytucje finansowe, dostrzeżemy, że znajdują się w okresie przejściowym. Na końcu rozpoczynającego się właśnie procesu powinno pozostać tylko kilka wielkich, globalnych rynków i bardzo wiele lokalnych. New York Stock Exchange jest największą na świecie giełdą akcji, o łącznej kapitalizacji notowanych na niej spółek, wynoszącej 23 biliony dolarów. Po połączeniu z Euronextem, który jest największym w Europie rynkiem akcji i drugim, jeśli chodzi o rynek instrumentów pochodnych, stworzymy pierwszy, prawdziwie globalny rynek. Ten model będą też naśladować mniejsze od naszej instytucje finansowe. Fuzja NYSE-Euronext jest też w logiczny sposób otwarta na Tokio. Efektem może więc być połączenie największych rynków denominowanych w euro, dolarach i jenach. Oczywiście, istnieją także inne atrakcyjne miejsca na świecie, na przykład Chiny, ale sądzę, że strategicznym celem powinno być stworzenie możliwości prowadzenia operacji i swobodnego przepływu kapitału na tych trzech największych na świecie rynkach.

Jak wygląda w tej chwili współpraca z giełdami azjatyckimi?

Nie mogę na razie mówić o szczegółach, ale z tokijską giełdą łączą nas bardzo dobre stosunki. Znam jej szefa od wielu lat, rozmawiamy na wiele tematów. Jeśli chodzi o inne rynki - podpisaliśmy memoranda o współpracy z wieloma i mamy z nimi bardzo dobre relacje. Nie wiadomo, jak długo taki stan się utrzyma, ale na razie prowadzimy dialog z rynkami azjatyckimi. W ciągu najbliższych kilku lat do rangi poważnych rynków urosną z pewnością Chiny i Indie. Będziemy się im przyglądać.

Wiele małych i średnich giełd obawia się wchłonięcia przez globalnych graczy. Czy, Pana zdaniem, jest to nieunikniony proces?

Reklama
Reklama

Większość krajów posiada własną giełdę i własną linię lotniczą. I tak pewnie zostanie. Sądzę, że na świecie wciąż będzie dużo miejsca dla małych, lokalnych giełd. Jest przecież wiele małych i średnich spółek, działających tylko w swoich krajach, które mogą zaistnieć tylko na mniejszych rynkach. A więc to małe rynki będą dla nich źródłem kapitału. Uważam, że to pozytywne zjawisko, gdyż ważne jest, aby lokalne rynki kapitałowe wspomagały małe i średnie spółki i stanowiły ważne źródło kapitału dla lokalnych przedsięwzięć i gospodarek. Na drugim biegunie będzie, jak już wspomniałem, kilka naprawdę globalnych giełd. Nie mam wątpliwości, że powstaną w najbliższej przyszłości. Zbliżamy się też do modelu, w którym spółki będą mogły bez problemu być notowane na kilku rynkach jednocześnie, na przykład na nowojorskim i lokalnym.

Czy planujecie w najbliższym czasie kolejne fuzje, czy to na rynkach wschodzących, czy też bardziej dojrzałych?

Fuzja z Euronextem zabiera nam wiele czasu. Jest tak absorbująca, że na razie nie mamy nawet głowy, by myśleć o kolejnych połączeniach.

W Ameryce Łacińskiej łączą się dziś giełdy w Meksyku, Bogocie i w Rio de Janeiro. Sądzi Pan, że ma to sens? Co, ewentualnie, mógłby im Pan doradzić?

Oceniam, że tego rodzaju regionalne związki są bardzo rozsądne. Podobna inicjatywa dotyczy przecież Skandynawii i regionu Bałtyku. Jeśli istnieje możliwość wprowadzenia tych samych technologii na wspomniane rynki, można znacznie usprawnić ich działalność. Połączenia regionalne mogą być także dużą szansą dla spółek, które prowadzą działalność w kilku krajach regionu, ale nie mają ambicji globalnych. Istnieje więc wiele argumentów za takimi aliansami. Każdy region ma swoją specyfikę i trudno w tym miejscu udzielać komukolwiek wskazówek, ale sądzę, że ważne jest, aby motywy regionalnych aliansów były podobne w przypadku wszystkich łączących się stron.Czy fuzja NYSE z Euronextem stworzy nową jakość na globalnym rynku kapitałowym?

Transakcja NYSE z Euronextem jest fuzją równorzędnych partnerów. Obie strony wnoszą bardzo poważny wkład. Przypomnę: na obu naszych rynkach będzie notowanych 80 spośród 100 największych spółek na świecie. Wartość rynkowa wszystkich korporacji wynosić będzie około 28 bilionów dolarów, a każdego dnia obroty przekraczać będą 100 milardów dolarów. Będziemy więc zdecydowanie największym rynkiem akcji na świecie, będziemy też mogli zaoferować naszym inwestorom o wiele większy wachlarz produktów finansowych - od akcji poprzez obligacje po instrumenty pochodne.

Reklama
Reklama

W USA uruchomiliśmy nowy rynek papierów dłużnych, w Europie oprócz rynku akcji, funkcjonuje już bardzo duży rynek kontraktów futures, opcji, zaczyna tam także działać rynek funduszy notowanych na giełdzie (ETF - przyp. red.), nie wspominając już o obligacjach. Połączenie obu giełd daje więc doskonałą mieszankę instrumentów inwestycyjnych. Stwarza też okazję do tworzenia nowych produktów. Będziemy także zdecydowanym liderem, jeśli chodzi o notowania nowych spółek.

Konsolidacja giełd będzie przedsięwzięciem kosztownym, ale prędzej czy później powinna zacząć przynosić oszczędności?

Technologia jest jednym z najpoważniejszych wydatków zarówno dla nas, jak i dla Euronextu. NYSE przeznacza na nowe technologie około 650 milionów dolarów rocznie. Po fuzji będziemy mogli z tej sumy zaoszczędzić około 250 milionów dolarów i odczują to nasi akcjonariusze. Połączenie zaowocuje wieloma znaczącymi oszczędnościami. Obejmą one m.in. redukcję liczby platform transakcyjnych. Obecnie mamy sześć różnych takich platform. Mamy też wspólnie dziesięć centrów danych, zmniejszymy ich liczbę do czterech.

Czy to będzie oznaczać całkowite połączenie NYSE i Euronextu?

Istnieje zasadnicza różnica między zmniejszeniem liczby platform transakcyjnych a konsolidacją giełd. Obie giełdy będą nadal funkcjonować oddzielnie. Wzorcem może być Euronext, który w tej chwili obejmuje cztery parkiety - w Paryżu, Amsterdamie, Lizbonie i Brukseli, ale funkcjonują one autonomicznie i podlegają lokalnym regulacjom. Będziemy niejako przedłużeniem modelu Euronextu.

Jakim władzom regulacyjnym będzie podlegać NYSE-Euronext?

Reklama
Reklama

To jeden z kluczowych elementów fuzji. Zakładamy zachowanie dotychczasowej struktury regulacyjnej, zarówno po europejskiej, jak i po amerykańskiej stronie. W wyniku fuzji powstanie jeden holding NYSE-Euronext. Będzie się dzielił na dwie części: europejską i amerykańską. W skład amerykańskiej będą wchodzić tutejsze giełdy, podlegające SEC (amerykańska komisja papierów wartościowych - red.). Europejska część będzie regulowana przez europejskie władze i będzie obejmowała rynek akcji i kontraktów futures na Starym Kontynencie. Taka struktura podtrzymuje jurysdykcję lokalnych władz regulacyjnych nad lokalnymi rynkami. Zapewnia też, że nie będzie prób przenoszenia amerykańskich standardów, szczególnie wymogów ustawy Sarbanesa-Oxleya, na rynki europejskie. To było jedno z głównych zastrzeżeń zgłaszanych od momentu ogłoszenia fuzji. Poświęciliśmy temu problemowi wiele czasu, rozmawiając z lokalnymi władzami regulacyjnymi na temat przyszłej struktury. Powinno to zaowocować memorandum między obydwoma nadzorami - amerykańskim i europejskim - na temat respektowania przepisów na lokalnych rynkach. Ryzyko i obawy, że amerykańskie standardy zaczną obowiązywać na europejskim rynku, są więc równe zeru.

Na jakim etapie znajduje się fuzja NYSE-Euronext?

Transakcja czeka na zatwierdzenie władz regulacyjnych w USA oraz ostatnie głosowania na walnych zgromadzeniach akcjonariuszy. Oczekujemy, że procedura zakończy się do końca grudnia. W optymistycznym scenariuszu fuzja powinna zostać zamknięta w I kwartale 2007 roku.

Czy połączenie z europejskim partnerem przyspieszy proces "elektronizacji" samej NYSE?

NYSE jest największym rynkiem kapitałowym na świecie. Mamy najniższe koszty prowad Szybkości ich zawierania. Chodzi o to, by stworzyć konsumentowi możliwości przeprowadzania szybkich transakcji drogą elektroniczną w czasie rzeczywistym.

Reklama
Reklama

Temu ma służyć nowy rynek operacji hybrydowych (hybrid market). Na razie obwarowany jest pewnymi ograniczeniami. Wytypowaliśmy na początek 60 spółek, które w ostatnich latach charakteryzowały się stosunkowo niewielkimi fluktuacjami giełdowymi. System stwarza możliwość elektronicznego handlu pakietami liczącymi do miliona akcji. Konsument będzie miał możliwość wyboru, czy kupować akcje tradycyjnie z pomocą specjalistów czy poprzez system elektroniczny.

Rozszerzenie zakresu handlu elektronicznego na NYSE nie będzie jednak oznaczało początku procesu, który miałby prowadzić do całkowitego wyeliminowania tzw. specjalistów i traderów z parkietu. Ważne jest, abyśmy utrzymali oba systemy. Traderzy i specjaliści już wielokrotnie sprawdzali się w momentach krytycznych dla różnych spółek. Są czynnikiem łagodzącym gwałtowne ruchy na rynku i pomagają w ustalaniu właściwej wartości kursów.

Czy nie uważa Pan, że rynek amerykański jest zbyt restrykcyjny po obostrzeniach wprowadzonych po skandalach korporacyjnych?

Sądzę, że muszą być wprowadzone pewne zmiany, które rozluźnią ciasny gorset przepisów. Musimy o tym myśleć, choćby ze względu na konieczność zwiększania konkurencyjności amerykańskiego rynku. Na szczęście ostatnio nastąpił napływ spółek zagranicznych. W tym roku na NYSE zadebiutowało już 19 spółek zagranicznych, a w całym ubiegłym roku było ich tylko 11. Mamy więc wyraźny trend wzrostowy.

Amerykańskie spółki ogłaszały ostatnio wyniki finansowe za III kwartał i z reguły były one bardzo dobre. Czego można spodziewać się po firmach notowanych na NYSE w IV kwartale?

Reklama
Reklama

To bardzo ogólne pytanie, pozostańmy więc przy ogólnej odpowiedzi. Gospodarka, mimo pewnego zwolnienia, nadal rozwija się w niezłym tempie. Poziom optymizmu wśród dyrektorów spółek jest wysoki, podobnie się rzecz ma ze wskaźnikami zaufania konsumentów. Spółki wciąż zwiększają zatrudnienie i nakłady kapitałowe. Więc trudno nie być optymistą, jeśli chodzi o IV kwartał.

W imieniu "Parkietu" pytania zadawała

fot. Bloomberg

CV

John Thain

Reklama
Reklama

ma 51 lat.

Jest absolwentem

inżynierii

elektrycznej na Massachusetts Institute of Technology i studiów MBA na Harvard Business School.

Kieruje giełdą

nowojorską od grudnia 2003 r., kiedy zastąpił tymczasowego dyrektora generalnego Johna Reeda.

Wcześniej przez wiele lat był związany z bankiem inwestycyjnym Goldman Sachs, gdzie bezpośrednio przed odejściem pełnił funkcję

dyrektora operacyjnego. Wcześniej

był m.in. dyrektorem

finansowym.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama