Piątkowa poranna propozycja Platformy Obywatelskiej, by rozpisać wcześniejsze wybory wiosną, spotkała się z dość nerwową reakcją na rynkach. Wystarczyły niecałe dwie godziny, aby rentowność obligacji pięcioletnich - podstawowy wskaźnik zaufania do rządu - wzrosła do 4,91, z 4,87 proc. w czwartek wieczorem. Jeszcze szybciej słabł złoty. Już o 8.00 kurs polskiej waluty "dołował" względem euro o 20 gr, do 3,838 PLN/EUR. Niespokojnie zaczęła się także sesja na warszawskiej giełdzie. WIG20 spadł do 3370 pkt, z 3405 pkt na zamknięciu w czwartek.
PiS: "Nie" szybkim wyborom
Inwestorów uspokoiła klarowna odpowiedź Prawa i Sprawiedliwości. - Odrzucamy ofertę PO w części dotyczącej skrócenia kadencji Sejmu - stwierdził na specjalnej konferencji Ludwik Dorn, wicepremier, minister administracji i spraw wewnętrznych. - Tak poważna rzecz, jak termin wyborów parlamentarnych nie może zależeć od wyniku badań materiału genetycznego posła Stanisława Łyżwińskiego - dodał. Po tym, jak zagrożenie rozpadu rządu oddaliło się, złoty i obligacje odrobiły część strat.
Problemy koalicji rozpoczęły się w poniedziałek, kiedy "Gazeta Wyborcza" opublikowała wywiad z Anetą Krawczyk, oskarżającą szefa Samoobrony Andrzeja Leppera oraz posła tej partii Stanisława Łyżwyńskiego o wykorzystywanie seksualne. Tego samego dnia prokuratura rozpoczęła postępowanie w tej sprawie. Na jego wynik czeka premier Jarosław Kaczyński.
W poniedziałek zakończył się też trwający od dłuższego czasu trend aprecjacyjny złotego wobec euro. Ekonomiści zapewniają, że seksafera nie miała w tym przypadku wielkiego znaczenia. - To tylko tzw. odpoczynek na kursie, typowy przy długo trwającym wzmocnieniu - mówi Maciej Reluga, główny ekonomista Banku Zachodniego WBK.