Reklama

Jest jeszcze dużo miejsca na kredyty dla ludności

Zadłużenie klientów indywidualnych w krajowych bankach wynosi około 140 mld zł. Eksperci są przekonani, że będzie szybko rosnąć. Można tylko zgadywać, jak szybko. Wiadomo, że motorami wzrostu będą kredyty mieszkaniowe i pożyczki gotówkowe

Publikacja: 21.12.2006 07:47

Jakie jest zadłużenie konsumentów w bankach? Według najnowszych danych NBP, w październiku wartość kredytów dla osób prywatnych pierwszy raz w historii przekroczyła 140 mld zł. Ponad połowa (dokładnie: 72,6 mld zł) to kredyty mieszkaniowe. Druga pod względem znaczenia kategoria - "pozostałe" (takie kredyty miały wartość 50,8 mld zł) - to głównie kredyty samochodowe i pożyczki gotówkowe, chociaż w tej grupie są też np. subsydiowane przez państwo pożyczki studenckie, itp. Kategoria "pozostałe" uwzględnia również 12,7 mld zł kredytów na zakup w systemie sprzedaży ratalnej. W kredytach dla ludności są jeszcze dwie istotne kategorie: kredyty w rachunku bieżącym (ok. 10 mld zł, ta kwota od kilku lat praktycznie się nie zmienia) oraz należności z tytułu kart kredytowych (tu mamy do czynienia z szybkim wzrostem; wartość tych kredytów przekroczyła w październiku 5,4 mld zł).

Dziesiątki miliardów

na mieszkania...

Ta wyliczanka nie jest bez znaczenia, bo pozwala błyskawicznie się zorientować, gdzie banki notują największy wzrost akcji kredytowej. Bez wątpienia najważniejsze są dla nich kredyty mieszkaniowe. W końcu ubiegłego roku portfel takich pożyczek był jeszcze o 22 mld zł mniejszy. Według Krzysztofa Pietraszkiewicza, prezesa Zwią-zku Banków Polskich, w całym 2006 r. banki mogą udzielić kredytów mieszkaniowych o wartości 32-34 mld zł. Być może jednak sprzedaż będzie jeszcze wyższa i zbliży się do 40 mld zł. Różnica między wartością sprzedaży kredytów a przyrostem portfela bierze się stąd, że znaczna część pożyczek jest zaciągana w celu spłaty zadłużenia w innym banku.

I wszyscy spodziewają się, że tu nadal będziemy świadkami szybkiego rozwoju. Ponieważ ostatnio w każdym kolejnym roku mieliśmy do czynienia z rekordowym poziomem sprzedaży, nikt nie dopuszcza do siebie myśli, że może dojść do osłabienia. Na przykład prognozy na przyszły rok mówią o zdecydowanym przekroczeniu 40 mld zł. Jak duży jest potencjał rynku? Zdaniem Jacka Łaszka, eksperta Narodowego Banku Polskiego, zajmującego się rynkiem mieszkaniowym i finansowaniem nieruchomości, banki mogłyby udzielić kredytów mieszkaniowych o wartości 650 mld zł. To oznacza, że wartość zadłużenia konsumentów mogłaby być około dziewięciokrotnie wyższa niż w tej chwili.

Reklama
Reklama

Według Jacka Łaszka, te szacunki uwzględniają dzisiejszy poziom zdolności kredytowej konsumentów. To oznacza, że jeśli będziemy - statystycznie rzecz biorąc - bogatsi, to potencjał rynku kredytowego będzie się proporcjonalnie zwiększać. Jedyny problem to... domy i mieszkania. A właściwie ich brak. Już teraz widać, że jest to czynnik, który może ograniczać dynamikę rozwoju kredytów mieszkaniowych. Wzrost cen nieruchomości sprawia, że nie wszyscy chętni, którzy jeszcze kilka miesięcy temu mogli starać się o kredyt na kupno lokalu o określonej wielkości, mogą sobie na to pozwolić dzisiaj.

Portfel kredytów mieszkaniowych o wartości kilkuset miliardów złotych będzie do osiągnięcia w perspektywie kilkunastu lat. Ekspert NBP uważa, że roczny popyt można szacować na 45-80 mld zł. To oznacza, że w porównaniu z bieżącą "produkcją" może zwiększyć się dwu-, a nawet czterokrotnie - stwierdził ekspert NBP na niedawnym II Kongresie Consumer Finance.

...i wyposażenie

Kredyty na mieszkania już teraz pod względem skali sprzedaży biją na głowę inne segmenty rynku. Ale będą podciągały w górę dynamikę innych rodzajów kredytów dla klientów indywidualnych. - Boom budowlany popchnie wzrost kredytu konsumenckiego do ponad 40 proc. Nie ma przecież możliwości, żeby konsumenci byli w stanie sfinansować z własnej kieszeni wszystkie zakupy do nowych mieszkań, np. sprzętu AGD czy RTV - stwierdził inny uczestnik spotkania branży consumer finance - Łukasz Gębski, członek zarządu Cetelem Bank Polska.Gotówka zamiast rat

Zdaniem specjalistów, nawet bez zakupów towarów związanych z wyposażeniem mie-szkań możemy liczyć na około 30-proc. wzrost rynku kredytów konsumenckich (pożyczki gotówkowe, kredyty ratalne, karty kredytowe) co roku. Taka dynamika będzie potrzebna, by zapewnić kilkunastoprocentowy wzrost portfela kredytów konsumenckich. A takie właśnie są prognozy dotyczące tego rynku. Zadłużenie klientów indywidualnych z tytułu kredytów konsumpcyjnych będzie wynosiło w 2009 r. 20 mld euro. W końcu ubiegłego roku było to 11 mld euro. To oznacza, że wartość zadłużenia będzie się zwiększać średnio o 15 proc. rocznie - takie są szacunki Wojciecha Sassa z The Boston Consulting Group. Inni specjaliści mają podobne zdanie. Według przedstawicieli Domu Finansowego QS, jednej z liczących się firm na rynku pośrednictwa kredytowego, portfel kredytów obejmujących łącznie pożyczki gotówkowe i kredyty samochodowe, który w końcu 2005 r. nie przekraczał 30 mld zł, w 2009 r. osiągnie pułap niemal 50 mld zł. Znacząco zwiększy się też portfel należności związanych z kartami kredytowymi. Za trzy lata może to być nawet 10 mld zł.

Analitycy powszechnie spodziewają się, że w najbliższych latach utrzyma się widoczna już tendencja wypierania kredytów ratalnych przez pożyczki gotówkowe. Według DF QS, "portfel ratalny" za trzy lata będzie o jedną trzecią mniejszy niż w ubiegłym roku. Z takim trendem będziemy mieli do czynienia, chociaż zakupy na raty są często znacznie korzystniejsze od zakupów finansowanych pożyczkami gotówkowymi. Oprocentowanie kredytu ratalnego często wynosi 0 proc. (plus koszt np. ubezpieczenia) - dzieje się tak, bo firma handlowa i bank nierzadko subsydiują kredyt (sklep i tak zarabia na sprzedaży towaru, dla banku liczy się powiększenie bazy danych - takiemu klientowi z czasem będzie można oferować inne produkty). Natomiast pożyczki gotówkowe są najdroższymi produktami oferowanymi klientom indywidualnym. Z punktu widzenia klienta mają tylko dwie zalety - są łatwo dostępne, a pieniądze można wydać w dowolny sposób.

Reklama
Reklama

Banki muszą inwestować

w placówki

Z punktu widzenia banków rosnące znaczenie pożyczek gotówkowych będzie oznaczało m.in. konieczność rozbudowy sieci placówek. Taki produkt można skutecznie sprzedawać tylko wówczas, gdy bank jest w stanie dotrzeć do klienta. - Znam takie miejsce w jednym z miast na Śląsku, gdzie w odległości kilku kroków są placówki siedmiu firm oferujących pożyczki gotówkowe - mówił nam rok temu szef jednej z tych siedmiu firm. Teraz takich miejsc jest z pewnością więcej, a ile będzie za trzy lata?

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama