Chętni do przejęcia udziałów i zrestrukturyzowania włoskiego narodowego przewoźnika mają miesiąc na składanie ofert - postanowił rząd.
Udziały państwa w Alitalii mają spaść z 49 proc. do 19 proc., choć nie wyklucza się, że przejmujący dostanie cały rządowy pakiet akcji. Główny warunek, jaki muszą spełnić inwestorzy, to przetrzymanie 30,1 proc. akcji lotniczej firmy przynajmniej do czasu, aż wyjdzie ona z kłopotów. Nie ma mowy, żeby Alitalia stała się częścią innego przedsiębiorstwa - ma zachować narodowy charakter. Rząd chce też, żeby nowy właściciel nie redukował liczby obsługiwanych przez przewoźnika połączeń ani nie obniżał jakości usług - czyniąc na przykład z Alitalii tanią linię.
Włoskie linie od 2002 r. regularnie notują straty. Według analityków, problem tkwi głównie w przeroście zatrudnienia. - Alitalia ma dużo potencjału. Warunki do jej odrodzenia są, ale musi być zgoda na redukcje personelu - twierdzi Fabrizio Spagnaz Axia Financial Research w Padwie. Drobni udziałowcy liczą na znalezienie inwestora i poprawę kondycji firmy. W piątek wywindowali papiery Alitalii o prawie 6 proc.
Kolejka potencjalnych chętnych do objęcia kontroli nad Alitalią jest długa. W listopadzie do rozmów w sprawie przyłączenia włoskiej firmy do francusko-holenderskiego tandemu Air France-KLM przyznał się szef Air France Jean-Cyril Spinetta. We włoskich gazetach wymieniany jest też książę Karim Aga Khan, duchowy zwierzchnik ismalitów, który kontroluje linie Meridiana. Wymienia się także bank Banca Intesa, który miałby po Alitalię startować w konsorcjum z ich rywalem - liniami Air One. Padło również nazwisko finansisty Carlo de Benedettiego.
Zainteresowani muszą dostarczyć oferty najpóźniej do 29 stycznia.