Najnowsza wersja nowelizacji ustawy o funduszach inwestycyjnych, do której dotarł "Parkiet", tylko częściowo spełnia oczekiwania branży TFI. Szczególnie tych, którzy w ubiegłym roku pół roku czekali na zgodę Komisji Nadzoru Finansowego, żeby móc ruszyć z nowym produktem. Przedstawiciele towarzystw skarżyli się na ciągnące się miesiącami postępowania. Nadzór twierdzi, że wnioski TFI są dalekie od doskonałości.
Izba Zarządzających Funduszami i Aktywami zaproponowała ustalenie w przepisach sztywnego terminu rozpatrywania wniosków. Na tak radykalny krok Ministerstwo Finansów - projektodawca - nie chciało się zgodzić. Zamiast tego KNF będzie musiała udzielić odpowiedzi w ciągu 30 dni od złożenia dokumentów - o miesiąc krócej niż w obecnych przepisach (w praktyce sprawy trwają znacznie dłużej, bo każda poprawka oznacza, że termin jest liczony od początku). Niestety, ten sam artykuł pozwala na przedłużenie terminu wydania decyzji do dwóch miesięcy od złożenia wniosku "w uzasadnionych przypadkach". Zmiana w przepisach jest więc pozorna. Jaka będzie praktyka?
- Wszystko będzie zależało od tego, w jaki sposób przepis zawarty w nowelizacji będzie interpretowany - mówi Marcin Dyl, prezes IZFiA.
Dodaje jednak, że wprowadzane zmiany są istotnym krokiem w procesie wyrównywania pozycji konkurencyjnej polskich TFI w stosunku do podmiotów zagranicznych.
Pierwsza wersja projektu nowelizacji ustawy o funduszach inwestycyjnych wzbudziła polemikę. Między innymi dlatego, że zwiększała uznaniowość komisji, zezwalając nadzorowi na odrzucenie wniosku o utworzenie funduszu lub TFI na podstawie "uzasadnionych podejrzeń". Ustawa nie precyzowała, skąd komisja może powziąć podejrzenia o nieuczciwym działaniu firmy lub zarządzających. Niejasny zapis zniknął z projektu. Zamiast tego nadzór będzie mógł skorzystać z innych dokumentów, np. z samego urzędu, a nie wyłącznie tych, złożonych razem z wnioskiem. Branża funduszowa nieco odetchnęła.