Ursynów ma nową halę sportowo-widowiskową. Nie do końca może być jednak dumny z nowoczesnego obiektu. Miał być bowiem gotowy już pod koniec 2003 roku. Pierwotny termin został więc przekroczony o ponad trzy lata.
Winą za poślizg samorządowcy obarczają wykonawcę inwestycji, czyli Mostostal Export. Chcą go przykładnie ukarać. Pozwali giełdową firmę do sądu, wzywając ją do zapłaty prawie 74 mln zł. Tymczasem wartość kontraktu opiewała na niespełna 19 mln zł netto.
Jak to się stało, że kary za opóźnienia kilkakrotnie przekraczają wartość umowy? Kontrakt przewidywał bowiem, że za każdy dzień opóźnienia w oddaniu obiektu do użytku wykonawca będzie płacić 0,5 proc. wartości zlecenia. Nie określono natomiast górnego pułapu kary. Codziennie powiększała się więc o kilkadziesiąt tys. zł. Bez ograniczeń.
Sprawę "złotego interesu" Mostostalu Export naświetliliśmy już w czerwcu 2004 roku. Do tego czasu licznik nabił około 18 mln zł kary. Już wówczas sprawa wyglądała kuriozalnie. Przyznawali to nawet w rozmowie z "Parkietem" przedstawiciele ursynowskiego ratusza. Byli skorzy do polubownego zakończenia sporu. Poniekąd wynikało to z faktu, że cześć winy za opóźnienia leżała po ich stronie: Mostostal został wpuszczony na plac budowy kilka miesięcy za później, niż ustalono.
Wiele wskazywało więc na to, że strony dojdą do porozumienia. Według naszych informacji, Mostostal proponował, że zapłaci "standardową" karę dla tego typu umów, czyli 10 proc. wartości kontraktu.