Reklama

Zagraniczni inwestorzy wyprzedają polskie akcje

Aktywni gracze z zagranicy odpowiadali na początku 2006 roku za prawie 18 procent kapitalizacji polskich spółek na GPW. W grudniu już tylko za niespełna 11 procent. To najmniej od ponad 10 lat

Publikacja: 17.02.2007 08:11

Zagraniczni inwestorzy mają coraz mniej akcji polskich przedsiębiorstw. Ich udział w kapitalizacji warszawskiego parkietu spadł w końcu ub.r. poniżej 50 proc., podczas gdy jeszcze na koniec listopada 2006 r. wynosił 50,4 proc. W ostatnim miesiącu ub.r. zagraniczni gracze sprzedali jednak papiery polskich spółek za 311 mln euro. Takie szacunki podał Narodowy Bank Polski.

Większość to długoterminowi

Jeszcze na początku 2006 r. udział zagranicznych inwestorów na naszym rynku przekraczał 60 procent. Jednak przez ostatnich dwanaście miesięcy "zagranica" sprzedała polskie akcje notowane na giełdzie o wartości 1,67 mld euro (patrz ramka). Tymczasem kapitalizacja wszystkich polskich spółek zwiększyła się do 437,7 mld zł (114,25 mld euro) z 308,4 mld zł (79,9 mld euro).

Na tym jednak nie koniec. Większa część zaangażowania zagranicy na naszej giełdzie to udziały w spółkach zależnych. Sektorem, w którym widać to najlepiej, są banki, gdzie udziały inwestorów bezpośrednich wahają się od nieco ponad 50 proc. (Bank Pekao) do 75 proc. (Bank Handlowy, ING Bank Śląski), a w przypadku mniejszych instytucji dochodzi nawet do 100 proc.

Tego typu inwestorzy nie zwykli zmniejszać lub zwiększać udziału w swoich polskich spółkach w zależności od koniunktury giełdowej.

Reklama
Reklama

Ubyło spekulantów

Na naszej giełdzie są jednak również aktywni inwestorzy zagraniczni. Jaki mają udział? Z danych NBP wynika, że w końcu 2005 r. ich zaangażowanie wynosiło 54,2 mld zł. Stanowiło 17,6 proc. kapitalizacji wszystkich polskich spółek notowanych na GPW. W końcu ub.r. ten udział wynosił już tylko 10,9 proc. i był najniższy od przynajmniej 1994 r. (wcześniejszych danych NBP nie ma). Jednocześnie skala ograniczenia zaangażowania przez graczy z zagranicy była największa od 1999 r.

Wtedy udział zagranicznych inwestorów portfelowych na naszej giełdzie zmniejszył się o 7,3 pkt proc. (w ub.r. spadek wyniósł 6,7 pkt proc.). W 1999 r. na warszawskiej giełdzie miała miejsce kilkunastoprocentowa korekta, ale WIG20 zakończył tamten rok dużo wyżej niż zaczął. Tyle że już w 2000 r. mieliśmy początek kilkuletniej bessy.

W ubiegłym roku również byliśmy świadkami znaczącej korekty, ale już po kilku miesiącach inwestorzy odrobili stra-ty. Bessy nie było. Przynajmniej do tej pory rynku bardzo skutecznie bronią zakupy akcji przez fundusze emerytalne i inwestycyjne.

Środki w funduszach rynków wschodzących

W ubiegłym tygodniu z Warszawy

Reklama
Reklama

wyparowało 13 milionów dolarów

Z międzynarodowych funduszy inwestujących na rynkach Europy Środkowo-Wschodniej odpłynęło w zeszłym tygodniu 72 mln USD - wynika z danych firmy Emerging Portfolio Fund Research. Z Warszawy mogło wyparować 13 mln USD.

Nasz region nie cieszy się powodzeniem wśród inwestorów, choć na inne rynki wschodzące, szczególnie azjatyckie, kierują oni pieniądze nader chętnie. Od początku roku do wszystkich funduszy operujących na emerging markets trafiło

6,3 miliarda dolarów, ale z tych, które działają w makroregionie EMEA (Europa, Bliski Wschód, Afryka), gracze wyjęli prawie 450 mln USD.

Tym samym powtarza się sytuacja z zeszłego roku. Wtedy też fundusze azjatyckie i latynoamerykańskie miały dodatni bilans wpłat i wypłat, podczas gdy fundusze EMEA znalazły się wyraźnie pod kreską.

Komentarze

Reklama
Reklama

Krzysztof Stępień

PARKIET

Rynek banków i firm surowcowych

W ostatnich miesiącach znacznie powiększyła się grupa średnich spółek, mogących być potencjalnymi obiektami zainteresowania zagranicznych inwestorów.

Wydaje się jednak, że polska giełda wciąż jest jednak przez nich postrzegana przede wszystkim jako rynek banków i firm surowcowych. W sytuacji, gdy wyceny tych pierwszych są najwyższe

Reklama
Reklama

na świecie, a słabsze notowania ropy i miedzi zniechęcają do tych drugich, ograniczenie zaangażowania przez zagranicznych graczy na naszym parkiecie nie dziwi. Skłania przy tym do zastanowienia, jakie są szanse na

Tę grupę inwestorów mogłyby przyciągnąć duże oferty pierwotne, lepsze perspektywy dla rynku surowców czy bardziej atrakcyjne wyceny firm.

Błażej Bogdziewicz

ZARZĄDZAJĄCY W BZ WBK AIB TFI

Te pieniądze już od nas nie uciekną

Reklama
Reklama

Inwestorzy zagraniczni wyszli z naszej giełdy, bo uznali, że u nas było drogo. Na innych rynkach byli w stanie znaleźć spółki o podobnym

potencjale, ale tańsze. Ale jeśli okaże się, że wzrost gospodarczy będzie wyższy niż oni oczekiwali, to można się spodziewać, że będą wracać na nasz rynek.

Można powiedzieć, że w przypadku zawirowań na światowych parkietach dotychczasowy spadek udziału zagranicy może nam pomagać. Te pieniądze, które wyszły, już od nas nie uciekną. Poważnym zagrożeniem byłyby dopiero duże umorzenia w funduszach inwestycyjnych. Ale tego się raczej nie obawiam. Wydaje mi się, że pieniądze są wpłacane do funduszy na dłuższy okres, a nie na tylko - powiedzmy - pół roku.

Kazimierz Szpak

ZARZĄDZAJĄCY W KBC TFI

Reklama
Reklama

Mamy sytuację nierównowagi

Nie przeceniałbym znaczenia zmniejszania się udziału zagranicznych inwestorów, choć oczywiście jest ono faktem. Widać to w największych spółkach, dla których znaczenie zagranicy jest dość duże. Ich kursy zachowują się gorzej niż notowania mniejszych firm. Mamy w tej chwili sytuację nierównowagi między popytem i podażą. Napływ pieniędzy do fun- duszy emerytalnych i inwestycyjnych przekracza podaż oferowanych akcji. Dlatego ceny u nas mają pewną premię w stosunku do innych rynków, a to skutkuje wyprzedawaniem akcji przez zagranicznych graczy.

Marek Świętoń

ZARZĄDZAJĄCY W ING INVESTMENT MANAGEMENT

To może mieć pozytywne skutki

Paradoksalnie, to że zagraniczni inwestorzy zmniejszyli zaangażowanie w Polsce, w przyszłości może mieć pozytywne konsekwencje

dla naszego rynku. Wydaje się, że nie docenili tempa wzrostu gospodarczego w naszym kraju i że teraz byliby skłonni kupować nasze spółki.

Będą to robić raczej w okresach korekty, a to oznacza, że będą pełnić

rolę stabilizującą, ograniczając spadki.

Z drugiej strony, to, że ich zaangażowanie jest dość niewielkie, sprawia, że polski rynek może okazać się mniej wrażliwy na ewentualne

zawirowania na rynkach światowych.

Akcje za 1,67 miliarda euro

W ubiegłym roku zagraniczni inwestorzy wycofali z naszego rynku akcji 1,67 mld euro. Ta kwota to różnica między

wartością walorów kupowanych przez zagranicznych graczy i przez nich sprzedawanych. Odpływ miał miejsce przede wszystkim w pierwszej połowie ub.r. Wówczas z warszawskiej giełdy ubyło niemal 1,3 mld euro. W pierwszym półroczu2006 r. nie było ani jednego miesiąca, w którym wartość zakupów notowanych w Warszawie akcji byłaby wyższa niż sprzedaży. Druga połowa ub.r. była nieco lepsza - sprzedaż akcji

przez zagranicznych inwestorów nie przekroczyła 400 mln

euro, a w sierpniu i październiku chętniej nabywali oni

niż pozbywali się polskich akcji. W poprzednich latach

zdecydowanie przeważały zakupy: zarówno w 2004,

jak iw 2005 r. ich wartość przekraczała miliard euro.

Euroobligacje uratowały statystykę

Zaangażowanie zagranicznych inwestorów portfelowych w papiery dłużne wyemitowane przez polskie podmioty zwiększyło się w ub.r. o 3,15 mld euro. To kwota znacznie mniejsza niż w poprzednich dwóch latach. W 2004 r. inwestycje zagranicznych graczy w polskie papiery dłużne zwiększyły się

o 7,3 mld euro, a w 2005 r. - o 10,7 mld euro. Ubiegłoroczny wynik byłby dużo słabszy, gdyby nie przeprowadzona w pierwszych tygodniach 2006 r. przez Ministerstwo Finansów emisja euroobligacji. Miała wartość 3 mld euro - niemal taką samą, co cały napływ kapitału na nasz rynek długu. Bez uwzględnienia tej transakcji (rozliczonej w lutym) w ubiegłym roku najlepszym miesiącem z punktu widzenia zainteresowania zagranicznych inwestorów naszym rynkiem długu był grudzień - napływ

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama