Z końcem tego roku Komisja Europejska sprawdzi, ile z pieniędzy przypisanych na lata 2004-2006 poszczególnym krajom trafiło już do beneficjentów. Jeśli uzna, że zbyt mało - część przyszłego wsparcia przepadnie. Dlatego w odpowiednich ministerstwach robi się dość nerwowo.
Wczoraj Węgrzy ogłosili, że do czerwca otrzymali z Brukseli 61 proc. środków należnych im w ramach Narodowego Planu Rozwoju. Według najnowszych danych, lepiej radzą sobie tylko Słoweńcy i Estończycy - pozyskali jak dotąd dwie trzecie pieniędzy. Szacuje się, że "bezpieczny" pułap to około 80 proc.
Polska w środku stawki
Także polski rząd zapowiadał, że do grudnia spróbujemy osiągnąć ten poziom. Oznaczałoby to konieczność wydania tylko w tym roku ponad 16 mld zł. Okazuje się jednak, że, podobnie jak inne państwa regionu, będziemy z tym mieli poważne trudności.
Ministerstwo Rozwoju Regionalnego (MRR) odpowiednie statystyki publikuje co miesiąc. Do lipca, na pięć miesięcy przed "godziną zero", nad Wisłę napłynęło w sumie (od maja 2004 r.) 16,79 mld zł. Polsce udało się uzyskać refundację zrealizowanych projektów w wysokości 51,7 proc. alokacji na lata 2004-2006 (w czerwcu było to niecałe 48 proc.). Zgodnie z zasadą "n+2", rozliczanie inwestycji wdrożonych w tym okresie potrwa do grudnia 2008 r. Jednak już rok wcześniej Komisja przejrzy sposoby i poziom wykorzystania unijnych pieniędzy za rok 2005.