Pisałem kilka miesięcy temu, że wszelkiego rodzaju tajemnicze teczki powinny być jak najszybciej otwarte (a rozliczenia zamknięte), abyśmy mogli jeszcze szybciej o nich zapomnieć. Przewidywałem też wówczas, że ktoś z odpowiednim zacięciem rychło wpadnie na pomysł, aby jałowe ze społecznego punktu widzenia (choć czytelniczo może atrakcyjne) badanie przeszłości np. znanych aktorów zastąpić bardziej pożyteczną analizą tajemnic biznesowych. Dziś już wiemy, że nieoczekiwane zamknięcie archiwów opóźniło ten proces, ale - jak widać - nie zatrzymało. Problem w tym, że nie ma jeszcze analizy, a jest już sensacja.
Media podały, że w Cytadeli Warszawskiej (dla niewtajemniczonych - wciąż, obok carskich ruin, jest to częściowo obiekt wojskowy, pilnie strzeżony) znaleziono podobno teczki Krauzego, Kulczyka, Sołowowa, Karkosika i Solorza. Z czasem pewnie znajdą się dokumenty o innych Polakach z li- sty 10 czy 100 najbogatszych.
Co z tego wynika? Na razie nic. A z drugiej strony - bardzo dużo. Sęk w tym, że mamy niewielką, jeśli w ogóle jakąś, wiedzę, a jednocześnie sporą wyobraźnię, prawda?
Sprawa ma znaczenie także dla gospodarki, w tym dla rynku kapitałowego i dla inwestorów giełdowych. Zanim jednak do tego przejdę, kilka ogólnych uwag.
Po pierwsze, wcale mnie nie dziwi, że takie czy inne służby interesowały się lub interesują najbogatszymi Polakami i ich interesami. Sądzę nawet, że można by im postawić zarzut, gdyby tego nie robiły. Miliardowe interesy, fortuny budowane w okresie transformacji na gruzach owładniętego niemocą państwa, strategiczne branże, związki biznesu ze światem polityki - to tylko przykłady tego, co powinno w należycie funkcjonującym kraju obchodzić ludzi odpowiadających za jego bezpieczeństwo i praworządność. Pytanie tylko, "jak" obchodziło. I czy rzeczywiście miało to związek z praworządnością i bezpieczeństwem państwa. Nie znamy odpowiedzi na te pytania. A domyślać się, niestety, aż strach.